Poczucie zmarnowanego życia

To forum przeznaczone jest głównie dla osób dorosłych z ZA i pokrewnymi zaburzeniami.

Chat irc (pirc.pl): #aspi.net.pl (bramka www) (godzina 20:30)
Skype: WideŁokonferencja (Soboty@20:00)

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez marcinw » Śr, 6 lut 2013, 19:41

Kropka napisał(a):Natomiast takie w pełni dorosłe życie.

Co pod tym dokładnie rozumiesz? Bo to co opisałaś to jest taki klasyczny koszmarek, który sobie wielu ludzi funduje bezmyślnie kopiując większość i potem z utęsknieniem patrzą, jak to za młodu było fajnie i jaki to wtedy luz mieli ;)
marcinw
 
Posty: 1776
Dołączył(a): So, 1 lis 2008, 00:00
Lokalizacja: Dunedin (Poznań)
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » Cz, 7 lut 2013, 05:33

Andegavennia napisał(a):Hmm znam takie dziewczyny,co hołdowały tej zasadzie, i w efekcie solennego jej przestrzegania zostały matkami najpozniej w wieku 21 lat dziś silą się na uśmiech i udawanie zadowolenia z życia, ale słabo im wychodzi.

dlaczego silą? ... to jest świetny wiek na macierzyństwo, o ile dojrzało się do tego psychicznie oczywiście...
organizm młody,silny,łatwo regenerujący się...
... a na studiach obowiązki na pewno mniej rygorystyczne niż w prawdziwej pracy, długie wakacje, ferie, nie obowiązkowe wykłady, możliwość powtarzania zajęć, chodzenia na zajęcia z innymi grupami, wzięcia dziekanki itd ... w jakiej pracy ma się jeszcze podobny luz?


Silą się, bo przeciez nie wypada przyznac sie do najwiekszej zyciowej porazki ;) Lepiej wciskac kit, ze jednak ta wpadka byla darem losu.

Swietny wiek na macierzynstwo-a wypowiadasz sie jako ginekolog, lekarz, ktory nie patrzy na osobe jak na jednostke tylko jak na sztuke o okreslonych parametrach biologicznych, nadajacych sie do tego i tego? Albo jak przedstawiciel panstwa, ktoremu zalezy na wiekszej dzietnosci, i widzą tak młode dziewczyny a kategoriach idealnych reproduktorek?

21 lat to jest moim zdaniem za wczesnie. 30 lat najwczesniej.
Bo co taka dziewczyna sobie zycia uzyla? Jakie ma porownanie? I z kim ma miec to dziecko, z rownolatkiem ktory tez sobie jeszcze zycia nie uzyl? Mają sie wzjaemnie skazac na zycie razem, bo zdarzyla sie im głupia wpadka? No chyba ze z 2 razy starszym chłopem, ktoremu cąłkiem w smak taka mloda sarenka ;) ?

To okropne.

Widzę, że co ciekawe to mezczyzni reprezentują poglądy bardziej wyrozumiałe dla sytuacji kobiet i tego, że bycie mamusią, a tym bardziej wczesną, to wcale nie taki fun.


No chyba, że na własne życzenie sobie to życie zniszczysz braniem na siebie zbędnych zobowiązań

Tu jest clue. Niestety wszedzie promuje sie branie tych zbednych zobowiazan jako dowód dojrzalosci, bohaterstwa i umiejetnosci radzenia sobie w zyciu ("stac mnie na kredyt na 30 lat, stac mnie na 2 dzieci"), a ludzie się na to chwytają.

Wszystko ma swoją cenę, ale niektore rzeczy mają cene nieporownywalnie wysoką do rzeczywistych korzysci.
Niby kazdy sie wzbrania przed kupowaniem badziewia, a jednak ludzie co krok fundują sobie takie zyciowe badziewie, a potem narzekają jak to nie wyrabiają, żądają pomocy od innych i są niezadowoleni.
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez graddy » Cz, 7 lut 2013, 07:54

zastanawiam się nad tym: czemu ludzie wciąż narzekają na swoje życie, nie mając obeiktywnie rzecz ujmując, ku temu powodów. tak jakby biedy nie zaznali, głodu czy klęski żywiołowej, prześladowań na tle etnicznym itp. wszystko jest w zasięgu ręki, na podstawowe potrzeby wystarcza.
Avatar użytkownika
graddy
 
Posty: 104
Dołączył(a): Pn, 20 sie 2007, 23:00
Lokalizacja: poza Warszawą
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Krzyś » Cz, 7 lut 2013, 08:38

Andegavennia napisał(a):Silą się, bo przeciez nie wypada przyznac sie do najwiekszej zyciowej porazki ;) Lepiej wciskac kit, ze jednak ta wpadka byla darem losu.
Ja tam bym się cieszył z dziecka z wpadki tak samo jak z planowanego.
Andegavennia napisał(a):Swietny wiek na macierzynstwo-a wypowiadasz sie jako ginekolog, lekarz, ktory nie patrzy na osobe jak na jednostke tylko jak na sztuke o okreslonych parametrach biologicznych, nadajacych sie do tego i tego? Albo jak przedstawiciel panstwa, ktoremu zalezy na wiekszej dzietnosci, i widzą tak młode dziewczyny a kategoriach idealnych reproduktorek?
Kropka zastrzegła przecież, że o ile są odpowiednio dorosłe.
Andegavennia napisał(a):21 lat to jest moim zdaniem za wczesnie. 30 lat najwczesniej.
A moim zdaniem to cecha osobnicza. Dla jednych 21 lat to idealna pora, dla innych 50 lat to za wcześnie.
Andegavennia napisał(a):Bo co taka dziewczyna sobie zycia uzyla? Jakie ma porownanie? I z kim ma miec to dziecko, z rownolatkiem ktory tez sobie jeszcze zycia nie uzyl?
Skąd ten przymus używania życia i na czym takie używanie miałoby polegać? Bo ja chyba jeszcze go nie użyłem (aczkolwiek zupełnie nie widzę takiej potrzeby)
Andegavennia napisał(a):2Mają sie wzjaemnie skazac na zycie razem, bo zdarzyla sie im głupia wpadka? No chyba ze z 2 razy starszym chłopem, ktoremu cąłkiem w smak taka mloda sarenka ;) ?
Cóż - miłość jest ślepa ;) chyba, że ta sarenka się skaże na 2 razy starszego chłopa z innych przyczyn w rodzaju "że tak wypada" - cóż, jej wybór
Andegavennia napisał(a):Widzę, że co ciekawe to mezczyzni reprezentują poglądy bardziej wyrozumiałe dla sytuacji kobiet i tego, że bycie mamusią, a tym bardziej wczesną, to wcale nie taki fun.
Jak dla mnie to cecha osobnicza - dla jednej fun dla innej nie-fun.dla jednej fun dla innej nie-fun.
Avatar użytkownika
Krzyś
 
Posty: 1919
Dołączył(a): Wt, 25 lip 2006, 23:00
Lokalizacja: Lublin / M / 32 / zdiagnozowany
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » Cz, 7 lut 2013, 09:01

Kropka zastrzegła przecież, że o ile są odpowiednio dorosłe.


No tak, tylko że mało która jest odpowiednio dojrzała w tym wieku. Czasy się zmieniły.
Zresztą statystyki pokazują, co zostaje z takich wczesnych związków, wpadek, wymuszonych wczesnych ślubów. No chyba nie muszę dodawać, ze rzadko kiedy są to udane trwałe szczesliwe pełne rodziny ;)

Cóż - miłość jest ślepa ;) chyba, że ta sarenka się skaże na 2 razy starszego chłopa z innych przyczyn w rodzaju "że tak wypada" - cóż, jej wybór

Troche dziwna ta slepota, ze dopada (w tym kontekscie) zazwyczaj tylko panie ;)
Dlaczego 20-letni chłopiec nie zakocha się (bez wplywu $$$$) w 45-latce (takiej, która nie jest wyjątkową laską)?


Ja tam bym się cieszył z dziecka z wpadki tak samo jak z planowanego.

