jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

To forum przeznaczone jest głównie dla osób dorosłych z ZA i pokrewnymi zaburzeniami.

Chat irc (freenode): #aspi.net.pl (bramka www) (godzina 20:30)
Skype: WideŁokonferencja (Soboty@21:00)

jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Wt, 5 cze 2018, 00:06

Chodzi o to jak bardzo potraficie upodabniać się do ktoś tu użył takiego przesympatycznego określenia "mugoli"
Bo ja uważam, że naprawdę nieźle potrafię udawać że jestem "nieaspergerowa" Całe życie to udawałam.
Dopiero u was przestałam się kryć i pisze wszystko co mam w głowie, nie hamuję się ani trochę. Po prostu coś we mnie pękło, zaprgnęłam pokazać jaka jestem, bo całe życie to ukrywałam i to tak skrzętnie, że szkoda słów. Mam ochotę w pełni pokazywać siebie, chociaż tutaj i czuć, że nikt nie weźmie mnie za dziwoląga.

JAK UPODABNIACIE SIĘ DO NIEASPERGEROWYCH?
Ja upodabniam się do mugoli, po prostu mało odzywając się, albo też mówiąc na jakieś błache tematy typu pogoda, albo też wypowiadając się rzeczowo, lub też przyjmując pozę błazna, śmieszka lub eksperta. Czasem zadaję ludziom jakieś neutralne pytania, by skupili się na odpowiedziach, a nie na mnie.
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez kompowiec » Śr, 6 cze 2018, 08:40

Nie upodabniam, stwierdziłem od dawien dawna że to nie ma sensu.
kompowiec
 
Posty: 1838
Dołączył(a): Wt, 2 lut 2016, 09:49
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Śr, 6 cze 2018, 13:19

kompowiec napisał(a):Nie upodabniam, stwierdziłem od dawien dawna że to nie ma sensu.


Może i masz rację, że to nie ma sensu.
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Gbur » N, 10 cze 2018, 22:46

Ni wiem czy mam ZA, ale
staję się coraz bardziej zgorzkniały i zamknięty w sobie. Tworzę dystans do ludzi. Na zewnątrz wydostają się tylko przemyślane słowa, myśli, gesty. Nie wyobrażam sobie nawiązania kontaktu emocjonalnego z kimkolwiek, czy otworzenia swojego "wnętrza". To znaczy emocje owszem dawkuję, ale w bezpiecznych, delikatnych porcjach, może bardziej wyrażanie samych sugestii emocji niż odkrywanie własnego stanu emocjonalnego. Może to smutne, ale to chyba jedyny sposób, by osiągnąć spokój.
Avatar użytkownika
Gbur
 
Posty: 1032
Dołączył(a): Pt, 4 gru 2015, 18:30
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez ex-con » Pn, 11 cze 2018, 09:00

Gbur napisał(a):Ni wiem czy mam ZA, ale
staję się coraz bardziej zgorzkniały i zamknięty w sobie. Tworzę dystans do ludzi. Na zewnątrz wydostają się tylko przemyślane słowa, myśli, gesty. Nie wyobrażam sobie nawiązania kontaktu emocjonalnego z kimkolwiek, czy otworzenia swojego "wnętrza". To znaczy emocje owszem dawkuję, ale w bezpiecznych, delikatnych porcjach, może bardziej wyrażanie samych sugestii emocji niż odkrywanie własnego stanu emocjonalnego. Może to smutne, ale to chyba jedyny sposób, by osiągnąć spokój.


Mam tak samo. Wycofałem się zupełnie i unikam nawiązywania jakichkolwiek głębszych relacji z nowopoznanymi ludźmi. Niemal zawsze kończyło się to rozczarowaniem, byciem okłamywanym, oszukiwanym albo ignorowanym. Nie potrafię udawać hipokryzji, żeby się dopasować, a nie mam ochoty po raz kolejny oberwać za otwieranie się przed kimś albo za uwierzenie w to, co mówią.
Mam ten problem, że wiem dużo więcej niż ludzie mi mówią o sobie i wiem, że kłamią. I szlag mnie trafia, bo nie mogę nic udowodnić, zawsze jest słowo przeciw słowu, a mój talent do dyplomacji jest równie wielki jak flota Andory. gdybym był hipokrytą, to może byłoby mi łatwiej, a tak...
Jak się odzywam, to źle, bo albo przynudzam, albo obrażam, albo nie ma nikogo, z kim mógłbym pogadać na jakikolwiek ambitny temat. Jak milczę i odsuwam się w cień, to też źle, bo jestem chamem, gburem (no offense :)) albo zachowuję sie arogancko.
Słysząc rzeczy takie jak "Nie możesz mieć zawsze racji, bo to zniechęca ludzi do Ciebie" albo "Trzeba było się domyślić" po prostu ręce opadają i mam dość zabawy w udawanie normalności.
Wszyscy myślą o sobie. Tylko ja myślę o mnie.
ex-con
 
Posty: 221
Dołączył(a): Pt, 22 sty 2016, 19:06
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Pn, 11 cze 2018, 11:42

Gbur napisał(a):Ni wiem czy mam ZA, ale
staję się coraz bardziej zgorzkniały i zamknięty w sobie. Tworzę dystans do ludzi. Na zewnątrz wydostają się tylko przemyślane słowa, myśli, gesty. Nie wyobrażam sobie nawiązania kontaktu emocjonalnego z kimkolwiek, czy otworzenia swojego "wnętrza". To znaczy emocje owszem dawkuję, ale w bezpiecznych, delikatnych porcjach, może bardziej wyrażanie samych sugestii emocji niż odkrywanie własnego stanu emocjonalnego. Może to smutne, ale to chyba jedyny sposób, by osiągnąć spokój.


Chyba masz rację, spróbuję ten sposób też praktykować, to bardzo cenne rady, dziękuję.

ex-con napisał(a):Mam tak samo. Wycofałem się zupełnie i unikam nawiązywania jakichkolwiek głębszych relacji z nowopoznanymi ludźmi. Niemal zawsze kończyło się to rozczarowaniem, byciem okłamywanym, oszukiwanym albo ignorowanym. Nie potrafię udawać hipokryzji, żeby się dopasować, a nie mam ochoty po raz kolejny oberwać za otwieranie się przed kimś albo za uwierzenie w to, co mówią.
Mam ten problem, że wiem dużo więcej niż ludzie mi mówią o sobie i wiem, że kłamią. I szlag mnie trafia, bo nie mogę nic udowodnić, zawsze jest słowo przeciw słowu, a mój talent do dyplomacji jest równie wielki jak flota Andory. gdybym był hipokrytą, to może byłoby mi łatwiej, a tak...
Jak się odzywam, to źle, bo albo przynudzam, albo obrażam, albo nie ma nikogo, z kim mógłbym pogadać na jakikolwiek ambitny temat. Jak milczę i odsuwam się w cień, to też źle, bo jestem chamem, gburem (no offense ) albo zachowuję sie arogancko.
Słysząc rzeczy takie jak "Nie możesz mieć zawsze racji, bo to zniechęca ludzi do Ciebie" albo "Trzeba było się domyślić" po prostu ręce opadają i mam dość zabawy w udawanie normalności.


Wypisz, wymaluj - ja mam tak samo. Nie potrafię się dogadać z innymi, nie potrafię być taktowana, dowalę ludziom czymś i nawet sobie sprawy z tego nie zdaję, potem oni mnie dowalą, i wydają mi się potworami z którymi trzeba walczyć i prześcigać się w tej "potworności" - etap przedszkola. Ja też tak mam, że widzę jak ktoś kłamie, ale nie umiem nic z tym zrobić oprócz zrobienia z siebie durnia. Chyba niektórym nie jest dane życie towarzyskie, może lepiej zająć się czymś, co nie wymaga kontaktów z ludźmi, albo takie kontakty bardzo ograniczone bez otwierania się. Ostatnio bardzo lubię zajmować się ogródkiem warzywnym, to mnie niesamowicie uspokaja.
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Horka » Pn, 11 cze 2018, 15:33

Nie potrafię się dogadać z innymi, nie potrafię być taktowana, dowalę ludziom czymś i nawet sobie sprawy z tego nie zdaję, potem oni mnie dowalą, i wydają mi się potworami z którymi trzeba walczyć i prześcigać się w tej "potworności" - etap przedszkola.


Hmmm.... Chyba kwestia doboru ludzi. Ja chyba mam szczeście i mam znajomych - i przyjaciół - którzy owszem, wkurzają się gdy coś komuś "dowalę" - ale mowią mi wprost że zachowalam się głupio. I nikt się na nikogo nie obraża (no dobra, czasem trochę tak i padną gorzkie słowa) - bo przyjaciele są też od tego, zeby sobie mówić prawdę, nawet, gdy jest nieprzyjemną.

Z tym, że ja faktycznie staram się być miła, jestem uczynnym człowiekiem, no i jestem trochę "myszigene", więc chyba po prostu wiecej rzeczy jest mi odpuszczanych.
A jak ktoś mnie nie akceptuje to po prostu mnie nie lubi - i też ma do tego święte prawo. Nie wszyscy muszą mnie lubić.
Kochajmy zwierzomorkowce!

"Ach, skrzydłem stała się tęsknota, / Spoistem, miękkiem / czarnem..." M. P-J.
Avatar użytkownika
Horka
 
Posty: 384
Dołączył(a): Wt, 8 sie 2017, 22:49
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Damazy » Pn, 11 cze 2018, 16:36

@Katrina:

Katrina napisał(a):Chodzi o to jak bardzo potraficie upodabniać się do ktoś tu użył takiego przesympatycznego określenia "mugoli"

Potrafię, acz nie jakoś superowo.

Katrina napisał(a):potrafię udawać że jestem "nieaspergerowa" Całe życie to udawałam.
Dopiero u was przestałam się kryć i pisze wszystko co mam w głowie, nie hamuję się ani trochę. Po prostu coś we mnie pękło, zaprgnęłam pokazać jaka jestem, bo całe życie to ukrywałam i to tak skrzętnie, że szkoda słów. Mam ochotę w pełni pokazywać siebie, chociaż tutaj i czuć, że nikt nie weźmie mnie za dziwoląga.

To fantastyczne, że zechciałaś się przełamać! jupi!

Katrina napisał(a):Chyba niektórym nie jest dane życie towarzyskie, może lepiej zająć się czymś, co nie wymaga kontaktów z ludźmi,

Ależ droga Katrino, dopiero podjęłaś ten krok z przełamaniem się w byciu sobą prawdziwą choć na forum. Daj sobie trochę czasu na zobaczenie, jak to będzie. Z początku może Ci nie iść - może stąd, że o ile dotąd odnosiłaś do innych swój kamuflaż, tak teraz przyszło Ci odnieść do innych siebie - niezwykle odważne, ale i coś świeżego, niewytrenowanego. Nie bez powodu to w Tobie pękło, pielęgnuj to. ;-)

@Gbur,
@ex-con:

Przez spory szmat życia miałem na głowie opisywane przez Was zmartwienia. Nieco się wyrobiłem, do czego kluczem było dawanie sobie szansy. Pewną strategią, jaką zacząłem osobiście stosować, jest dzielenie się z Neurotypowymi swymi zainteresowaniami jako fascynującymi i ciekawymi; tym sposobem wychodzę na człowieka z pasją i wiele mi się wybacza. Ale nie opowiadam tego w sposób, jak to z początku robiłem, że gdy dorwałem słuchacza, to go zagadywałem "aspijską obsesją" (sięgam po to określenie specjalnie), tylko tak, że staram się rozmówcę tematem zaciekawić, a jak nie ma ochoty nań dyskutować, to pytam, o czym chciałby porozmawiać. Inna rzecz, że wciąż nie mogę przestać myśleć o swoim zainteresowaniu. :lol:

@Horka:

Horka napisał(a):Z tym, że ja faktycznie staram się być miła, jestem uczynnym człowiekiem,

Cudownym.

Horka napisał(a):no i jestem trochę "myszigene"

A ja to odebrałem, że jesteś trochę Michigan :cool: , czyt. masz naleciałości ze stanu Michigan (a tu szukajka mi gwary wyświetla :P ).
Ostatnio edytowano Pn, 11 cze 2018, 17:12 przez Damazy, łącznie edytowano 9 razy
Avatar użytkownika
Damazy
 
Posty: 1009
Dołączył(a): Śr, 26 maja 2010, 23:00
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Gbur » Pn, 11 cze 2018, 20:12

Katrina napisał(a):
Gbur napisał(a):Ni wiem czy mam ZA, ale
staję się coraz bardziej zgorzkniały i zamknięty w sobie. Tworzę dystans do ludzi. Na zewnątrz wydostają się tylko przemyślane słowa, myśli, gesty. Nie wyobrażam sobie nawiązania kontaktu emocjonalnego z kimkolwiek, czy otworzenia swojego "wnętrza". To znaczy emocje owszem dawkuję, ale w bezpiecznych, delikatnych porcjach, może bardziej wyrażanie samych sugestii emocji niż odkrywanie własnego stanu emocjonalnego. Może to smutne, ale to chyba jedyny sposób, by osiągnąć spokój.


Chyba masz rację, spróbuję ten sposób też praktykować, to bardzo cenne rady, dziękuję.


To nie jest rada. Nie, wiem czy powinno być radą - to chyba nie jest najlpsze rozwiązanie.
Avatar użytkownika
Gbur
 
Posty: 1032
Dołączył(a): Pt, 4 gru 2015, 18:30
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Horka » Pn, 11 cze 2018, 20:15

Przepraszam, znów nie mogę się powstrzymać...

Zawieeeeeeeeeeeeejaaaaaaaaaaaa w Michigaaaaaaaaaaaaaaann.... la, la, la ...........

https://www.youtube.com/watch?v=72nesNWZVns

;)
Kochajmy zwierzomorkowce!

"Ach, skrzydłem stała się tęsknota, / Spoistem, miękkiem / czarnem..." M. P-J.
Avatar użytkownika
Horka
 
Posty: 384
Dołączył(a): Wt, 8 sie 2017, 22:49
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Pn, 11 cze 2018, 21:04

Horka napisał(a):Hmmm.... Chyba kwestia doboru ludzi. Ja chyba mam szczeście i mam znajomych - i przyjaciół - którzy owszem, wkurzają się gdy coś komuś "dowalę" - ale mowią mi wprost że zachowalam się głupio.
Z tym, że ja faktycznie staram się być miła, jestem uczynnym człowiekiem, no i jestem trochę "myszigene", więc chyba po prostu wiecej rzeczy jest mi odpuszczanych.


Ja też potrzebuję jasnych komunikatów, niby rozumiem metafory, ale w wierszach. Jak ludzie do mnie mówią metaforycznie to nie za bardzo rozumiem.
Ja się staram być pomocna, ale robię się coraz bardziej zgorzkniała i wtedy ta pomoc bywa wypaczona.

Co to znaczy, z jesteś "myszigene"? Może tylko wydawało mi się, że rozumiem metafory, eh...

Gbur napisał(a):To nie jest rada. Nie, wiem czy powinno być radą - to chyba nie jest najlpsze rozwiązanie.


Nawet jeśli niezamierzone te rady, to wydają mi się całkiem sensowne.

Damazy napisał(a):Ależ droga Katrino, dopiero podjęłaś ten krok z przełamaniem się w byciu sobą prawdziwą choć na forum. Daj sobie trochę czasu na zobaczenie, jak to będzie. Z początku może Ci nie iść - może stąd, że o ile dotąd odnosiłaś do innych swój kamuflaż, tak teraz przyszło Ci odnieść do innych siebie - niezwykle odważne, ale i coś świeżego, niewytrenowanego. Nie bez powodu to w Tobie pękło, pielęgnuj to.