Ok. Ja mówię o wiekszosci typowych dziewczyn, i gwarantuję Ci, ze malo która cieszy sie z wpadki.
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Krzyś » Cz, 7 lut 2013, 09:43

Andegavennia napisał(a):Troche dziwna ta slepota, ze dopada (w tym kontekscie) zazwyczaj tylko panie ;)
jakoś tak już chyba jest (nie wiem dlaczego), że panie wolą starszych (obserwacje na podstawie małej próby różnych tam znajomych ze studiów itp) - może to wynika z późniejszego dojrzewania emocjonalnego panów... w każdym razie dobieranie się w pary na odwrót (kobieta starsza) byłoby logiczniejsze z punktu widzenia średniej długości życia mężczyzn i kobiet (choć ja bym tak nie chciał i tak)
Andegavennia napisał(a):Dlaczego 20-letni chłopiec nie zakocha się (bez wplywu $$$$) w 45-latce (takiej, która nie jest wyjątkową laską)?
ja powiedzmy że ... znam (dobrze) przypadek trochę mniej ekstremalny (różnica 11 lat) - aczkolwiek tam chodziło raczej o matkowanie facecikowi, jak podejrzewam.
Andegavennia napisał(a):Ok. Ja mówię o wiekszosci typowych dziewczyn, i gwarantuję Ci, ze malo która cieszy sie z wpadki.
Niektóre próbują nawet złapać (tzn. usidlić, zatrzymać, zmusić do ślubu etc) faceta na dziecko - np. nie biorąc pigułki (choć w takim przypadku możemy mówić co najwyżej o pół-wpadce ;) )
Ostatnio edytowano Cz, 7 lut 2013, 10:04 przez Krzyś, łącznie edytowano 3 razy
Avatar użytkownika
Krzyś
 
Posty: 1919
Dołączył(a): Wt, 25 lip 2006, 23:00
Lokalizacja: Lublin / M / 32 / zdiagnozowany
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Kropka » Cz, 7 lut 2013, 09:54

heh Andegavennia pisujesz o tępej tłuszczy a sama recytujesz jej poglądy ;)
Andegavennia napisał(a):21 lat to jest moim zdaniem za wczesnie. 30 lat najwczesniej.
Bo co taka dziewczyna sobie zycia uzyla? Jakie ma porownanie?
no więc co niby miałaby robić?, po studiach sprzedać się korporacji, dodatkowo najlepiej roztrwonić zarobki z 10 następnych lat, na to niby "używanie życia" (cokolwiek znaczy ten termin?) aby następnie obudzić się "z ręka w nocniku" koło 30 - ojej nic nie mam, nic nie osiągnęłam - korporacja wycisnęła mnie jak cytrynę i wypluła resztki... i wpakować się w kredyt na 40 lat + dziecko, mąż.
Sorry, to jest dopiero moim zdaniem idealny przykład udupienia i działania pod wpływem propagandy!


Andegavennia napisał(a):Silą się, bo przeciez nie wypada przyznac sie do najwiekszej zyciowej porazki Lepiej wciskac kit, ze jednak ta wpadka byla darem losu.
wiesz, jak ktoś jest zadowolony z życia, to nie musi tego udowadniać, ty próbujesz na siłę udowodnić, że w takim układzie nie można być szczęśliwym- w jakim celu niby? ... . Ludzie są zadowolenie z różnych rzeczy, co tobie do tego?... lepiej się czujesz jeśli sobie wmówisz, "o ten na pewno nie jest szczęśliwy" ^^ - kiedyś pisałaś o wiedzy i świadomości, jak to się ma do takiego okłamywania siebie?...o np:
Andegavennia napisał(a):Dlaczego 20-letni chłopiec nie zakocha się (bez wplywu $$$$) w 45-latce (takiej, która nie jest wyjątkową laską)?
a dlaczego niby nie?
...mamy osobiście takiego współpracownika, on jest w moim wieku (33), babka ma właśnie tyle co napisałaś i są razem 10 lat, ona nie jest wcale milionerkę, wręcz odwrotnie to on utrzymuje ją i jej dzieci z poprzedniego małżeństwa.
Wystarczy na nich popatrzeć, aby widzieć, że są razem szczęśliwi.

marcinw napisał(a):Co pod tym dokładnie rozumiesz? Bo to co opisałaś to jest taki klasyczny koszmarek,
zależy dla kogo, dla mnie koszmarkiem byłaby konieczność dogadywania się ze współlokatorem czy stanie w kolejce do lekarza na NFZ.... jeśli pracujesz tylko na przeżycie, to niestety jesteś mocno zależny od instytucji społecznych, jesteś wiec mocno zależny od ludzi :twisted: :twisted: :twisted:
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Avatar użytkownika
Kropka
 
Posty: 2227
Dołączył(a): Cz, 29 gru 2011, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez marcinw » Cz, 7 lut 2013, 11:00

Kropka napisał(a):no więc co niby miałaby robić?

To, co chce. Bycie matką polką jest tylko jedną z możliwości i przy okazji najbardziej zniewalającą, a więc bardzo niebezpieczną.

Kropka napisał(a):zależy dla kogo, dla mnie koszmarkiem byłaby konieczność dogadywania się ze współlokatorem czy stanie w kolejce do lekarza na NFZ.... jeśli pracujesz tylko na przeżycie, to niestety jesteś mocno zależny od instytucji społecznych, jesteś wiec mocno zależny od ludzi :twisted: :twisted: :twisted:

Ale kto broni, aby w tym 'na przeżycie' zawrzeć sobie sensowne lokum czy też lekarza? W tym podejściu ważne jest, aby pracować tyle, ile potrzebujesz, a nie tyrać do oporu 'jak wszyscy' i zostać niewolnikiem swojej pracy czy firmy.
marcinw
 
Posty: 1776
Dołączył(a): So, 1 lis 2008, 00:00
Lokalizacja: Dunedin (Poznań)
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Kropka » Cz, 7 lut 2013, 11:17

marcinw napisał(a):Bycie matką polką jest tylko jedną z możliwości
no dokładnie, ani gorsza ani lepsza, od kariery korporacyjnej jak i innych możliwości... nie rozumiem osób, które ją dyskryminują.

Ps poproszę o definicję "matki polki" .

marcinw napisał(a):Ale kto broni, aby w tym 'na przeżycie' zawrzeć sobie sensowne lokum czy też lekarza? W tym podejściu ważne jest, aby pracować tyle, ile potrzebujesz,
oczywiście możesz pracować tyle ile potrzebujesz, ale po zapewnieniu opłat na to minimum, które jest Tobie potrzebne do uzyskania właściwego komfortu życia... czyli MUSISZ zapracować na lokum i ubezpieczenie (to z przykładu- w wypadku każdej osoby można tam wstawić co innego, co jest jej potrzebne), a dopiero ponad to możesz sobie dać luz... inaczej zamiast radości z luzu, będziesz miał dyskomfort, bo Twoje potrzeby nie będą zaspokojone.
Ostatnio edytowano Cz, 7 lut 2013, 11:20 przez Kropka, łącznie edytowano 1 raz
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Avatar użytkownika
Kropka
 
Posty: 2227
Dołączył(a): Cz, 29 gru 2011, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Krzyś » Cz, 7 lut 2013, 11:26

marcinw napisał(a):Ale kto broni, aby w tym 'na przeżycie' zawrzeć sobie sensowne lokum czy też lekarza? W tym podejściu ważne jest, aby pracować tyle, ile potrzebujesz, a nie tyrać do oporu 'jak wszyscy' i zostać niewolnikiem swojej pracy czy firmy.
Powiedz to kasjerce pracującej na kasie w Biedronce na umowie o dzieło.

Nie zapominaj, że jesteś elitą w społeczeństwie - tak intelektualną jak i finansową.

Smutna rzeczywistość jest taka, że w kraju bieda aż piszczy, bezrobocie jest ogromne i większość młodych nie ma pracy (nawet na kasie w Biedronce). Gdyby nie otwarcie rynku pracy w Wielkiej Brytanii to sytuacja byłaby już w ogóle dramatyczna (będzie "wesoło" jak się W.B. wypisze z Unii - no chyba że zaradni rodacy na zmywaku zdążą do tego czasu uzyskać obywatelstwo brytyjskie).

Branża IT jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, ale w tzw. Polsce B nadal nie jest za różowo (kolega pracował przez pół roku na umowę o pracę co prawda, ale za jakieś 1600 brutto - choć to akurat chyba dlatego, że to straszna badziewnia była)
Avatar użytkownika
Krzyś
 
Posty: 1919
Dołączył(a): Wt, 25 lip 2006, 23:00
Lokalizacja: Lublin / M / 32 / zdiagnozowany
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » Cz, 7 lut 2013, 11:31

Widze kiedy ktos jest naprawde szczesliwy, a kiedy udaje i sie lansuje ;)

Kropka, sprytnie obracasz argumenty,ale jak dla mnie to jest grubymi nićmi szyte. Szkoda komentować. Sama prowadzisz kryptopropagandę macierzynstwa.

Np. to,ze dziewczyna w wieku 21 lat,czy nawet dajmy na to juz po skonczonych studiach, a nie w trakcie, nie ma co robic z zyciem-skąd to wzielas? Ze w korporacji zmarnuje sobie zycie, wiec lepiej zostac mamusią. Tak jakby nie bylo innych opcji rozwojowych dla kobiety w 21 wieku. Przykre,ze takie rzeczy pisze nie kto inny jak kobieta.