Dzięki za słowa otuchy, spróbuję powalczyć.
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Witek034 » Pn, 11 cze 2018, 21:41

Ja mam identycznie jak większość w tym wątku opisała, nawet nic nie muszę dodawać. Czyli, krótko mówiąc, moje relacje z ludźmi są w 100% pozorowane. Dogaduję się po to tylko, by podtrzymać rozmowę. Mam na myśli głównie sytuacje w byłej pracy (ogólnie mówiąc w usługach, więc dość sfeminizowaną - z mężczyznami byłoby chyba jeszcze gorzej). Żeby nie wyjść na całkowitego "odludka", przychodziłem raz na jakiś czas do innych działów, ale niezbyt chętnie. Niektórzy nawet wprost mi mówili "Mógłbyś czasami do nas przyjść, zobaczyć, czy w ogóle żyjemy, czy nic nam się nie stało". Albo inne, złośliwe uwagi, typu: "No, wiedziałam, że jak przyszedłeś, to na pewno czegoś chcesz, bo inaczej byś nie przyszedł". Nie lubię takiego "wymuszania", grając na emocjach. Tak naprawdę nie chodziło nawet o to, że ja nie chciałem być w ich towarzystwie, ale bardzo nie lubię łączyć pracy z plotkami - zwłaszcza, że powinienem być na swoim stanowisku, gdzie może czekać na mnie klient (no, ale to już moje zbyt poważne podejście do pracy).

Gdy jednak miałem już czas (jakaś przerwa itp.), albo np. sprzątaczka była w mojej okolicy, to po prostu czasami coś skomentowałem, a czasami wdałem się w dłuższą rozmowę. Gdy rozmowa jest na jakiś konkretny temat, to nawet nieźle mi idzie i potrafię czasami zaciekawić innych jakąś oryginalną myślą. Najczęściej jednak było to obgadywanie kogoś. To od biedy też mi wychodzi - na ogół w ten sposób, że próbuję tego obgadywanego trochę bronić w stylu "może po prostu myślał, że....., więc trochę go rozumiem." Za to bardzo nie znoszę różnych takich pogaduszek bez sensu, typu "A Ty co tak tu spacerujesz..."? Nie umiem kompletnie reagować na takie słowne powiedzonka, choć one wcale nie są niemiłe. Po prostu nie wiem co odpowiadać. Zresztą u mnie to nie chodzi o rozmowę, ja się po prostu boję ludzi. Boję się samych spojrzeń, bycia przez nich ocenianym. Milczenie też mnie bardzo stresuje, często bardziej niż rozmowa. TO chyba takie nadmierne skoncentrowanie na sobie i wiara w to, że jak się będę kontrolował, to przynajmniej nie będzie po mnie widać, że jestem inny.
Witek034
 
Posty: 595
Dołączył(a): Wt, 28 lis 2017, 23:04
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez adamzesk » Pn, 11 cze 2018, 22:01

Witajcie wybaczcie że wtrącam nowe zagadnienie ale chciałbym zapytać społeczność co o tym sądzi. Mój wspomniany przyjaciel jest bardzo wrażliwy, wydaje mu się że rówieśnicy uważają że jest gorszy od nich, nie potrafi czegoś zrobić, jest mało inteligentny i ogólnie żałosny. Potrafi płakać siedząc w 1 rzędzie na wykladzie. Pewnego razu miał wybuch flustacji powiedział że wszyscy mają go za nic, wyliczajac jaki jest beznadziejny, podałem wyżej nie będę powtarzał po czym pobiegł płakać na drugi koniec korytarza. Tymczasem żyje samemu we własnym mieszkaniu i jeździ samochodem, życiowo bardziej zaradny ode mnie. Zabrałem go dziś wieczorem na wycieczkę rowerową. W przeciwieństwie do mnie miał ze sobą telefon i około 20 30 moja mama wysłała do niego smsa czy nie zaginelismy, bo nie było nas z 2 godziny. O fakcie otrzymania tej wiadomości dowiedziałem się od mamy, on nic nie powiedział, zauważyłem że zatrzymał rower pewnie wtedy czytał SMS po czym do końca wycieczki był smutny, wydawał się prawie płakać. Gdy mama zeszła na dół dać mi klucz do piwnicy bysmy odstawili rowery nie odezwał się słowem nawet się nie przywitał. Pewnie uważa że moja mama ma do niego pretensje. Jak mu pomóc?
Ostatnio edytowano Pn, 11 cze 2018, 22:06 przez adamzesk, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika
adamzesk
 
Posty: 366
Dołączył(a): Cz, 7 cze 2018, 22:22
Lokalizacja: Lublin
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Horka » Pn, 11 cze 2018, 22:23

myszygine, myszigene - wariat (jid.) ;) - wiesz, ja np. usłyszałam od bardzo bliskiej koleżanki, że ja jestem bardzo ogarnięta merytorycznie, ale nie ogarniam życiowo... Mam swoje "głupiości" do których bliscy ludzie sie przyzwyczaili,a obcy - no cóż - obcy w sytuacjach pozaformalnych mało mnie zazwyczaj obchodzą. Dziś np. szłam z jogi przez centrum miasta na tramwaj na bosaka - bo chodnik był miło nagrzany słońcem... albo sobie podśpiewuję; albo mam dziwne pomysły które co gorsza realizuje; z tym, że są to rzeczy raczej nieszkodliwe; kiedyś w życiu bym ich nie uzewnętrzniła - bo nie wypada; i zamykałam się w sobie; a teraz - mam społeczeństwo gdzieś; bo jeśli normalne jest, że ktoś idzie ulicą i bluzga, albo dmucha mi dymem papierosowym w twarz na przejściu dla pieszych - to ja nie chce takiej normalności; wole sobie wesoło maszerować po murku podśpiewując; albo jeździć w spódnicy na rowerze z ramą; ;) no, chyba, że musze "się zachowywać" - i wtedy faktycznie trzymam standarty - np. w pracy, na uczelni; z wyjątkiem sytuaji, gdy nie jestem jakiegoś standartu świadoma - wtedy bywa gorzej; np. dowiedziałam się kiedyś, ze niektórzy ludzie z roku mnie nie lubią, bo dopytuję się o różności na wykładach;

Co do wypowiedzi Gbura i ex-con -> wiesz, takie zamykanie się w sobie nie jest dobre; bo w pewnym momencie nie wiesz już sam, kim jesteś; a emocje, to nie jest coś, co można po prostu wyizolować i dusić w środku - trzeba się nauczyć nad nimi panować, ale nie można ich całkiem tłumić; bo to się później źle kończy - albo człowiek wpada w depresję, albo pojawiają się całkiem realne choroby somatyczne... i stajesz się przez co jeszcze bardziej samotnym - ale mówię, może ja miałam po prost wyjątkowe szczęście - bo mam ludzi, któzy mnie akceptują taką, jaką jestem; w sumie to chyba nawet mnie dość lubią, bo swoimi dziwactwami dodaję ich zyciu kolorytu; i mam przyjacioł, a to daje naprawdę duże wsparcie i dzięki temu mniej przejmujesz się, co myśli o Tobie ta nieznajoma część społeczeństwa;

A poza tym: "wyrażanie samych sugestii emocji niż odkrywanie własnego stanu emocjonalnego" - czy to nie jest jakaś wylagodzona wersja - "domyśl się"?
Kochajmy zwierzomorkowce!

"Ach, skrzydłem stała się tęsknota, / Spoistem, miękkiem / czarnem..." M. P-J.
Avatar użytkownika
Horka
 
Posty: 384
Dołączył(a): Wt, 8 sie 2017, 22:49
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez ex-con » Wt, 12 cze 2018, 08:06

Horka napisał(a):Co do wypowiedzi Gbura i ex-con -> wiesz, takie zamykanie się w sobie nie jest dobre; bo w pewnym momencie nie wiesz już sam, kim jesteś; a emocje, to nie jest coś, co można po prostu wyizolować i dusić w środku - trzeba się nauczyć nad nimi panować, ale nie można ich całkiem tłumić; bo to się później źle kończy - albo człowiek wpada w depresję, albo pojawiają się całkiem realne choroby somatyczne... i stajesz się przez co jeszcze bardziej samotnym - ale mówię, może ja miałam po prost wyjątkowe szczęście - bo mam ludzi, któzy mnie akceptują taką, jaką jestem; w sumie to chyba nawet mnie dość lubią, bo swoimi dziwactwami dodaję ich zyciu kolorytu; i mam przyjacioł, a to daje naprawdę duże wsparcie i dzięki temu mniej przejmujesz się, co myśli o Tobie ta nieznajoma część społeczeństwa;


Pozwól, że się nie zgodzę. Właśnie dzięki zamknięciu się jestem sobą i nie muszę nic udawać ani na siłę gdzieś pasować. Nie odpowiada moje towarzystwo? Droga wolna, nie narzucam się. Problem w tym, że to też ludziom przeszkadza...

Emocje i uczucia można wyłączyć albo skanalizować. Mnie się to w znacznym stopniu udało, bo długo nad tym pracowałem. Za bardzo zaciemniają obraz świata i przeszkadzają w jego racjonalnej ocenie, do tego wszyscy mają je głęboko w grocie za hemoroidami. Po co mi coś, co tylko stwarza problemy?

Brak mi szczęścia do ludzi. O ile ja nie dbam o relacje, to nikt się do mnie nie odzywa. Pewnego dnia postanowiłem przestać kontaktować się jako pierwszy i momentalnie niemal wszystkie kontakty się urwały. Przez ostatnie dwa lata odezwało się do mnie trzech znajomych. Jeden czegoś chciał, drugi zamilkł ponad rok temu po tym, jak miał powiedzieć kiedy pasuje mu spotkanie. Z trzecim mam sporadyczny kontakt.
Wszyscy myślą o sobie. Tylko ja myślę o mnie.
ex-con
 
Posty: 221
Dołączył(a): Pt, 22 sty 2016, 19:06
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Wt, 12 cze 2018, 09:36

adamzesk napisał(a):Witajcie wybaczcie że wtrącam nowe zagadnienie ale chciałbym zapytać społeczność co o tym sądzi. Mój wspomniany przyjaciel jest bardzo wrażliwy, wydaje mu się że rówieśnicy uważają że jest gorszy od nich, nie potrafi czegoś zrobić, jest mało inteligentny i ogólnie żałosny. Potrafi płakać siedząc w 1 rzędzie na wykladzie. Pewnego razu miał wybuch flustacji powiedział że wszyscy mają go za nic, wyliczajac jaki jest beznadziejny, podałem wyżej nie będę powtarzał po czym pobiegł płakać na drugi koniec korytarza. Tymczasem żyje samemu we własnym mieszkaniu i jeździ samochodem, życiowo bardziej zaradny ode mnie. Zabrałem go dziś wieczorem na wycieczkę rowerową. W przeciwieństwie do mnie miał ze sobą telefon i około 20 30 moja mama wysłała do niego smsa czy nie zaginelismy, bo nie było nas z 2 godziny. O fakcie otrzymania tej wiadomości dowiedziałem się od mamy, on nic nie powiedział, zauważyłem że zatrzymał rower pewnie wtedy czytał SMS po czym do końca wycieczki był smutny, wydawał się prawie płakać. Gdy mama zeszła na dół dać mi klucz do piwnicy bysmy odstawili rowery nie odezwał się słowem nawet się nie przywitał. Pewnie uważa że moja mama ma do niego pretensje. Jak mu pomóc?


Nie pomagaj mu jeśli sam cię o to nie poprosi. Możesz jedynie powiedzieć, że wydaje ci się, że coś go martwi i czy by z tobą o tym nie pogadał, ale musisz to zrobić bardzo delikatnie. Z tego co mówisz kolega jest niezrównoważony psychicznie, co oznacza, że nie panuje nad swoimi emocjami, moga z tym współwystępować jakieś zaburzenia osobowości np. borderline. Powinien udać się do dobrego psychologa, ale... nie próbuj mu tego radzić, bo może się rozgniewać na Ciebie.

Witek034 napisał(a):Ja Nie lubię takiego "wymuszania", grając na emocjach.

Ty to nawet jesteś na nie wyczulony, tak jak ja na wyimaginowany atak

Witek034 napisał(a):na ogół w ten sposób, że próbuję tego obgadywanego trochę bronić w stylu "może po prostu myślał, że....., więc trochę go rozumiem."
:p

Też tak mam, czasem nawet sadystycznie to robię, bo obgadujący chcą się poczuć lepiej czyimś kosztem, a ja im to uniemożliwiam

Witek034 napisał(a):ja się po prostu boję ludzi. Boję się samych spojrzeń, bycia przez nich ocenianym. Milczenie też mnie bardzo stresuje, często bardziej niż rozmowa. TO chyba takie nadmierne skoncentrowanie na sobie i wiara w to, że jak się będę kontrolował, to przynajmniej nie będzie po mnie widać, że jestem inny.

fobia społeczna, niestety, niemal każdy z nas tego doświadczył.


A w kwesti dyskusji Horca - Ex-con, wydaje mi się, że Horka myli pojęcia. Nie okazywać emocji nie znaczy odciąć się od nich, czy też im zaprzeczać.Ex- conowi chodziło chyba o to, że jak na zewnątrz nie wybuchasz emocjami, to możesz im się lepiej przyjrzeć od środka, a także skupić na nich, bo nie skupiasz się na wyrzucaniu ich z siebie, a przez to nakręcaniu się niezdrowemu i udowadnianiu komuś czegoś, wiec się nie zacietrzewiasz, więc masz spokój, masz zdrowy ogląd sytuacji, ale też i masz kontakt z tym co się dzieje. To nie oznacza, że na coś nie reagujesz, to oznacza, ze starasz się reagować chłodno, spokojnie.
Ostatnio edytowano Wt, 12 cze 2018, 10:03 przez Katrina, łącznie edytowano 1 raz
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez adamzesk » Wt, 12 cze 2018, 12:41

Rady idź do psychologa nawet nie rozważam, jasne dla mnie że by się obraził, skoro ma urojenia ze ktoś ma do niego pretensje to potraktował by to jako potwierdzenie swego domniemanego nędznego stanu i załamał. Jedyne co robiłem poważnie j w tej kwestii to pytałem koleżanki czy nie ma samotnej koleżanki dla niego ale nie ma i poleciła kto by się spodziewał portale randkowe. Ważne by kto go docenił więc związek by mu może pomógł ale nic na siłę o portalu mu wspominałem ale to musi być jego inicjatywa by tam regularnie sprawdzal czy nikt do niego nie pisze np. Dlatego lepsza była by dziewczyna poznana na żywo z tym że brak kandydatkek na roku on całe dnie w domu, zagadywal raz w autobusie. Nic na siłę to najważniejsze. Sytuacjia patowa z nim ogólnie.
Ostatnio edytowano Wt, 12 cze 2018, 12:41 przez adamzesk, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
adamzesk
 
Posty: 366
Dołączył(a): Cz, 7 cze 2018, 22:22
Lokalizacja: Lublin
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Wt, 12 cze 2018, 17:22

On może też mieć schizofrenię - takie urojenia, gadanie samemu do siebie, poczucie prześladowania na to mogą wskazywać. Bałabym się też o jego dziewczynę, a jakby np. nie spodobałoby się mu np. że coś do niego powiedziała i źle by to odebrał i wpadłby w szał i np. chciał ją uderzyć? Związki damsko-męskie to delikatna sprawa. Nie wiem, czy kolega najpierw nie powinien nauczyć się panować nad sobą.
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez adamzesk » Wt, 12 cze 2018, 18:14

O to bym się nie martwił on jest grzeczny, uczynny i dobrze wychowany, pojednawczy, wrażliwy i dobry człowiek, nie mówi sam do siebie. Agresja to ostanie z czym go kojarzę. Załamałby się od delikatnej krytyki prędzej niż był agresywny. Zupełnie niegroźny. Taki dla ciebie :).
Ostatnio edytowano Wt, 12 cze 2018, 18:18 przez adamzesk, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
adamzesk
 
Posty: 366
Dołączył(a): Cz, 7 cze 2018, 22:22
Lokalizacja: Lublin
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Wt, 12 cze 2018, 18:54

adamzesk napisał(a):O to bym się nie martwił on jest grzeczny, uczynny i dobrze wychowany, pojednawczy, wrażliwy i dobry człowiek, nie mówi sam do siebie. Agresja to ostanie z czym go kojarzę. Załamałby się od delikatnej krytyki prędzej niż był agresywny. Zupełnie niegroźny. Taki dla ciebie :).