Marcin, choc nie jest kobietą, bardziej to dostrzega:
To, co chce. Bycie matką polką jest tylko jedną z możliwości i przy okazji najbardziej zniewalającą, a więc bardzo niebezpieczną.


no więc co niby miałaby robić?, po studiach sprzedać się korporacji, dodatkowo najlepiej roztrwonić zarobki z 10 następnych lat, na to niby "używanie życia" (cokolwiek znaczy ten termin?) aby następnie obudzić się "z ręka w nocniku" koło 30 - ojej nic nie mam, nic nie osiągnęłam - korporacja wycisnęła mnie jak cytrynę i wypluła resztki... i wpakować się w kredyt na 40 lat + dziecko, mąż.
Sorry, to jest dopiero moim zdaniem idealny przykład udupienia i działania pod wpływem propagandy!


A moze np. pojezdzilaby sobie po swiecie, miała róznych chłopaków, mogla sobie porownac kultury, temperemanty i obyczaje, mogla sprawdzic jaki styl zycia i kultura jej odpowiadają. Dzieki temu jej potencjalny wybor kiedys tam bylby bardziej ugruntowany. A przy okazji zobaczylaby, ze jest wiele opcji realizacji siebie,i ze w zyciu nawet do 100-tki mozna sie nie nudzic nie mając dzieci ani jednego stałego ukochanego, i nie wypruwając flaków w korpo. I że to nie są jedyne rzcezy, ktore moga nadac zyciu czlowieka sens. Jesli zas bedzie miec wpadke ze swoim drugim w zyciu chlopakiem w wieku 19 lat, byc moze nigdy sie o tym wszystkim nie przekona, bo przytłoczy ją do ziemi brutalna polska rzeczywistosc ;]


PS>Gdyby ci wszyscy ludzie byli NAPRAWDĘ szczesliwi, to moze nie spotykalabym na co dzien masy sfrustrowanych wlasnym zyciem ludzi, niezadowolonych z wlasnych wyborow, rozczarowanych, chcących wiecej, knujących, szkodzących innym, odgrywających się za byle co itp itd. Skad się oni biorą, skoro tylu ludzi jest szczesliwych i rozumnie uklada swoje zycie, a potem z usmiechem na twarzy ponosi konsekwencje wlasnych wyborow?
Ostatnio edytowano Cz, 7 lut 2013, 12:09 przez Andegavennia, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez graddy » Cz, 7 lut 2013, 12:26

[*]
Ostatnio edytowano Cz, 7 lut 2013, 12:59 przez graddy, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
graddy
 
Posty: 104
Dołączył(a): Pn, 20 sie 2007, 23:00
Lokalizacja: poza Warszawą
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Kropka » Cz, 7 lut 2013, 12:54

Andegavennia napisał(a):Widze kiedy ktos jest naprawde szczesliwy, a kiedy udaje i sie lansuje
czyli ja się lansuję Twoim zdaniem?
Możesz podać co przemawia za takim argumentem?
...czy po prostu ogólnie, jak ktoś jest zadowolony z tego co ma, to uprawia krypto-propagandę, cool jest tylko być w depresji i smęcić jakie to życie jest podłe?

Andegavennia napisał(a):Kropka, sprytnie obracasz argumenty,ale jak dla mnie to jest grubymi nićmi szyte.
nie rozumiem, co jest szyte grubymi nićmi? Zawsze mnie drażniło to społeczne dążenie do unifikacji - robisz to i to, to jesteś spoko, równy gość, a inni są poza nawiasem naszej cool-grupy :twisted: :twisted: :twisted:
Ale niestety lub "stety" raczej, prawda jest taka, że szczęście nie zależy od statusu społecznego, ani stanu portfela, ani ilości, bądź braku potomstwa, bo szczęście jest stanem umysłu... jeden będzie szczęśliwy mieszkając pod mostem, drugi popadnie w depresje w willi wykładanej marmurem i zdobionej złotem.


Andegavennia napisał(a):A moze np. pojezdzilaby sobie po swiecie, miała róznych chłopaków, mogla sobie porownac kultury, temperemanty i obyczaje, mogla sprawdzic jaki styl zycia i kultura jej odpowiadają.
mogłabyś podać na jakiej podstawie uważasz, że matki nie mogą podróżować i poznawać kultury? bo prawnie nie jest to chyba zabronione?

Z tego co wiem, to obecnie nie ma tez już obowiązku spędzania z partnerem życia do grobowej deski- nawet jak się ma z nim dziecko a nawet pięcioro, funkcjonuje coś takiego jak rozwód i jeśli ci nie pasuje, to możesz sobie zmienić nie tylko chłopaka ale nawet i męża ;)
A gdyby wprowadzono związki partnerskie, o czym się ostatnio rozmawia, to w ogóle byłoby super prosto, idziesz do notariusza zawiązujesz lub rozwiązujesz umowę bez żadnych problemów.

yyy może jeszcze matki powinny sobie obcinać włosy, przestać się malować i obowiązkowo utyć te min 10 kg?
Powiem szczerze, ze mnie drażnią takie prehistoryczne stereotypy :twisted: :twisted: :twisted: ... i to jeszcze u osoby, która uparcie twierdzi, że jest ponad nie :/
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Avatar użytkownika
Kropka
 
Posty: 2227
Dołączył(a): Cz, 29 gru 2011, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez marcinw » Cz, 7 lut 2013, 14:12

Krzyś napisał(a):Powiedz to kasjerce pracującej na kasie w Biedronce na umowie o dzieło.

Porównywaliśmy studentów, ci nie pracują w Biedronce na kasie. A nawet jeśli skończą na kasie to to jest doskonały przykład tego, jak fatalne konsekwencje może mieć danie sobie luzu na studiach.

Kropka napisał(a):Z tego co wiem, to obecnie nie ma tez już obowiązku spędzania z partnerem życia do grobowej deski- nawet jak się ma z nim dziecko a nawet pięcioro, funkcjonuje coś takiego jak rozwód i jeśli ci nie pasuje, to możesz sobie zmienić nie tylko chłopaka ale nawet i męża ;)

Dzieci też sobie zmienisz? O ile mi wiadomo to nie wszystkie mają za męża księcia z bajki jak Ty, któremu mogą w razie czego dzieci zostawić i nawiać do innego, jak się aktualna rodzina znudzi. Raczej bywa tak, że to chłopu się odwidzi, nawieje i zostań sobie potem samotną matką jak jeszcze nawet dobrze pracować nie zaczęłaś. Zapewne da się z tego wykaraskać jak z wielu innych katastrof, niemniej ja czegoś takiego nikomu nie życzę.
marcinw
 
Posty: 1776
Dołączył(a): So, 1 lis 2008, 00:00
Lokalizacja: Dunedin (Poznań)
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Kropka » Cz, 7 lut 2013, 14:35

marcinw napisał(a): nawet jeśli skończą na kasie to to jest doskonały przykład tego, jak fatalne konsekwencje może mieć danie sobie luzu na studiach.
to ciekawe, bo np. miałam pracownika który na dyplomie uniwersytetu (państwowego) miał 5, a w historii zatrudnienia np, pracę na stacji benzynowej jako kasjer ... sorry czasy gdy same studia gwarantowały prestiżowe i wysokopłatne zatrudnienie, dawno za nami ;)

marcinw napisał(a):Dzieci też sobie zmienisz? O ile mi wiadomo to nie wszystkie mają za męża księcia z bajki jak Ty, któremu mogą w razie czego dzieci zostawić i nawiać do innego, jak się aktualna rodzina znudzi. Raczej bywa tak, że to chłopu się odwidzi, nawieje i zostań sobie potem samotną matką jak jeszcze nawet dobrze pracować nie zaczęłaś. Zapewne da się z tego wykaraskać jak z wielu innych katastrof, niemniej ja czegoś takiego nikomu nie życzę.
cóż, w życiu nie ma niczego bez ryzyka, powtórzę:
Nina2 napisał(a):Odważni żyją krótko, ostrożni nie żyją wcale - cytat, z netu

Co do podziału dzieci w razie rozwodu, to pisałam wcześniej o czymś takim jak dojrzałość partnerów do rodzicielstwa /to jest nie zależne od wieku/, jeśli ktoś dojrzał do tego aby zostać rodzicem, to nie będzie uciekał z podkulonym ogonem, tylko nawet w sytuacji rozstania postara się właściwie rozwiązać problemy z tego faktu wynikające.
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Avatar użytkownika
Kropka
 
Posty: 2227
Dołączył(a): Cz, 29 gru 2011, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Krzyś » Cz, 7 lut 2013, 14:47

marcinw napisał(a):
Krzyś napisał(a):Powiedz to kasjerce pracującej na kasie w Biedronce na umowie o dzieło.

Porównywaliśmy studentów, ci nie pracują w Biedronce na kasie.
Porównywaliśmy studentów z pracującymi w kontekście tego, kiedy jest więcej czasu i kiedy lepiej rodzić dzieci (Kropka gdzieśtam jeszcze rzuciła określenie, że z "dorosłymi"). Stronę wcześniej byłeś łaskaw napisać:
marcinw napisał(a):
Kropka napisał(a):... a na studiach obowiązki na pewno mniej rygorystyczne niż w prawdziwej pracy, długie wakacje, ferie, nie obowiązkowe wykłady, możliwość powtarzania zajęć, chodzenia na zajęcia z innymi grupami, wzięcia dziekanki itd ... w jakiej pracy ma się jeszcze podobny luz?

W takiej, w której zarabiasz wystarczająco dobrze, aby ten luz sobie zapewnić. Generalnie w dorosłym życiu (po studiach) masz znacznie więcej luzu, beztroski i przyjemności niż w czasach szkolnych. No chyba, że na własne życzenie sobie to życie zniszczysz braniem na siebie zbędnych zobowiązań.


Pewnie wyda Ci się to dziwne - względnie demagogią - ale w Polsce nie każda praca polega na tym, że przychodzisz do biura poprogramować te 8 godzin dziennie (albo nie daj Boże we własnym łózku) i dostajesz tyle kasy że możesz sobie jeździć na Antypody co pół roku.

Większość możliwości zarobkowania w Polsce polega na tym, że harujesz te 8 godzin dziennie, nie mając czasu się odlać, a i tak nie jesteś w stanie związać końca z końcem. Dziekanki w pracy nie weźmiesz, urlop macierzyński niby jest, ale z tego co pamiętam to nie trwa tyle co wszystkie rektorskie/ferie/święta. Jak tylko za bardzo się migasz (bo dziecko itp) to Cię wypieprzą zapewne. Nie każdy ma szefa, na którym można wszystko wymusić groźbą odejścia. Na ogół jest dokładnie przeciwnie.

Nie wiem jakie są w Polsce statystyki odnośnie zatrudnienia i ile osób pracuje w IT (aż sprawdzę dzisiaj po robocie), ale podejrzewam, że zdecydowana mniejszość.
marcinw napisał(a):A nawet jeśli skończą na kasie to to jest doskonały przykład tego, jak fatalne konsekwencje może mieć danie sobie luzu na studiach.
Z całym szacunkiem, ale nie każdy nadaje się na programistę. Po zdecydowanej większości kierunków studiów jest poważny problem ze znalezieniem pracy - niezależnie od tego czy uczyłeś się pilnie i miałeś 5 na dyplomie czy dałeś sobie luz. A gdyby każdy się nadawał na programistę, to wtedy Ty być może byłbyś zmuszony pracować w jakiejś informatycznej "Biedronce".
Ostatnio edytowano Cz, 7 lut 2013, 15:06 przez Krzyś, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Krzyś
 
Posty: 1919
Dołączył(a): Wt, 25 lip 2006, 23:00
Lokalizacja: Lublin / M / 32 / zdiagnozowany
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez marcinw » Cz, 7 lut 2013, 16:05

Kropka napisał(a):
marcinw napisał(a): nawet jeśli skończą na kasie to to jest doskonały przykład tego, jak fatalne konsekwencje może mieć danie sobie luzu na studiach.
to ciekawe, bo np. miałam pracownika który na dyplomie uniwersytetu (państwowego) miał 5, a w historii zatrudnienia np, pracę na stacji benzynowej jako kasjer ... sorry czasy gdy same studia gwarantowały prestiżowe i wysokopłatne zatrudnienie, dawno za nami ;)

No sama widzisz, jakie to studiowanie jest niebezpieczne, możesz sobie 5 lat życia zmarnować, wystarczy tylko źle wybrać :) I to ma być ten luzik, o którym piszesz?

To już bezpieczniej i bardziej na luzie być sobie kasjerką, przynajmniej kasa z tego jakaś jest, można odłożyć na bilet i pojechać gdzieś, gdzie są lepsze perspektywy.


Kropka napisał(a):Co do podziału dzieci w razie rozwodu, to pisałam wcześniej o czymś takim jak dojrzałość partnerów do rodzicielstwa /to jest nie zależne od wieku/, jeśli ktoś dojrzał do tego aby zostać rodzicem, to nie będzie uciekał z podkulonym ogonem, tylko nawet w sytuacji rozstania postara się właściwie rozwiązać problemy z tego faktu wynikające.

No tak, zakochana 21 latka jest zapewne mistrzynią w ocenianiu takich rzeczy.... Czy tylko ja widzę tutaj myślenie życzeniowe? ;)
marcinw
 
Posty: 1776
Dołączył(a): So, 1 lis 2008, 00:00
Lokalizacja: Dunedin (Poznań)
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Kropka » Cz, 7 lut 2013, 16:26

@marcinw zaraz zaraz, o luziku to Ty zacząłeś ;) ... decyzja o studiach to też ryzyko, podobnie ja decyzja o dzieciach i 100tys innych rzeczy w życiu.

marcinw napisał(a):No tak, zakochana 21 latka jest zapewne mistrzynią w ocenianiu takich rzeczy.... Czy tylko ja widzę tutaj myślenie życzeniowe?
wspomniane studia wybierasz jeszcze wcześniej ... a co dopiero z profilem w LO, który ma Cię do tych studiów przygotować ;)
Ja nie rozumiem tego trendu na udziecinnianie całkiem dorosłych ludzi ?

@Krzyś myślę, że i wśród programistów nie wielu ma takie luksusy, że w 8h zarabia krocie i jeszcze szef im daje urlopy na zawołanie i nie wymaga pracy, ani kontaktu z firmą jeśli nie mają ochoty.
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Avatar użytkownika
Kropka
 
Posty: 2227
Dołączył(a): Cz, 29 gru 2011, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Krzyś » Cz, 7 lut 2013, 16:34

marcinw napisał(a):
Kropka napisał(a):
marcinw napisał(a): nawet jeśli skończą na kasie to to jest doskonały przykład tego, jak fatalne konsekwencje może mieć danie sobie luzu na studiach.
to ciekawe, bo np. miałam pracownika który na dyplomie uniwersytetu (państwowego) miał 5, a w historii zatrudnienia np, pracę na stacji benzynowej jako kasjer ... sorry czasy gdy same studia gwarantowały prestiżowe i wysokopłatne zatrudnienie, dawno za nami ;)

No sama widzisz, jakie to studiowanie jest niebezpieczne, możesz sobie 5 lat życia zmarnować, wystarczy tylko źle wybrać :) I to ma być ten luzik, o którym piszesz?
ale czy jak wybrał złe studia, to znaczy że nie ma na nich rektorskich, dziekańskich z byle powodu, ferii świątecznych, trzymiesięcznych wakacji itp? I tak przez 5 lat - w robocie ciężko mieć coś takiego przez 5 kolejnych lat - nawet jak pracujesz w IT i masz tak prestiżowy (finansowo i umiejętnościowo) zawód jak programista. Urlop macierzyński na jedno dziecko jest jeden, trwa 20 tygodni - czyli jakieś 4,7 miesiąca (o ile dobrze sprawdziłem i dobrze liczę) + ewentualne przedłużenie, a nie cykliczny, powtarzający się przez 5 kolejnych lat.

Chyba że tylko na mojej polibudzie tak się obijaliśmy (nie wspomniałem o wolnych piątkach, jako że to jest lokalny wynalazek u nas) - ale podejrzewam że podobnie jest na większości niezbyt prestiżowych kierunków.

Owszem - są takie, na których nawet ja wiem, że łatwo nie jest - ale to są te prestiżowe, po których będzie pewność otrzymania zatrudnienia (np. medycyna - choć z drugiej strony ciekawe, czy gdybym był porównywalnie dobrym lekarzem, co programistą, to miałbym takie same zarobki). Przypuszczam że równie wymagającymi są architektura i prawo (o medycynie to wiem z opowieści koleżanki).

marcinw napisał(a):To już bezpieczniej i bardziej na luzie być sobie kasjerką, przynajmniej kasa z tego jakaś jest, można odłożyć na bilet i pojechać gdzieś, gdzie są lepsze perspektywy.
To już łatwiej podjąć pracę na studiach i coś odłożyć, tym bardziej wobec faktu, że pracodawcy bardzo chętnie zatrudniają studentów (mniejsze obciążenia podatkowe) - przynajmniej w porównaniu do ich chęci do zatrudniania absolwentów ;) . A jak ktoś nie wrzucił na luz to jeszcze ma stypendium naukowe na przykład.