Sympatyczny ten Twój kolega. Smutne, że ludzie załamują się od drobnej krytyki, chciałabym, żeby wszystkie takie osoby przestały to robić i uwierzyły w siebie. Świat bywa brutalny, ludzie tacy bywają, twój kolega musi uważać, zanim komuś zaufa i otworzy się przed jakąś dziewczyną. Najpierw powinien wybadać czy np. takiej dziewczynie może zaufać. Są dobre dziewczyny, a są i złe, tak samo jak z facetami.
To słodkie, że twój kolega jest jak to ująłeś "taki dla mnie", ale ja nie wiem, czy nadaje się do bliskiej relacji z drugą osobą, boję się bliskiej relacji. Lubię np. narzucać innym swoje zdanie, poglądy... Bywam złośliwa, no i mam sporo wad.
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Wt, 12 cze 2018, 19:02

Ps. twój kolega z Lubilna, prawda? Ja z województwa Łódzkiego, to daleko...
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez adamzesk » Wt, 12 cze 2018, 19:31

Mieszkanie ma w Lublinie obok mnie pochodzi z Niwy Babickiej na granicy lubelskie mazowieckie województwo propo wad i dominujacej postawy którą sam mam zresztą każdy je ma w związku chodzi o kontakt z drugim człowiekiem, dialog, współpraca rozmowy na każdy temat i informowanie o wszystkim żeby się dostroić do siebiez dogadac szacunek itp, ja nigdy też nie byłem w związku nie wiem jak to jest ale podstawy są ponoć proste szacunek, opieka psychiczna wsparcie w trudnych chwilach obecność fizyczna trochę bliskości i tulenia wsparcie dobrym słowem, zaufanie tak niewiele i aż tyle ciekawe to są sprawy.
Ostatnio edytowano Wt, 12 cze 2018, 19:36 przez adamzesk, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika
adamzesk
 
Posty: 366
Dołączył(a): Cz, 7 cze 2018, 22:22
Lokalizacja: Lublin
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez adamzesk » Wt, 12 cze 2018, 19:37

On prędzej by się wycofał twierdzą c że nie jest wart drugie go człowieka niż podniósł rękę na kobietę.
Avatar użytkownika
adamzesk
 
Posty: 366
Dołączył(a): Cz, 7 cze 2018, 22:22
Lokalizacja: Lublin
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Wt, 12 cze 2018, 19:40

Nigdy nie zdradzaj swoich słabości ludziom i kolega niech też tego nie robi.
przejdźmy na priv, sprawdź pocztę.
(w lewym górnym rogu ekranu) ( 1 nowych wiadomości)
Ostatnio edytowano Wt, 12 cze 2018, 19:45 przez Katrina, łącznie edytowano 3 razy
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Horka » Wt, 12 cze 2018, 21:53

****"PODŁA SUKA MODE"****

adamzesk - a skąd wiesz, że Twój kolega nie jest gejem? ^^

*****************************************************************************************
A tak serio:

Ty go weź chłopie na piwo i sobie szczerze pogadajcie. Tak "po ludzku". A zabawa w "poradnictwo związkowe" to razej nie jest dobry pomysł.
*No, chyba, że szukasz dziewczyny dla siebie, pod przykrywką "dla kolegi". ;-)

< * tylko trochę "podła suka mode" >
Ostatnio edytowano Wt, 12 cze 2018, 21:54 przez Horka, łącznie edytowano 1 raz
Kochajmy zwierzomorkowce!

"Ach, skrzydłem stała się tęsknota, / Spoistem, miękkiem / czarnem..." M. P-J.
Avatar użytkownika
Horka
 
Posty: 384
Dołączył(a): Wt, 8 sie 2017, 22:49
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez adamzesk » Wt, 12 cze 2018, 22:17

Nie jest dobry pomysł jak my obydwaj nooby w tym temacie bez doświadczenia xd. Sobie też szukam xd ale na roku są tylko 2 i nie są zainteresowane. Na żywo to trudno wbrew pozorom znaleźć znajomi cię nie chcą zaczepiać randomy w autobusie, na ulicy to słaby pomysł Szczerze szukam tu:). 2 Aspergerow lepsze rozumienie 2 strony.
Ostatnio edytowano Wt, 12 cze 2018, 22:17 przez adamzesk, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
adamzesk
 
Posty: 366
Dołączył(a): Cz, 7 cze 2018, 22:22
Lokalizacja: Lublin
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Ekran » Wt, 12 cze 2018, 22:19

Odpowiadając na pierwotne pytanie...

U mnie wszystko zależy. Ludzie raczej uważają mnie za ekscentryczkę i samotniczkę, ale nie próbuję robić sobie przyjaciół i zgrywać jednej z nich, raczej dążę do sytuacji, gdzie oni pomagają mnie jak czegoś potrzebuję, a ja im. W small-talkach nie uczestniczę, chyba, że mam fazę i spontanicznie się włączę.
No chyba że muszę coś osiągnąć. Wtedy udaję miłą, ale nieśmiałą osobę, albo pewną siebie i niezbyt miłą, te role mam opanowane. Wszystko na ogół mi wychodzi, więc chyba nie jestem złą aktorką.
Avatar użytkownika
Ekran
 
Posty: 422
Dołączył(a): Wt, 16 sty 2018, 22:40
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Horka » Śr, 13 cze 2018, 05:49

Emocje i uczucia można wyłączyć albo skanalizować. Mnie się to w znacznym stopniu udało, bo długo nad tym pracowałem. Za bardzo zaciemniają obraz świata i przeszkadzają w jego racjonalnej ocenie, do tego wszyscy mają je głęboko w grocie za hemoroidami. Po co mi coś, co tylko stwarza problemy?


ex-con -> jak? Ja swoich nie potrafię zrozumieć, ba - muszę pracować nad tym, żeby nauczczyć się je okazywać - bo niestety, na skutek wychowania (?) mam z tym duzy problem; i moje uczucia są bardzo czesto nieadekwatne - np. nie umiem sie na kogoś tak porządnie wykurzyć; albo chce mi się płakać - sama nie wiem dlaczego i nie potrafie tego powstrzymać; Chciałabym posiaść opisaną przez Ciebie umiejętność...
A na razie pracuję nad tym, żeby okazywać chociaż wybrane uczucia - bo np. jestem prawie pewna, że mój były luby mógł czuć się przezemnie niedoceniany, niekochany - bo ja, cholera, nie potrafiłam tego okazać...

Moje uczucia,przynajmniej te względem ludi, wyglądają zazwyczaj: ZDARZENIE -> ćoś się zadzialo, ale co? -> chwila czasu i analiza emocji 3 h po zdarzeniu -> ZROZUMIENIE, o co mi chodzilo ( albo i nie :/ )

Wyjatkiem jest tu taka pełna radość, ale ją odczuwam zazwyczaj w nietypowych sytuacjach.
Kochajmy zwierzomorkowce!

"Ach, skrzydłem stała się tęsknota, / Spoistem, miękkiem / czarnem..." M. P-J.
Avatar użytkownika
Horka
 
Posty: 384
Dołączył(a): Wt, 8 sie 2017, 22:49
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez ex-con » Śr, 13 cze 2018, 15:00

Horka napisał(a):ex-con -> jak? Ja swoich nie potrafię zrozumieć, ba - muszę pracować nad tym, żeby nauczczyć się je okazywać - bo niestety, na skutek wychowania (?) mam z tym duzy problem; i moje uczucia są bardzo czesto nieadekwatne - np. nie umiem sie na kogoś tak porządnie wykurzyć; albo chce mi się płakać - sama nie wiem dlaczego i nie potrafie tego powstrzymać; Chciałabym posiaść opisaną przez Ciebie umiejętność...
A na razie pracuję nad tym, żeby okazywać chociaż wybrane uczucia - bo np. jestem prawie pewna, że mój były luby mógł czuć się przezemnie niedoceniany, niekochany - bo ja, cholera, nie potrafiłam tego okazać...

Moje uczucia,przynajmniej te względem ludi, wyglądają zazwyczaj: ZDARZENIE -> ćoś się zadzialo, ale co? -> chwila czasu i analiza emocji 3 h po zdarzeniu -> ZROZUMIENIE, o co mi chodzilo ( albo i nie :/ )

Wyjatkiem jest tu taka pełna radość, ale ją odczuwam zazwyczaj w nietypowych sytuacjach.


Dałem sobie spokój z ich rozumieniem i przestałem sie nimi przejmować. Jeśli są przyjemne, to zostają, jeśli nie - szukam rozwiązania albo zajmuję się czymś innym. I staram się nie reagować na negatywne działania innych ludzi, chyba że nie mam innego wyjścia.
Nie mam nikogo, z kim mógłbym pogadać albo liczyć na pomoc (oprócz rodziców, ale są kwestie, których nie mogę z nimi poruszyć), więc rozwiązuję swoje problemy sam.
Wszyscy myślą o sobie. Tylko ja myślę o mnie.
ex-con
 
Posty: 221
Dołączył(a): Pt, 22 sty 2016, 19:06
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Horka » Śr, 13 cze 2018, 16:11

ex-con napisał(a): Jeśli są przyjemne, to zostają, jeśli nie - szukam rozwiązania albo zajmuję się czymś innym.


Ale jesteś w stanie je rozpoznać? Bo ja często mam problem, żeby rozpoznać, że coś w ogóle jest dla mnie nieprzyjemne. Albo żeby rozpoznać co jest dla mnie nieprzyjemne. W drugą stronę w sumie też... :/
Kochajmy zwierzomorkowce!

"Ach, skrzydłem stała się tęsknota, / Spoistem, miękkiem / czarnem..." M. P-J.
Avatar użytkownika
Horka
 
Posty: 384
Dołączył(a): Wt, 8 sie 2017, 22:49
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Mruczanka » Śr, 13 cze 2018, 22:15

Sorki, że się wcinam, ale ja mam podobnie, Horka.
Też mam często problem z rozpoznaniem i zrozumieniem własnych emocji, często dociera coś do mnie po dłuższej chwili dopiero.
Jedynie jak coś jest dla mnie ekstremalne, to wtedy umiem to sobie od razu określić.
I czy to nie jest aleksytymia?

...


Co do pytania w temacie:
Wcale!
Po mnie z miejsca widać, że nieogarniam rzeczywstości, nie muszę nic mówić i robić.
"Widzę Ciebie, na pochmurnym niebie utkanym z cieni, jak wirujesz wokół koszmarów.
Nie zapominaj, że serce nie może umrzeć.
Nie zapominaj, że sny nie są zapowiedzią przyszłości..."
Avatar użytkownika
Mruczanka
 
Posty: 5602
Dołączył(a): Pt, 19 kwi 2013, 13:08
Lokalizacja: Jakiej reakcji oczekuje on z mojej strony na ten jego rozpromieniony uśmiech?
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez ex-con » Cz, 14 cze 2018, 08:22

Horka napisał(a):
ex-con napisał(a): Jeśli są przyjemne, to zostają, jeśli nie - szukam rozwiązania albo zajmuję się czymś innym.


Ale jesteś w stanie je rozpoznać? Bo ja często mam problem, żeby rozpoznać, że coś w ogóle jest dla mnie nieprzyjemne. Albo żeby rozpoznać co jest dla mnie nieprzyjemne. W drugą stronę w sumie też... :/


Są przyjemne - zostają. Są nijakie albo nieprzyjemne - ignoruję bez głębszego zastanowienia.
Albo...
Kiedyś śniły mi się koszmary w nocy. Za którymś razem po przebudzeniu zauważyłem, że podoba mi się ten stan lekkiej euforii połączony z poczuciem zagubienia i powodzią adrenaliny. Chciałem więcej. Niestety, od tamtej pory nie mam koszmarów.
Może to jest rozwiązanie? Polub swoje negatywne emocje i uczucia, znajdź w nich przyjemność i zaadaptuj do własnych potrzeb.
Jeśli się okaże, że lubisz strach albo przekuwasz agresję w coś pożytecznego - plus dla Ciebie.

@Mruczanka: To może być aleksytymia. Pewnie też to mam. Ponoć można to leczyć jakimiś terapiami. Kwestia tego, jak to interpretujesz - jeśli zadręczasz się rozważaniami nad tym, co i jak czujesz, możesz się doprowadzić do naprawdę kiepskiego stanu psychicznego, łącznie z depresjami, a nawet fizycznych objawów (nadmiar stresu przez dłuższy czas poważnie osłabia organizm). Możesz to też zaakceptować, bo po prostu taka jesteś, znaleźć ujście dla tego co czujesz (a nie potrafisz nazwać) i dalej żyć.
Chcesz to nazwać i zrozumieć? Sama nie dasz rady, ktoś Ci musi pomóc i tłumaczyć. Ja wybrałem opcję radzenia sobie z tym samemu i kanalizowania emocji w sposób dla mnie wygodny. Tyle tylko, że mi nikt nie chciał pomóc...
Wszyscy myślą o sobie. Tylko ja myślę o mnie.
ex-con
 
Posty: 221
Dołączył(a): Pt, 22 sty 2016, 19:06
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Witek034 » Cz, 14 cze 2018, 08:49

ex-con napisał(a):Kiedyś śniły mi się koszmary w nocy. Za którymś razem po przebudzeniu zauważyłem, że podoba mi się ten stan lekkiej euforii połączony z poczuciem zagubienia i powodzią adrenaliny. Chciałem więcej. Niestety, od tamtej pory nie mam koszmarów.
Może to jest rozwiązanie? Polub swoje negatywne emocje i uczucia, znajdź w nich przyjemność i zaadaptuj do własnych potrzeb.
Jeśli się okaże, że lubisz strach albo przekuwasz agresję w coś pożytecznego - plus dla Ciebie.


Mnie to jeszcze nie wychodzi ze złością czy agresją, ale nauczyłem się lubić smutek. Nie umiem tego nazwać, ale odczuwam go jako taką melancholię, wzruszenie, połączoną z różnymi wspomnieniami - i "delektuję się" nim. W swoim życiu miałem dwa momenty, w których trwająca kilka lat nerwica jakby "pękła" na dłuższy czas. Pierwszy był wtedy, gdy przy jakiejś starszej muzyce naszły mnie wspomnienia o tym, jak była partnerka była dla mnie dobra - wtedy dotarło do mnie, że tak naprawdę jej nie doceniałem, więc jakby zrozumiałem skąd biorą się u mnie wszystkie przykre emocje i że w pełni na nie zasłużyłem. I wtedy jak na nie "zasłużyłem", to one właśnie odeszły. Jakby "na złość" mnie, przynosząc wielką ulgę. Czyli trochę masz rację - jak coś polubisz i zaakceptujesz, to wtedy to znika.