Kropka napisał(a):@Krzyś myślę, że i wśród programistów nie wielu ma takie luksusy, że w 8h zarabia krocie i jeszcze szef im daje urlopy na zawołanie i nie wymaga pracy, ani kontaktu z firmą jeśli nie mają ochoty.
No ja wiem, że jestem lucky bastard (może bez tych urlopów na zawołanie - jam artysta, umowa o dzieło :D - no i bez możliwości nie-świadczenia pracy jak mi się nie chce, choć o tyle mam dobrze, że mam elastyczny czas pracy - tzn. JA mam elastyczny czas pracy, a nie mój pracodawca ma elastyczny MÓJ czas pracy :P bo normalnie "elastyczny czas pracy" oznacza że pracuję wtedy kiedy chce szef), ale generalnie to raczej elita w porównaniu z resztą
Ostatnio edytowano Cz, 7 lut 2013, 16:37 przez Krzyś, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Krzyś
 
Posty: 1919
Dołączył(a): Wt, 25 lip 2006, 23:00
Lokalizacja: Lublin / M / 32 / zdiagnozowany
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Kropka » Cz, 7 lut 2013, 16:57

Teraz niby macierzyński ma być rok, ale mniej płatny, co i tak nie wiele zmienia, bo rocznemu dziecku nadal trzeba zapewnić opiekę w pełnym wymiarze godzin - samo nie pójdzie ze żłobka do domu z kluczem na szyi ;) przy pracy 8 h + jakiś dojazd, zakupy, sprawy urzędowe do załatwienia i i tak jest większy problem z organizacją czasu niż na studiach.

Krzyś napisał(a):Chyba że tylko na mojej polibudzie tak się obijaliśmy (nie wspomniałem o wolnych piątkach, jako że to jest lokalny wynalazek u nas) - ale podejrzewam że podobnie jest na większości niezbyt prestiżowych kierunków.
Ja też z polibudy i również podobne wspomnienia.

Krzyś napisał(a):No ja wiem, że jestem lucky bastard (może bez tych urlopów na zawołanie - jam artysta, umowa o dzieło :D
tylko, jeśli chodzi o macierzyński, to przy umowie o dzieło niestety coś takiego w ogóle się nie należy...
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Avatar użytkownika
Kropka
 
Posty: 2227
Dołączył(a): Cz, 29 gru 2011, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez marcinw » Cz, 7 lut 2013, 17:08

Kropka napisał(a):@marcinw zaraz zaraz, o luziku to Ty zacząłeś ;) ...

Ty zaczęłaś od twierdzenia, jaki to luzik tam jest ;)

Kropka napisał(a):decyzja o studiach to też ryzyko, podobnie ja decyzja o dzieciach i 100tys innych rzeczy w życiu.

Podobnie jak gra w rosyjską ruletkę. Czy w takim razie należy każdego zachęcać, aby w wieku 21 lat zagrał sobie w te rosyjska ruletkę, bo potem będzie żałował? ;)

Kropka napisał(a):Ja nie rozumiem tego trendu na udziecinnianie całkiem dorosłych ludzi ?

My tylko zalecamy rozwagę, aby każdy sobie przemyślał, w co się pakuje, a nie skakał na ślepo, bo 'każdy' tak robi :)


Na co wam urlopy przy umowie o dzieło? Pracujesz tyle, ile potrzebujesz, a potem urlop robisz sobie sam. To chyba normalne.
marcinw
 
Posty: 1776
Dołączył(a): So, 1 lis 2008, 00:00
Lokalizacja: Dunedin (Poznań)
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Krzyś » Cz, 7 lut 2013, 17:33

Kropka napisał(a):tylko, jeśli chodzi o macierzyński, to przy umowie o dzieło niestety coś takiego w ogóle się nie należy...
na umowie o dzieło nie należy się żaden urlop, poza bezpłatnym, zrobionym samodzielnie. Mam tego świadomość, jednak cóż... korzyści przeważają :) bo i tak nie wiem co bym na tym urlopie miał robić - prawdopodobnie bym robił dokładnie to samo co w robocie :) a żeby mieć urlop macierzyński to najpierw wypadałoby spłodzić dziecko (do czego trzeba by znaleźć żonę), więc na razie kwestia mnie i tak nie dotyczy ;)
marcinw napisał(a):
Kropka napisał(a):@marcinw zaraz zaraz, o luziku to Ty zacząłeś ;) ...

Ty zaczęłaś od twierdzenia, jaki to luzik tam jest ;)
Kropka zaczęła o luziku na studiach, a Ty zacząłeś od tego, ze w robocie jest większy.
Avatar użytkownika
Krzyś
 
Posty: 1919
Dołączył(a): Wt, 25 lip 2006, 23:00
Lokalizacja: Lublin / M / 32 / zdiagnozowany
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Kropka » Cz, 7 lut 2013, 17:38

marcinw napisał(a):Ty zaczęłaś od twierdzenia, jaki to luzik tam jest
nie, nie, nie, ja napisałam tylko, ze na studiach ma się więcej wolnego czasu i łatwiej sobie można czas "pracy" (zajęcia) zorganizować, niż w pracy zarobkowej z której to tylko się utrzymujesz, i kiedy nie masz dofinansowań w postaci stypendiów, czy też pomocy rodziców tudzież inkubatorów przedsiębiorczości i innych ułatwień dla studentów... pisałam tez o mniejszej odpowiedzialności, bo nawet jeśli dorabiasz na studiach, to jest prawdopodobnie mniej opowiedziane stanowisko jak w wieku 30+.

marcinw napisał(a):My tylko zalecamy rozwagę, aby każdy sobie przemyślał, w co się pakuje, a nie skakał na ślepo, bo 'każdy' tak robi
doprawdy każdy?
Proszę oto wykres urodzenia/zgony w latach 1950-2005 (szkoda, ze nie trafiłam na taki do 2010). Ja jestem z wyżu demograficznego lat 80, zobacz ile moje pokolenie urodziło dzieci w wieku 20 paru lat, okolice roku 2000+ i jak to się ma do poprzedniego niżu ^^ .
Obrazek: http://pu.i.wp.pl/k,NTU0MDI1ODksODEwMDU4,f,wykres_3.JPG
Jak dla mnie to wyraźnie świadczy o wpływie nacisku na odkładanie macierzyństwa a nie odwrotnie, w moim osobistym odczuciu też tak to wyglądało, nawet sama w to trochę wierzyłam- to korporacyjne szczęście, na szczęście szybko miałam kilka projektów w realnych warunkach korporacyjnych, które pozbawiły mnie złudzeń ;) i pomogły wybrać właściwa dla mnie drogę... niemniej jednak uważam, że postąpiłam wbrew trendowi, jeśli chodzi o zakładanie rodziny.

na umowie o dzieło nie należy się żaden urlop, poza bezpłatnym, zrobionym samodzielnie. Mam tego świadomość, jednak cóż... korzyści przeważają
też uważam, że w obecnym systemie to jest najkorzystniejsze, maksymalnie omijasz ZUS ^^ niemniej jednak, ma też wady i nie jest też tak, że sobie człowiek może olewać klientów i robić urlopy, jak za długo będzie się poza rynkiem, to zleceniodawcy zapomną i pójdą do kogoś innego.
Ostatnio edytowano Cz, 7 lut 2013, 18:12 przez Kropka, łącznie edytowano 2 razy
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Avatar użytkownika
Kropka
 
Posty: 2227
Dołączył(a): Cz, 29 gru 2011, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Amelia » Cz, 7 lut 2013, 20:26

... a na studiach obowiązki na pewno mniej rygorystyczne niż w prawdziwej pracy, długie wakacje, ferie, nie obowiązkowe wykłady, możliwość powtarzania zajęć, chodzenia na zajęcia z innymi grupami, wzięcia dziekanki itd ... w jakiej pracy ma się jeszcze podobny luz?


Wg mnie w "prawdziwej" pracy jest dużo lepiej pod tym kątem, ze względu na to, że ma się więcej czasu - w większości przypadków po wyjściu z pracy całe popołudnia praktycznie są luzackie. I są pieniądze.

Na studiach zajęcia są rozrzucone od rana do późnego popołudnia (okienka). Niektóre wykłady trudno pominąć, żeby cokolwiek zrozumieć. Do tego trzeba się uczyć min. kilka godzin dziennie, żeby zrobić ćwiczenia, projekty, i zdać egzaminy. Jak się nie zda, to trzeba się uczyć w ferie, zresztą ferie są krótkie. A wakacje wypadałoby przeznaczyć na pracę.