A drugi to ten, który zamierzam powtórzyć. Początki nerwicy były dla mnie okropne, bo każdy objaw w organizmie odbierałem jako śmierć - panicznie szukałem potwierdzenia objawów, których byłem w 100% pewien (coś w sercu, czy w mózgu...). A to, że wciąż żyję, zawdzięczałem temu, że tak dzielnie "walczę". Że tak się napinam, by nie wpaść w panikę, czy nie dostać jakiejś padaczki ze strachu, albo zawału serca. No i pewnego razu, siedziałem sobie na takiej ławce, która znajdywała się na górce (to ma u mnie duże znaczenie) - pomyślałem sobie "co ma być to będzie, najwyżej wpadnę w tą panikę - kawałek dalej są ludzie, więc w razie czego się mną zaopiekują". Pozwoliłem sobie na tą "utratę świadomości". Po kilku sekundach wrażenia, że ziemia się pode mną osuwa, nastąpiło jakby całkowite "przebudzenie". Wróciłem do jakiegoś znanego mi stanu, który pamiętam sprzed bardzo dawna - jakby do normalności. Do tego, znacznie wyostrzył mi się wzrok (wcześniej byłem myślami zawsze gdzie indziej niż w otoczeniu - ono było dla mnie tłem). Po trzecie, zacząłem mieć wrażenie, że ziemia mnie jakby lekko "parzy" i poczułem taką energię do działania - wcześniej czułem się przez tą ziemię "przygnieciony" i nie chciało mi się ruszać, ale to efekt napięcia mięśni. No i później znalazłem potwierdzenie tego w dwóch książkach o nerwicy, które bardzo mi pomogły to wszystko zrozumieć. Jedna z nich pisana jest tak opisowo, ale druga jest naprawdę świetna - autor sam przyznaje, że nie posługuje się ani wiedzą, ani poprawną polszczyzną, ale tak barwnie potrafi filozofować, wzbogacając opisy np. cytatami z Biblii. Może kiedyś zamieszczę tu fragmenty. Zapamiętałem szczególnie zdanie o tym, by "porzucić siebie". Bo o to chodzi. I podobno odczuwamy to wiele razy, bo mamy wiele takich nagromadzonych emocji, które domagają się wyjścia. Choć nadal wydaje się to bardzo nieprzyjemne za każdym razem:)
Witek034
 
Posty: 595
Dołączył(a): Wt, 28 lis 2017, 23:04
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez ex-con » Cz, 14 cze 2018, 13:00

@Witek034
Świetnie napisane.
Co do tych książek - te cytaty z Biblii mi jakoś nie pasują...
Wszyscy myślą o sobie. Tylko ja myślę o mnie.
ex-con
 
Posty: 221
Dołączył(a): Pt, 22 sty 2016, 19:06
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Esclarmonde » Cz, 14 cze 2018, 18:01

Przez większość swojego życia nie udawałam "normalnej" i nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że niektórzy mnie nie lubią albo szydzą ze mnie. Teraz umiem to w większym stopniu wyczuwać. Nawet się trochę przeczuliłam i często wydaje mi się, że niektóre osoby są na mnie cięte, co okazuje się nieprawdą.
Przez jakiś czas próbowałam udawać kogoś innego, osobę bardziej kontaktową i ogarniętą życiowo. Ale od jakiegoś czasu porzuciłam to kompletnie (wychodziło chyba strasznie sztucznie, nie mam praktycznie kontaktu z nikim z tamtego okresu). Teraz zachowuje się tak jak "przez większość swojego życia" tylko bardziej uważam żeby nie ranić/drażnić ważnych dla mnie osób zbytnią szczerością/ wylewnością/ gadaniem cały czas o zainteresowaniach. Za to więcej słuchać innych.

Wyłączyć emocje potrafię (i lubię) w momentach decyzyjnych. Chyba też ich (emocji) zbytnio nie okazuję na zewnątrz, bo raz usłyszałam od koleżanki, że się "kompletnie niczym nie przejmuje" :d co nie jest prawdą. Też się nie umiem na nikogo wkurzyć, jak się przeładuje to włączam gotycki metal na full i ryczę pół dnia. Prawdziwą radość odczuwam bardzo rzadko.

Kiedyś śniły mi się koszmary w nocy. Za którymś razem po przebudzeniu zauważyłem, że podoba mi się ten stan lekkiej euforii połączony z poczuciem zagubienia i powodzią adrenaliny. Chciałem więcej.

Ja uwielbiam uczucie beznadziei. Nie wiem dlaczego, ale jest dla mnie bardzo rozładowujące. I chyba strachu. Ciężko mi je opisać. Ale jest ono zawarte w melodii z Requiem for a Dream- "Lux Aeterna" (dokładnie we wstępie, tak do około 2:50minuty).
Raz zdarzyło mi się "znaleźć" chłopaka, którego ktoś wyrzucił z 8-mego pietra- z czołem wbitym w kant obramowania siatki. Znaczy się martwego rzecz jasna. Potem zastanawiałam się przez prawie tydzień co on musiał czuć spadając z takiej wysokości i broniąc się przed upadkiem. Uwielbiam mielić negatywne emocje w mojej głowie, czasem schodzę na naprawdę beznadziejny tor aż do myśli samobójczych. Muszę tylko uważać żeby nie robić tego za długo, bo potem mi się udziela. Czasem zastanawiam się czy to jest normalnie :-x

Po trzecie, zacząłem mieć wrażenie, że ziemia mnie jakby lekko "parzy" i poczułem taką energię do działania - wcześniej czułem się przez tą ziemię "przygnieciony" i nie chciało mi się ruszać, ale to efekt napięcia mięśni.

Jak miałam hardcorową depresję i było mocno zachmurzone niebo to miałam wrażenie, że świat nie jest otwarty tylko to wielkie pomieszczenie z sufitem (chmurami), które w końcu rębną nam na głowę. Strasznie mnie to dusiło.
"Przypadek sprzyja umysłom przygotowanym" Ludwik Pasteur
Avatar użytkownika
Esclarmonde
 
Posty: 670
Dołączył(a): Śr, 27 sty 2016, 20:02
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Cz, 14 cze 2018, 20:16

Ekran napisał(a):Odpowiadając na pierwotne pytanie...

No chyba że muszę coś osiągnąć. Wtedy udaję miłą, ale nieśmiałą osobę, albo pewną siebie i niezbyt miłą, te role mam opanowane. Wszystko na ogół mi wychodzi, więc chyba nie jestem złą aktorką.

ciekawe, myślę, że takie role mogą być pomocne, czasem trzeba wyzwolić jedną z twoich natur i ją spotęgować, jeśli tego wymaga sytuacja

Horka napisał(a):Moje uczucia,przynajmniej te względem ludi, wyglądają zazwyczaj: ZDARZENIE -> ćoś się zadzialo, ale co? -> chwila czasu i analiza emocji 3 h po zdarzeniu -> ZROZUMIENIE, o co mi chodzilo ( albo i nie )


U mnie też nawet do kilku dni to zrozumienie zajmuje, czasem tworzę nadinterpretacje, albo układam jakieś powody których nie było, ale tak jakby mój umysł musiał sobie coś wytłumaczyć po swojemu, czego nie ogarnia.

Mruczanka napisał(a):Też mam często problem z rozpoznaniem i zrozumieniem własnych emocji, często dociera coś do mnie po dłuższej chwili dopiero.Jedynie jak coś jest dla mnie ekstremalne, to wtedy umiem to sobie od razu określić.I czy to nie jest aleksytymia?


Może to być aleksytymia, ale i nie musi, na podstawie jednego takiego stwierdzenia nie da się tego ocenić. U mnie jest tak, że nie widzę u siebie danej emocji, a zaczynam widzieć ją u kogoś innego i wydaje mi się, że tamta osoba ją czuje, a nie ja.

Esclarmonde napisał(a):Raz zdarzyło mi się "znaleźć" chłopaka, którego ktoś wyrzucił z 8-mego pietra- z czołem wbitym w kant obramowania siatki. Znaczy się martwego rzecz jasna. Potem zastanawiałam się przez prawie tydzień co on musiał czuć spadając z takiej wysokości i broniąc się przed upadkiem.


To musiało być straszne, współczuję.

Esclarmonde napisał(a):Uwielbiam mielić negatywne emocje w mojej głowie, czasem schodzę na naprawdę beznadziejny tor aż do myśli samobójczych. Muszę tylko uważać żeby nie robić tego za długo, bo potem mi się udziela. Czasem zastanawiam się czy to jest normalnie :-x


Myślę, że negatywne emocje mogą być pomocne, bo dają do myślenia, osadzają w rzeczywistości. Świat widziany przez różowe okulary jest zniekształcony i potrzeba nam czasem zdjąć je i spojrzeć na rzeczywistość taką jaka jest. I lepiej samemu ze sobą sobie przemielić złe myśli, inni nie zawsze je by zrozumieli. Dobrze sobie tak poświęcić uwagę i wysłuchać własnych żalów, to też dowód odwagi, bo nie każdy ma tę odwagę, żeby przed samym sobą się przyznać do różnych smutnych negatywnych rzeczy.