Więc przez większość czasu na dziecko zostaje kilka godzin dziennie. Ale wtedy skąd wziąć czas na pracę, aby go utrzymać i utrzymać opiekunkę na czas spędzony na zajęciach i domowej nauce? (bo z tego co się trochę orientuję to żłobki nie są tak dostępne i darmowe przez tak długi czas). Student zarabia za godzinę tyle samo co opiekunka, więc nie opłaca się zatrudniać opiekunki. Trudno żyć z dzieckiem w akademiku lub mieszkaniu studenckim, bo trudno się skupić na nauce, nawet jeśli partner się nim może zająć w tym czasie, więc pewnie trzeba mieć osobne mieszkanie, a to kosztuje.
Może czegoś nie widzę, na razie mam wrażenie, że wyjściem jest tylko partner mający odpowiednio lepszą sytuację pod tym względem, czyli normalnie pracujący, czyli wracamy do punktu wyjścia, że lepszy czas to czas "prawdziwej" pracy :)

Dziekanka - zakładam, że odpowiada bezpłatnemu urlopowi w pracy (nie tak trudno dostać, bo przeciętny pracownik jest łatwo zastępowalny, a wybitny specjalista jest tak ceniony, że się na niego poczeka), więc pomijam ten argument.
Co do odpowiedzialności - lekceważyć studiów nie można, bo w większości zawodów bez papierka trudno znaleźć pracę. Bez papierka i określonej wiedzy jeszcze trudniej.
W przeciętnej pracy jest prościej, bo trzeba tylko regularnie tam przychodzić i przyzwoicie wykonywać to, co już umiemy (co zostało sprawdzone w procesie rekrutacji i na okresie próbnym).
Stypendium trudno dostać, gdy się jest zdolnym i pilnym studentem, bo pula jest ograniczona, a u studenta z dzieckiem jeszcze trudnej. Chyba, że są jakieś specjalne stypendia dla młodych studiujących rodziców?

Wiem, że z punktu widzenia przedsiębiorcy silnie zaangażowanego w swoją pracę studia mogą wydawać się łatwiejsze niż jego praca.
Ostatnio edytowano Cz, 7 lut 2013, 20:34 przez Amelia, łącznie edytowano 3 razy
Avatar użytkownika
Amelia
 
Posty: 8189
Dołączył(a): Cz, 27 lip 2006, 23:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » Cz, 7 lut 2013, 21:10

Ale niestety lub "stety" raczej, prawda jest taka, że szczęście nie zależy od statusu społecznego, ani stanu portfela, ani ilości, bądź braku potomstwa, bo szczęście jest stanem umysłu... jeden będzie szczęśliwy mieszkając pod mostem, drugi popadnie w depresje w willi wykładanej marmurem i zdobionej złotem.


Skoro tak uwazasz, to moze by tak zwinąc interes, pozbyc sie domu, przeniesc do 20m2 kawalerki i iść do zwyczajnej pracy typu przytaczana wyzej kasjerka w Biedronce-chocby po to,zeby sie sprawdzic w mozliwosci osiągania zczescia w takich warunkach ;]
Tu rzucasz sloganami, a kawałek wczesniej o tym,ze musisz miec odpowiedni komfort zycia.
Gdzie tu więc spójność?
Nie wiesz,czy potrafilabys byc szczesliwa w skrajnej nędzy i z samymi kłopotami. Jak tego doswiadczysz to przyjdz tu i opowiedz jak było. A nie takie puste frazesy, które nijak sie mają do rzeczywistosci. Gdyby ludziom nie byly potrzebne duze pieniadze, to moze nie robili by tak spektakularnych przekretow chocby na stanowiskach w panstwowych firmach? No skoro $ szczescia nie dają....
Bogacze tez by wszystko rozdali, porzucili swe równie depresjogenne co slumsy wille.
Jakoś nie widzę, zeby tak sie działo. Dziwne, nie ;) ?

Dlaczego jak ktos stara sie patrzec bardziej obiektywnie, nazywa pewne rzeczy po imieniu, pokazuje,ze rzeczywistosc nie jest cacy-to od razu ma myslenie zaburzone przez depresję. Ale jak ktos ma postrzeganie świata zaburzone aktualnym poczuciem radochy (z jakichkolwiek powodow), i reprezentuje rowniez wiele skrzywień poznawczych, to to jest ok? Tylko dlatego, ze fajniej wygląda? Że przyjemniej sie tego słucha?

Cóz, i tu nie miejsce dla mnie. Ja nigdzie nie pasuję, tylko "smęcę" i przesadzam :P A wszyscy są tacy radośni, dostrzegają niewątpliwe piękno tego świata, są tacy uduchowieni i dobrzy ;) Może to nawet dobrze rokuje o mnie,bo prorocy nigdy nie byli rozumiani w swoich czasach, żyli w wyklęciu i z dala od reszty (ironijka ;) )

Owocnych dalszych dyskusji o pierdołach dnia codziennego ;)
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Nina2 » Cz, 7 lut 2013, 22:19

Andegavennia napisał(a):PS>Gdyby ci wszyscy ludzie byli NAPRAWDĘ szczesliwi, to moze nie spotykalabym na co dzien masy sfrustrowanych wlasnym zyciem ludzi, niezadowolonych z wlasnych wyborow, rozczarowanych, chcących wiecej, knujących, szkodzących innym, odgrywających się za byle co itp itd. Skad się oni biorą, skoro tylu ludzi jest szczesliwych i rozumnie uklada swoje zycie, a potem z usmiechem na twarzy ponosi konsekwencje wlasnych wyborow?

To wiesz co? Zamiast tej masy sfrustrowanych ludzi rozgladnij sie, kto w otoczeniu jest szczesliwszy /madrzejszy /lepszy w czymkolwiek od Ciebie (ja tak zaczynalam). Podpatrz jak to robi (albo zapytaj wprost.) I nasladuj.
Ja tak "szlam po linkach".
Poczucia "zmarnowanego zycia" nie mam. Wprost przeciwnie.
Avatar użytkownika
Nina2
 
Posty: 3886
Dołączył(a): Pn, 15 paź 2012, 23:00
Lokalizacja: Francja / K / 50+ Wszystko co tu piszę, jest moją prywatną opinią.
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » Cz, 7 lut 2013, 22:32

Właśnie naśladownictwo to nie jest metoda. Metoda to oderwanie się. Każdy potrzebuje swej indywidualnie dopasowanej metody,z najmniejszymi szczególikami.
Ja też nie mam poczucia zmarnowanego życia. Mnie ma byc po prostu dobrze,bez względu na to, czy to rzeczywiscie jest marnowanie czy nie.
Niestety o "masy" i propagande bede sie potykac do konca zycia. Albo o upierdliwe pytania i sugestie. Ale moze z czasem bedzie mnie to coraz bardziej smieszyc.
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Nina2 » Pt, 8 lut 2013, 00:40

Andegavennia napisał(a):Właśnie naśladownictwo to nie jest metoda. Metoda to oderwanie się. Każdy potrzebuje swej indywidualnie dopasowanej metody,z najmniejszymi szczególikami.

Ale skad ja wezmiesz juz gotowa? Ja jednak pytalam szczesliwszych: "Jak Pan to robi?" I uslyszalam duzo rzeczy uzytecznych.
(Jednak moj tybetanski buddyzm ma "recepty na prawidlowe zycie" dobrze opracowane w punktach i szczegolach. Ale nie robie misjonarstwa, kazdy sam sobie znajdzie co mu odpowiada.)
Andegavennia napisał(a): Mnie ma byc po prostu dobrze,bez względu na to, czy to rzeczywiscie jest marnowanie czy nie.

No coz, powodzenia. (A czy juz jest? Czy jeszcze nalezy cos zmienic?)
Avatar użytkownika
Nina2
 
Posty: 3886
Dołączył(a): Pn, 15 paź 2012, 23:00
Lokalizacja: Francja / K / 50+ Wszystko co tu piszę, jest moją prywatną opinią.
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » Pt, 8 lut 2013, 00:54

Nie jest, bo nie wiem jeszcze wszystkiego, co chciałabym wiedzieć :P
Ale jest lepiej niz gdybym uznała, że ta wiedza będzie mi niepotrzebna.
Ciągle trzeba coś zmieniać, chocby "tylko" mentalnie, udoskonalać, eksperymentować.


Ja jednak pytalam szczesliwszych: "Jak Pan to robi?" I uslyszalam duzo rzeczy uzytecznych.