Witek034 napisał(a):A drugi to ten, który zamierzam powtórzyć. Początki nerwicy były dla mnie okropne, bo każdy objaw w organizmie odbierałem jako śmierć - panicznie szukałem potwierdzenia objawów, których byłem w 100% pewien (coś w sercu, czy w mózgu...).


Nerwicy nigdy nie miałam, nie wiem, jak to jest ale może być podobnie jak z fobią społeczną, tę miałam, trzeba pokonywać mierząc się ze stresorami.
Ostatnio edytowano Cz, 14 cze 2018, 20:19 przez Katrina, łącznie edytowano 3 razy
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Mruczanka » Pt, 15 cze 2018, 00:34

ex-con napisał(a):
Horka napisał(a):
ex-con napisał(a): Jeśli są przyjemne, to zostają, jeśli nie - szukam rozwiązania albo zajmuję się czymś innym.


Ale jesteś w stanie je rozpoznać? Bo ja często mam problem, żeby rozpoznać, że coś w ogóle jest dla mnie nieprzyjemne. Albo żeby rozpoznać co jest dla mnie nieprzyjemne. W drugą stronę w sumie też... :/


Są przyjemne - zostają. Są nijakie albo nieprzyjemne - ignoruję bez głębszego zastanowienia.
Albo...
Kiedyś śniły mi się koszmary w nocy. Za którymś razem po przebudzeniu zauważyłem, że podoba mi się ten stan lekkiej euforii połączony z poczuciem zagubienia i powodzią adrenaliny. Chciałem więcej. Niestety, od tamtej pory nie mam koszmarów.
Może to jest rozwiązanie? Polub swoje negatywne emocje i uczucia, znajdź w nich przyjemność i zaadaptuj do własnych potrzeb.
Jeśli się okaże, że lubisz strach albo przekuwasz agresję w coś pożytecznego - plus dla Ciebie.

@Mruczanka: To może być aleksytymia. Pewnie też to mam. Ponoć można to leczyć jakimiś terapiami. Kwestia tego, jak to interpretujesz - jeśli zadręczasz się rozważaniami nad tym, co i jak czujesz, możesz się doprowadzić do naprawdę kiepskiego stanu psychicznego, łącznie z depresjami, a nawet fizycznych objawów (nadmiar stresu przez dłuższy czas poważnie osłabia organizm). Możesz to też zaakceptować, bo po prostu taka jesteś, znaleźć ujście dla tego co czujesz (a nie potrafisz nazwać) i dalej żyć.
Chcesz to nazwać i zrozumieć? Sama nie dasz rady, ktoś Ci musi pomóc i tłumaczyć. Ja wybrałem opcję radzenia sobie z tym samemu i kanalizowania emocji w sposób dla mnie wygodny. Tyle tylko, że mi nikt nie chciał pomóc...


Kiedyś zdarzało mi się zadręczać takimi myślami i faktycznie nie kończyło się to dobrze.
Ale wiesz, co?
Może to zabrzmi jakoś banalnie, jednak od kiedy poczytałam o ZA i uświadomiłam sobie, że "rany, to takie do mnie podobne" i że "kurde, ja też tak robię", to spojrzałam na siebie pod innym kątem i dostrzegając te swoje słabości i rzeczy które mnie we mnie wkurzają , wzięłam poprawkę, że ja taka po prostu jestem.
Dotarło do mnie po prostu, że skoro przez ponad dwadzieścia lat nie mogłam/nie potrafiłam się zmienić, to nie zrobię tego teraz, tak z dnia na dzień.
To był właśnie ten przełom u mnie, że zaakceptowałam swoją inność, to że nie jestem jak większość, ale też nie jestem odosbniona, bo są ludzie podobni do mnie.
Więc to nie jest też tak, że ja chcę rozkminiać w szczegółach każde swoje uczucie, bo uważam to za bezcelowe.
Najważniejszy jest dla mnie fakt, że nawet jeśli wszystkiego nie rozumiem, to walić to - nikt nie jest doskonały!
Ja wiem, że się uczę tego wszystkiego - własnych uczuć, relacji z innymi, całego tego społecznego "gówna".
Tylko znacznie wolniej mi to idzie, ale to nie szkodzi.
Jest dobrze, jak jest, inni mają gorzej ;-)

A co do koszmarów, to - tak, są ekscytujące :lol:
Przyznam Ci, że mam je często i bardzo je lubię, przez co chyba wracają.
Najpierw właśnie myślałam, że ich nie chcę, bo się boję i w ogóle, bywa obleśnie, albo boleśnie.
Ale ostatecznie, to przyspieszone bicie serca po przebudzeniu i dezorientacja, gdzie ja jestem? są też trochę jak po dobrym, ostrym seksie :P
"Widzę Ciebie, na pochmurnym niebie utkanym z cieni, jak wirujesz wokół koszmarów.
Nie zapominaj, że serce nie może umrzeć.
Nie zapominaj, że sny nie są zapowiedzią przyszłości..."
Avatar użytkownika
Mruczanka
 
Posty: 5602
Dołączył(a): Pt, 19 kwi 2013, 13:08
Lokalizacja: Jakiej reakcji oczekuje on z mojej strony na ten jego rozpromieniony uśmiech?
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez ex-con » Pt, 15 cze 2018, 12:11

Właśnie o to chodzi :)
Świadomość własnej inności bardzo pomaga - można zrozumieć, że niektórych rzeczy po prostu nie ogarniesz i tyle. Trudniejsza jest akceptacja tego stanu rzeczy. Ale jak już to się uda - spokój :)
Wszyscy myślą o sobie. Tylko ja myślę o mnie.
ex-con
 
Posty: 221
Dołączył(a): Pt, 22 sty 2016, 19:06
Płeć: M

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez Katrina » Pt, 15 cze 2018, 14:41

ex-con napisał(a): można zrozumieć, że niektórych rzeczy po prostu nie ogarniesz i tyle. Trudniejsza jest akceptacja tego stanu rzeczy. Ale jak już to się uda - spokó


Może to zależy też od stopnia zaburzenia i tego jak to zaburzone funkcjonowanie wpływa na moje życie.
Ciężko mi zaakceptować to że patrzę wyłącznie ze swojej perspektywy, urajam coś sobie gdy mi tak wygodnie, ranię ludzi, a nawet sprawiam wrażenie osoby manipulującej, podczas, gdy wymyślam sobie różne teorie gdy czegoś nie rozumiem i tak beztrosko wcielam je w czyn i słowo i to ze śmiertelną powagą.
Mi się wydaje, ze właśnie rozgryźć co jest inne i problemowe i spróbować pracować nad sobą.
Ostatnio edytowano Pt, 15 cze 2018, 14:42 przez Katrina, łącznie edytowano 1 raz
Na imię mi Huragan.
Avatar użytkownika
Katrina
 
Posty: 362
Dołączył(a): Pn, 4 cze 2018, 21:16
Płeć: K

Re: jak bardzo potraficie udawać "normalność"?

Postprzez ex-con » Pt, 15 cze 2018, 15:16

Katrina napisał(a):Mi się wydaje, ze właśnie rozgryźć co jest inne i problemowe i spróbować pracować nad sobą.


Mniej więcej to napisałem :)

Jak już rozgryziesz co nie działa, możesz nauczyć się z tym żyć (akceptować lub ignorować), albo próbować to zmienić. I w tym momencie pojawia się tytułowe udawanie normalności - możesz ją naśladować, ale mało prawdopodobne, że ją osiągniesz...
Wszyscy myślą o sobie. Tylko ja myślę o mnie.
ex-con
 
Posty: 221
Dołączył(a): Pt, 22 sty 2016, 19:06
Płeć: M

Następna strona

Powrót do Forum otwarte dla każdego

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 21 gości