No to fajnie, ale mnie sie tak nie udało. To,co sprawdzało się u innych, nijak miało się do mnie.
A już szczególnie te słynne tzw. "proste recepty na szczęście" (oddychaj głeboko, chodz na spacery, kochaj kogos, itp.)
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Krzyś » Pt, 8 lut 2013, 01:59

Amelia napisał(a):w większości przypadków po wyjściu z pracy całe popołudnia praktycznie są luzackie.
Wytłumacz więc Amelko noworodkowi, żeby był uprzejmy powstrzymać swe potrzeby fizjologiczne na czas, kiedy rodzice są w pracy i swoje wysiłki konsumpcyjno-wydalnicze koncentrował popołudniami. No chyba, że opiekunka do dziecka, ale jak zrobimy dziecko będąc na studiach, to można się obyć bez opiekunki, względnie opiekunka w jak najmniejszym wymiarze czasu, gdyż:
Amelia napisał(a):Na studiach zajęcia są rozrzucone od rana do późnego popołudnia (okienka).
Nie wspominam już o tym fakcie, że IMHO stały kontakt rodziców z dzieckiem jest lepszy niż wynajmowanie opiekunki - dla obu stron.
Amelia napisał(a):Może czegoś nie widzę, na razie mam wrażenie, że wyjściem jest tylko partner mający odpowiednio lepszą sytuację pod tym względem, czyli normalnie pracujący, czyli wracamy do punktu wyjścia, że lepszy czas to czas "prawdziwej" pracy :)
O wiele lepszy jest partner-student. Też ma okienka. Jeżeli natomiast problemem jest to, że studiuje np. to samo co jego żona, to jest na to proste rozwiązanie: zapisać się do dwóch różnych grup dziekańskich. Rozwiązuje to nie tylko problem co zrobić z dzieckiem, jak rodzice są na zajęciach, ale też inne problemy - małżonkowie nie ćwierkają sobie ze sobą cały czas tylko próbują się skupić na treści wykładów/względnie nie patrzą czy to drugie nie nachyla się za bardzo nad koleżanką z grupy (w zależności od etapu związku). Wykłady wspólne dla całego roku (najwięcej takich na początku studiów, potem coraz mniej, obecnie na II stopniu od razu się wybiera specjalność) mogą być - przyznaję - problemem. Choć u mnie na polibudzie były nieobowiązkowe i w większości niezbyt przydatne.

Amelia napisał(a):Niektóre wykłady trudno pominąć, żeby cokolwiek zrozumieć. Do tego trzeba się uczyć min. kilka godzin dziennie, żeby zrobić ćwiczenia, projekty, i zdać egzaminy. Jak się nie zda, to trzeba się uczyć w ferie, zresztą ferie są krótkie. A wakacje wypadałoby przeznaczyć na pracę.
Nie wiem, co Ty studiowałaś, ale moje doświadczenia są skrajnie różne. Na ostatnich studiach prokrastynowałem aż miło - na poniedziałkowe zajęcia zaczynałem przygotowywać się w niedzielę około 22 (przy czym w miarę normalnie sypiałem w nocy, minimum te 7 godzin). Obijałem się ile wlezie - średnia do dyplomu 4,9. Nie wiem, może po prostu moja polibuda to taka beznadziejna uczelnia, że uczyć się na niej nie trzeba. Dzieciaty kolega z grupy oprócz opieki nad dzieckiem normalnie (albo przynajmniej prawie normalnie) pracował.

Amelia napisał(a):Więc przez większość czasu na dziecko zostaje kilka godzin dziennie. Ale wtedy skąd wziąć czas na pracę, aby go utrzymać i utrzymać opiekunkę na czas spędzony na zajęciach i domowej nauce?
Niemowlę nie ma takich ciągów, że trzeba je np. przez te kilka godzin po kolei karmić. Nie wydala też tyle, że trzeba je non-stop przewijać. Dziecko najedzone zasypia i śpi te 3-4 godziny - więc można ten czas wykorzystać na naukę.

Amelia napisał(a):Co do odpowiedzialności - lekceważyć studiów nie można, bo w większości zawodów bez papierka trudno znaleźć pracę. Bez papierka i określonej wiedzy jeszcze trudniej.
Znowu mam zupełnie różne doświadczenia. Na moim kierunku i z mojej polibudy to chyba trzeba byłoby złożyć podanie o wyrzucenie - widziałem co prawda raz decyzję o skreśleniu z listy studentów, ale to dlatego, że koledzy chcieli zobaczyć, czy jak złożą indeks w grudniu zamiast we wrześniu to nadal będą studiować. Mimo tego papierka i tak kontynuowali i pokończyli studia (jedyne pokłosie to konieczność wykupienia warunku i nieprzyjemna rozmowa z dziekanem - ale to było po prostu wkur*.*nie dziekana ta cała akcja i tyle).

A tak to robili takie numery, chlali całymi semestrami, powtarzali te same przedmioty po kilka lat (np. przedmiot z pierwszego roku na piątym), że czasami uczelni powinno było być wstyd za te akcje.
Amelia napisał(a):Stypendium trudno dostać, gdy się jest zdolnym i pilnym studentem, bo pula jest ograniczona, a u studenta z dzieckiem jeszcze trudnej. Chyba, że są jakieś specjalne stypendia dla młodych studiujących rodziców?
Aż sprawdziłem w regulaminie (kiedyś ciągle mi się tam przewijało małżeństwo studenckie). Niestety nie było (w tym 2006 bo nowszego regulaminu to nie mam), poza zakwaterowaniem małżonka i dziecka w akademiku. Natomiast jeżeli zostaną uznani za niezależnych finansowo (wystarczy że jedno z nich uzyskało dochód w roku poprzednim i ma jakiś w roku bieżącym), to do socjalnego liczą się tylko ich dochody (więc potencjalnie można wyrwać z systemu więcej kasy).
Andegavennia napisał(a):Skoro tak uwazasz, to moze by tak zwinąc interes, pozbyc sie domu, przeniesc do 20m2 kawalerki i iść do zwyczajnej pracy typu przytaczana wyzej kasjerka w Biedronce-chocby po to,zeby sie sprawdzic w mozliwosci osiągania zczescia w takich warunkach ;]
Tu rzucasz sloganami, a kawałek wczesniej o tym,ze musisz miec odpowiedni komfort zycia.
Gdzie tu więc spójność?
Nie wiesz,czy potrafilabys byc szczesliwa w skrajnej nędzy i z samymi kłopotami. Jak tego doswiadczysz to przyjdz tu i opowiedz jak było. A nie takie puste frazesy, które nijak sie mają do rzeczywistosci. Gdyby ludziom nie byly potrzebne duze pieniadze, to moze nie robili by tak spektakularnych przekretow chocby na stanowiskach w panstwowych firmach? No skoro $ szczescia nie dają....
Ja czegoś takiego nie testowałem, jednak wiem z autopsji, że w drugą stronę NIE działa.

Gdyby działało, to przez te 7 lat, mając na koncie kwotę o dwa rzędy wielkości większą niż oszczędności większości moich potencjalnych kolegów, powinienem być najszczęśliwszy na roku - a jakoś nie byłem i jakoś nie powstrzymało to depresji, ciągle nawracających myśli oraz ideacji samobójczych itp.

Duże pieniądze dają co najwyżej pewność siebie, jednak nie są jedynym środkiem do jej osiągnięcia.
Avatar użytkownika
Krzyś
 
Posty: 1919
Dołączył(a): Wt, 25 lip 2006, 23:00
Lokalizacja: Lublin / M / 32 / zdiagnozowany
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Nina2 » Pt, 8 lut 2013, 02:24

Andegavennia napisał(a):
Ja jednak pytalam szczesliwszych: "Jak Pan to robi?" I uslyszalam duzo rzeczy uzytecznych.

No to fajnie, ale mnie sie tak nie udało. To,co sprawdzało się u innych, nijak miało się do mnie.
A już szczególnie te słynne tzw. "proste recepty na szczęście" (oddychaj głeboko, chodz na spacery, kochaj kogos, itp.)

Uee... Dziwne, ja tego nigdy nie slyszalam.
A ci, co radzili oddychac czy spacerowac, to byli szczesliwi? I wlasnie z tego powodu? Moze pytalas niewlasciwe osoby?
Ostatnio edytowano Pt, 8 lut 2013, 02:25 przez Nina2, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Nina2
 
Posty: 3886
Dołączył(a): Pn, 15 paź 2012, 23:00
Lokalizacja: Francja / K / 50+ Wszystko co tu piszę, jest moją prywatną opinią.
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » Pt, 8 lut 2013, 07:07

Nina, ja pisze troche skrótami myslowymi. Nie wiem jak to wytlumaczyc, tym bardziej,ze mam wrazenie ze jakies 98 proc. ludzi tutaj (tych co sie wypowiadają) i tak mnie nie rozumie. Muszę powoli skończyć swoje rozkminy tutaj,nie powinnam więc juz zaczynac nowych wątków. Lepiej na moje samopoczucie wpłynie nauka fińskiego czy poznawanie sztuki niz czytanie o dzieciach i kasjerkach z biedronki.
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez graddy » Pt, 8 lut 2013, 07:52

przydałby się wątek optymistyczny.
Avatar użytkownika
graddy
 
Posty: 104
Dołączył(a): Pn, 20 sie 2007, 23:00
Lokalizacja: poza Warszawą
Płeć: M

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Kropka » Pt, 8 lut 2013, 10:09

Andegavennia napisał(a):Skoro tak uwazasz, to moze by tak zwinąc interes, pozbyc sie domu, przeniesc do 20m2 kawalerki i iść do zwyczajnej pracy typu przytaczana wyzej kasjerka w Biedronce-chocby po to,zeby sie sprawdzic w mozliwosci osiągania zczescia w takich warunkach ;]
Tu rzucasz sloganami, a kawałek wczesniej o tym,ze musisz miec odpowiedni komfort zycia.
Gdzie tu więc spójność?
no przecież wyraźnie napisałam, że KAŻDY MA INDYWIDUALNE POTRZEBY, gdyby wszyscy potrzebowali tego samego, to nosilibyśmy mundurki jak Chińczycy, jeździli jednym modelem samochodu, mieli identyczne mieszkania itd... a komunizm byłby realnie najlepszym ustrojem.
A jakoś tak nie jest, wręcz ludzie uciekają z krajów które próbują taką unifikacje zaprowadzić, każdy che mieć wybór, nawet jeśli te wybory są w dużym stopniu podobne.
Andegavennia napisał(a):Gdzie tu więc spójność?
Nie wiesz,czy potrafilabys byc szczesliwa w skrajnej nędzy i z samymi kłopotami. Jak tego doswiadczysz to przyjdz tu i opowiedz jak było.

To co masz jest konsekwencją wyborów jakich dokonałaś.
Nie rozumiem, dlaczego ja miałbym porzucać swoja życie, skoro ciężko na nie pracowałam, poniosłam ryzyko, dokonywałam niepopularnych wyborów - sama napisałaś wyżej, ze dziecko w wieku 21 lat to największa porażka życiowa, a teraz niby mi zazdrościsz majątku? ... on nie spadł z nieba ;)

... ktoś che siedzieć i marudzić, filozofować, odkładać decyzje, unikać odpowiedzialności ok jego sprawa, ale to się wiąże z tym, że inni, którzy działają, podejmują ryzyko go mogą "wyprzedzić"... takie jest życie, nie ma sensu stroić dziecinnych fochów...

..."chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko?" ... takie rzeczy to tylko w reklamach ;)
Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
Avatar użytkownika
Kropka
 
Posty: 2227
Dołączył(a): Cz, 29 gru 2011, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » Pt, 8 lut 2013, 21:38

Kropka, nie wiem czy i jaki masz majątek,i nawet nie chcę wiedziec :)
Chodzi mi tylko o to, że śmieszne jest,gdy ktoś mówi,ze mozna byc szczesliwym nie mając prawie nic podczas gdy sam tego nigdy nie doswiadczył. To jest troche hipokryzja. Ja osobiscie nie widziałam takich ludzi, no chyba ze byli upośledzeni umyslowo, a to jednak inna bajka, bo oni inaczej odbierają rzeczywistość, nie da się ukryć.

Poza tym nie znasz szczegołów mojej sytuacji, bo nie chwale sie nimi tak o przed każdym, wiec nie wiesz co dokladnie wplynęło na moje decyzje i czy są one głupie czy nie, Nie wiesz, kim byłam wczesniej,a moze mialam np. podejscie całkiem podobne do Ciebie? Nie wiesz, czy od zawsze reprezentuję takie poglady jak tutaj, wiec nie rob sugestii, ktore kreują Ciebie na świętą zaradną zawsze wiedzącą czego chcę osobę :) No chyba ze bardzo to lubisz, to ok. Ja i tak w sumie stąd powoli i delikatnie się wycofuję i ustępuję pola "bardziej szlachetnym, madrym i cudownym" ;]

Gdybym chciała "majątków", rodzin i niewiadomo czego, to bym się tym zajęła, to przecież oczywiste. Ale ja stwierdziłam, że zabieganie o takie "dobra" w mojej sytuacji jest niepotrzebne.
Ostatnio edytowano Pt, 8 lut 2013, 21:41 przez Andegavennia, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Nina2 » Pt, 8 lut 2013, 23:43

Andegavennia napisał(a):Poza tym nie znasz szczegołów mojej sytuacji, bo nie chwale sie nimi tak o przed każdym, wiec nie wiesz co dokladnie wplynęło na moje decyzje i czy są one głupie czy nie, Nie wiesz, kim byłam wczesniej,a moze mialam np. podejscie całkiem podobne do Ciebie? Nie wiesz, czy od zawsze reprezentuję takie poglady jak tutaj, wiec nie rob sugestii(...)ok. Ja i tak w sumie stąd powoli i delikatnie się wycofuję i ustępuję pola "bardziej szlachetnym, madrym i cudownym" ;]
Gdybym chciała "majątków", rodzin i niewiadomo czego, to bym się tym zajęła, to przecież oczywiste. Ale ja stwierdziłam, że zabieganie o takie "dobra" w mojej sytuacji jest niepotrzebne.

Alez nikt nie zna zadnych sczegolow, decyzji, sytuacji itp. Widzimy tylko jakies niezadowolenie, ale nawet nie wiemy dokladnie o co chodzi.
Avatar użytkownika
Nina2
 
Posty: 3886
Dołączył(a): Pn, 15 paź 2012, 23:00
Lokalizacja: Francja / K / 50+ Wszystko co tu piszę, jest moją prywatną opinią.
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » So, 9 lut 2013, 00:11

Alez nikt nie zna zadnych sczegolow, decyzji, sytuacji itp. Widzimy tylko jakies niezadowolenie, ale nawet nie wiemy dokladnie o co chodzi.


Niby tak, ale kazdy wydaje jakieś tam swoje osądy (chocby w głowie) na podstawie tego,co sam zna. Wydaje mu się, ze wszystko wie. Patrząc z perspektywy swojego życia i swoich wyborów. Tak jakby wyobrazenie sobie, ze są różne sytuacje w zyciu, rozne układy okolicznosci, rozne czynniki, które sumarycznie mogą prowadzić do roznych (dziwnych dla kogos) decyzji, było tak trudne. I tak jakby na wszystko bylo proste rozwiązanie. To ze ktos czegos wprost nie mowi,to nie znaczy ze powiedział o sobie wszystko i mozna na podstawie tego dużo wywnioskować.
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Nina2 » So, 9 lut 2013, 01:49

5 linii tekstu, a konkretnie "co pan chcial przez to powiedziec?"
(Sprobuj zdefiniowac jak najzwiezlej, w punktach.)
Avatar użytkownika
Nina2
 
Posty: 3886
Dołączył(a): Pn, 15 paź 2012, 23:00
Lokalizacja: Francja / K / 50+ Wszystko co tu piszę, jest moją prywatną opinią.
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Andegavennia » So, 9 lut 2013, 02:13

A 5 linii tekstu to nie jest zwiężle ;) ?
W podpunktach? Jak notatkę z lekcji?
Jak ując to inaczej? Czasem niedomówienia mogą wiele powiedzieć. Dla tych, ktorzy umieja je odpowiednio odczytać.
Tak jak fotografia czarnobiała potrafi wydobyć to,czego kolorowa nie jest w stanie. Jest bardziej artystyczna,choć ktoś mogłby powiedziec,ze nie odzwierciedla tego,co najważniejsze,czyli kolorów.
Avatar użytkownika
Andegavennia
 
Posty: 2694
Dołączył(a): N, 18 mar 2012, 00:00
Płeć: K

Re: Poczucie zmarnowanego życia

Postprzez Nina2 » So, 9 lut 2013, 02:34

Precyzja myslenia i precyzja wypowiedzi.
Nie chce Cie martwic, ale takie, nawet wielostronicowe elaboracje, co to niby glebokie, a strescic ani ujac w punkty sie nie da - widzialam na forach schizofrenii.
Pisz zwiezle i konkretnie. Jak mlodemu Hemingwayowi doradzono (gdy byl jeszcze korespondentem wojennym): pisz tak, jakbys za kazdy przymiotnik musial zaplacic 50$.
Avatar użytkownika
Nina2
 
Posty: 3886
Dołączył(a): Pn, 15 paź 2012, 23:00
Lokalizacja: Francja / K / 50+ Wszystko co tu piszę, jest moją prywatną opinią.
Płeć: K

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Forum otwarte dla każdego

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości