Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dzieciak

To forum przeznaczone jest głównie dla osób dorosłych z ZA i pokrewnymi zaburzeniami.

Chat irc (freenode): #aspi.net.pl (bramka www) (godzina 20:30)
Skype: WideŁokonferencja (Soboty@21:00)

Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dzieciak

Postprzez Herbina » Śr, 12 paź 2016, 20:41

Czy zauważyliście u siebie coś takiego, że jako dzieci (na tyle na ile jest to oczywiście u dziecka, a zatem osoby o słabo wykształconej umiejętności myślenia abstrakcyjno - logicznego możliwe) i nastolatkowie (zwłaszcza młodsi, tacy tak do ok. 14 - 15 roku życia bo starsi to jednak rozumują już bardziej jak dorośli, nawet jeśli wciąż bardzo młodzi i niedoświadczeni ludzie) byliście - paradoksalnie - znacznie bardziej dojrzali niż teraz, jako faktycznie dorośli? Mam tu na myśli rzecz następującą: w przypadku dziecka/nastolatka jest tak, że tylko wyjątkowo można u kogoś tak młodego mówić o czymś więcej niż dojrzałość jak na ten wiek (tzn. u dziecka to wiadomo, może być dojrzałe tylko jak na dziecko, ale tacy młodsi nastolatkowie to jak najbardziej dysponują pełnym potencjałem dorosłości - potencjałem zachowywania się, rozumowania tak jak inni dorośli etc. nawet jeśli faktycznie rzadko go wykorzystują) i jeśli taki 5-10-15-latek zachowuje się jak ktoś znacznie starszy to jest to znacznym dysonansem z tym czego zwyczajowo się od kogoś takiego oczekuje. Tak młoda osoba cieszy się w swym otoczeniu opinią kogoś nad wiek dojrzałego i nawet nic nie musi takiego specjalnego robić żeby zasłużyć sobie na takową: wystarczy, że nie robi głupot, jest rozsądny, ostrożny, przezorny, zna się na wielu sprawach, o których jego mali/nastoletni rówieśnicy z reguły nie maja pojęcia, wysławia się, rozumuje, postrzega rzeczywistość go otaczająca jak dorośli a nie przedstawiciele jego grupy wiekowej, jego manieryzmy, sposób bycia, zainteresowania są dorosłe a nie dziecięce czy typowe dla kilkunastoletniej młodzieży - innymi słowy robi to samo co dorośli ludzie.

Niejednokrotnie czytałam na forach wypowiedzi młodszych nastolatków, którzy pisali jak dorośli albo po prostu nieco - pozwolę sobie podkreślić - nieco dojrzalej niż to się zazwyczaj zdarza u takich trzynasto - czternastolatków i od razu ktoś im zarzucał, że to osoba dorosła podszyła się pod małolata z tej czy innej przyczyny. Używali słownictwa zdradzającego duże oczytanie, to samo odnosiło się do ich stylu - w przypadku osób prawdziwie dorosłych coś takiego jest już rzeczą absolutnie zwyczajną; także taki starszy nastolatek piszący jak dorosły uchodzi po prostu za nader rozumnego i dojrzałego, a już nie za takiego młodocianego nieledwie geniusza (niektórzy opuściliby tu słowo "nieledwie").

Ogólnie rzecz biorąc jest tak, że uważa się, iż nastoletnia młodzież rozumuje inaczej niż dorośli, że nie dysponuje wiedza, która posiadają osoby dorosłe, że nie można z nimi o wielu sprawach porozmawiać - jeśli jakiś małolat jest inny niż w opisie to cieszy się opinią nad wiek dojrzałego i nawet nic nie musi takiego specjalnego robić - wystarczy, że robi po prostu to samo co ludzie z pokolenia jego rodziców: zachowuje się, rozumuje, postrzega rzeczywistość go otaczającą, pisze i mówi jak dorośli, a nie nastolatkowie. Tyle. Zakłada się bowiem, ze nastolatkowie są taką hmm... forma przejściowa między dzieckiem a prawdziwym dorosłym, nie należąc do żadnego z tych dwóch światów. Nawet jako dziecko byłam nad wiek dojrzała - nader rozsądna, rozważna etc. - instynkt samozachowawczy i umiejętność racjonalnej oceny potencjalnego ryzyka, potencjalnych długofalowych konsekwencji podjęcia określonych działań wykształciłam w zasadzie w tym samym czasie co samoświadomość. Miałam sposób bycia dorosłego człowieka a nie przedszkolaka, poruszałam się ze stateczna dystynkcją, używałam skomplikowanego słownictwa - no, dorosła w miniaturce; raczej mała (np. pięcio -siedmio - dziesięcioletnia) kobieta, a nie mała dziewczynka. Dużo szybciej rozwijałam się umysłowo niż rówieśnicy - płynnie czytałam w wieku trzech lat, jako pierwszoklasistka czytałam już z pełnym zrozumieniem książki przeznaczone dla osób dorosłych; zawsze interesowały mnie inne rzeczy niż moich rówieśników. Klasyczna stara malutka. Przy tym wypadało mi mieć przy tym zainteresowania typowe dla kilkulatków. Niedojrzałość określonych zachowań (byłam w końcu dzieckiem; mądrym czy nie, ale dzieckiem, a dzieci w przeciwieństwie do choćby nastolatków zachowują się jak dzieci - nawet jeśli niektóre z nich zachowują się dużo mniej dziecinnie niż dzieci - tzn. potrzebują opieki ze strony dorosłych, bawią się zabawkami etc.) była mi wybaczana; no bo - dziecko: na to ma czas, tego się jeszcze nauczy, z tego wyrośnie etc.

Jako dorosła osoba nie jestem już usprawiedliwiana z tego czy tamtego; wymaga się ode mnie tak jak od innych dorosłych. Zachowuję się jak dorosła, piszę jak dorosła, znam się na wiele tematów jak dorosła - normalka. Już nie uchodzę za istotę wyższa za jaką mnie miano w podstawówce. Czy też zauważyliście u siebie coś takiego?

BTW, tu przykłady tekstów autorami których jest młodsza młodzież (uważana dzięki swej sprawności językowej za geniuszy - lub dorosłych podszywaczy :roll: ):

http://aspi.net.pl/czy-i-ja-mam-za,3/ch ... lit=arcana (autorka - 12 lat)
http://rlyeh.ms-net.info/index.php?str=27 (autor - 14 lat)
http://web.archive.org/web/200502101819 ... .mylog.pl/ (autorka - 13 lat)
http://forum.gazeta.pl/forum/w,575,4112 ... m.html?s=3 (autorka 14x88 - 13 lat)

Te osoby mimo swej młodości piszą/no, pisały - jak dorośli. I tylko dlatego uważano ich za nad wiek dojrzałych. W dorosłości już tak nie ma - jesteś uważany za dorosłego człowieka, a to, że się zachowujesz, piszesz, myślisz etc. jak dorosły to norma i nikomu już tym nie zaimponujesz. W dodatku od dorosłego wymaga się też pewnej samodzielności, od nastolatka nie - jego życie ujęte jest w pewne tak to ujmę ramy - chodzisz do szkoły, dorośli zarządzają twoim życiem etc. Po prostu za małolata pewne sprawy są u ciebie bonusem - możesz być dojrzały, możesz zachowywać się, rozumować jak dorosły lub nie, ale u dorosłego jest tak, ze tak być MUSI. No, może nie MUSI bo jak nie to cię czekają jakieś sankcje w rodzaju pójścia do wiezienia :D lub czegoś podobnego, ale u dorosłej faktycznie osoby dorosłe zachowanie, umiejętność zatroszczenia się o siebie to norma przez wielkie n.

Czy ktoś z Was przeżył coś takiego?
Herbina
 
Posty: 33
Dołączył(a): So, 2 lut 2013, 19:20
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez kompowiec » Cz, 13 paź 2016, 04:05

byliście - paradoksalnie - znacznie bardziej dojrzali niż teraz, jako faktycznie dorośli?

Wielokrotnie się zdarzało. w internecie, gdzie nikt nikogo nie widzi to zawsze mi mówili że czuli się jakby rozmawiali z kimś dorosłym i dodawali mi wieku. W realu natomiast ciągle mi to powtarzali jaki to inteligetny nie nie jestem :roll: co jednak oczywiście nie przekładało się na relacje międzyludzkie.

jesteś uważany za dorosłego człowieka, a to, że się zachowujesz, piszesz, myślisz etc. jak dorosły to norma i nikomu już tym nie zaimponujesz.

Co więcej, mogą nas uważać wręcz za dziecinnych (o ironio!). No bo, w końcu mamy te swoje małe dziwactwa, które mogły nam przystoić w dzieciństwie ale nie w dorosłości...

Może w praktyce po prostu się nie zmieniamy, zmienia się jedynie perspektywa stron trzecich?
kompowiec
 
Posty: 1680
Dołączył(a): Wt, 2 lut 2016, 09:49
Płeć: M

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Herbina » Cz, 13 paź 2016, 04:47

kompowiec napisał(a):Może w praktyce po prostu się nie zmieniamy, zmienia się jedynie perspektywa stron trzecich?


O to, to, właśnie to - w związku z tym, że cały czas siedzę w domu, nie zdobywając nowych doświadczeń, które nas kształtują na przestrzeni lat, nie zmieniam się jako taka - po prostu zdobywam nowa, bardziej specjalistyczną wiedzę (np. w podstawówce, jak miałam te swoje 13, 14 15 lat, nie dysponowałam np. wiedzą, którą zdobyłam dopiero na studiach - studiowałam filologię angielską; w podstawówce nie znałam jeszcze za bardzo języka za wyjątkiem w zasadzie to jeszcze podstaw). To wszystko. W dalszym ciągu lubię te same rzeczy, które lubiłam będąc podlotkiem. Tyle tylko, ze trzynastoletniej dziewczynie (tak jeszcze młodej, że większość osób skłonna jest nazywać ją w zasadzie jeszcze wciąż dziewczynką) to pasuje, a trzydziestoletniej kobiecie to hmm... już nie bardzo - tak naprawdę to jedynymi różnicami między trzynasto- a trzydziestoletnią mną są tylko te będące naturalnym rezultatem ewolucji mej osobowości na przestrzeni lat; wiadomo - osobowość nie stoi w miejscu.

Tyle tylko, że to ostatnie stwierdzenie to ma swój perfidny podtekst: otóż jeśli taka mniej więcej trzynastoletnia dziewczyna ma mózg dorosłej kobiety i zachowuje się, rozumuje, wysławia, jest rozważna, rozsądna i roztropna jak osoba ćwierć wieku starsza, to uchodzi w gronie rodziny i znajomych praktycznie za geniusza. Kiedyś natrafiłam w sieci na stwierdzenie, że jakkolwiek na powyższe okolice wiekowe w istocie przypada skokowy rozwój mózgu pociągający za sobą jakościową przemianę ludzkiej psychiki - nabycie przez nastolatka mentalnych narzędzi do wykonywania tych samych operacji myślowych co wszyscy inni dorośli, co tez zresztą zauważa prawodawstwo przyznające trzynastolatkom pewne prawa dorosłości, to absolutnie nie oznacza to, że, tu zacytuję, "trzynastolatek to taki dorosły co ma te parę centymetrów mniej, a jeśli tak nawet jest to nie norma, ale dowód, że po świecie chodzą wunderkindy". Cóż, takim rodzinnym wunderkindzikiem właśnie byłam, tyle tylko - i tu dochodzimy do sedna sprawy - że... od czasów podstawówki praktycznie się nie zmieniłam; ot, tyle co nabyłam nową wiedzę na różne tematy i tyle. Teraz jednak nikt mi już nie wybacza przywar, które zwyczajowo przypisywane są młodocianemu wiekowi, a na karb którego je składano gdy miałam te 12-14-16 lat (np. tendencja do czarno-białego postrzegania rzeczywistości, buntowanie się przeciwko ustalonemu porządkowi rzeczy, skłonność do szokowania ludzi - czy to umyślnie czy nie). Trzydziestoletniej kobiecie (nawet przeszło trzydziestoletniej; w styczniu kończę 33 lata) już nie wypada robić czy lubić pewnych rzeczy; ba, nie wypadało jej ich robić/lubić nawet dekadę temu.

Gdybym pisała ten post będąc faktycznie w wieku tych 13-15 lat, wszyscy zachwycaliby się mną jaka to ze mnie mądrala (no, może mniej gdybym pisała go tutaj; ZA to głównie mądrale :D ) - taka młódka, a ma takie bogate słownictwo, ma taką samoświadomość, myśli o rzeczach, o których mało kto w tym wieku myśli, ma takie poważne podejście do życia - ba, otrzymałabym parę rad żebym się wyluzowała bo na takie rozważania to mam jeszcze czas.
Herbina
 
Posty: 33
Dołączył(a): So, 2 lut 2013, 19:20
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Aerrae » Cz, 13 paź 2016, 08:34

Nie bardzo rozumiem co w tym dziwnego?

To chyba naturalne, że wymagania i oczekiwania się zmieniają? Innych rzeczy oczekujemy od 10-latka i to co u niego wyrasta ponad normę (rozumianą jako średnia dla dzieci w jego wieku), u 30-latka nie będzie normą, ani też do tej normy nie będzie zbliżone nawet.

Nie wiem też czemu ktoś miałby się tym przejmować?
Albo coś z tym próbujesz zrobić, albo akceptujesz to co jest, z wszystkimi plusami i minusami. Nie zawsze da się coś zrobić z danym problemem, owszem. Ale i tak mamy tylko te dwie opcje.
Aerrae
 
Posty: 1577
Dołączył(a): Pn, 13 lip 2015, 11:29
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Gość » Cz, 13 paź 2016, 13:06

Dokładnie. W przypadku dzieci/młodszej młodzieży wyjątkowa dojrzałość = dojrzałość intelektualna. W przypadku starszych/dorosłych - dojrzałość emocjonalna i społeczna.

Już nie uchodzę za istotę wyższa za jaką mnie miano w podstawówce.

To straszne. Bycie osobą wyższą było taaakie przyjemne. A teraz nikt nie chce bić pokłonów. I jak tu żyć? Może po prostu nauczyć się być zwykłym śmiertelnikiem, a nie półbogiem? Uniezależnić się od opinii innych. Zbudować poczucie wartości na czymś bardziej stabilnym niż cudze uwielbienie.
Gość
 

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez kompowiec » Cz, 13 paź 2016, 14:55

W przypadku dzieci/młodszej młodzieży wyjątkowa dojrzałość = dojrzałość intelektualna. W przypadku starszych/dorosłych - dojrzałość emocjonalna i społeczna.

Lepiej bym tego nie ujął. To właśnie to próbowałem powiedzieć w poprzednim poście.
kompowiec
 
Posty: 1680
Dołączył(a): Wt, 2 lut 2016, 09:49
Płeć: M

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Herbina » Cz, 13 paź 2016, 19:18

Nie bardzo rozumiem co w tym dziwnego?

Nic dziwnego, tyle że dysonans między tym jak nas postrzegano w dzieciństwie a tym jak nas postrzegają teraz, jest znaczny. Kiedy znałeś osobę w czasach gdy ta byłą mała/bardzo młoda, zastanawiasz się po latach jak też ułożyło się jej życie - po prostu automatycznie zakłada się, że taki mądrala co ma łeb jako ten przysłowiowy sklep, poradzi sobie lepiej niż statystyczny Jan Kowalski. Każdy tak ma, że gdy po latach zastanawia się/sprawdza w sieci jak też ułożyli sobie życie jego dawni koledzy, jego myśl biegnie w pierwszej kolejności ku tym, którzy wyróżniali się na plus pośród rówieśników - czy to inteligencja i dojrzałością czy to siłą psychiczną; no wiecie - tych, którzy odznaczali się specyficzną osobowością, siłą charakteru, które to cechy pozwalały przypuszczać, ze osoba taka w życiu dorosłym czegoś dokona - czegoś więcej niż zwykły zjadacz chleba. Że zdobędzie władzę, sławę, a w każdym razie pewien stopień zamożności. Że nie rozpłynie się w szarym tłumie. I gdy po latach pytasz o takiego-a-takiego, dziwisz się, że twój dawny kolega nie tylko sobie nie radzi lepiej niż inni, ale wprost przeciwnie - siedzi w domu z rodzicami, nie pracuje etc.


To chyba naturalne, że wymagania i oczekiwania się zmieniają? Innych rzeczy oczekujemy od 10-latka i to co u niego wyrasta ponad normę (rozumianą jako średnia dla dzieci w jego wieku), u 30-latka nie będzie normą, ani też do tej normy nie będzie zbliżone nawet.


Wcale nie; jeśli dziecko wyróżniało się na plus, to automatycznie jest tak, że - o czym pisałam powyżej - oczekuje się, że proces ten będzie tylko postępował; ze osoba taka będzie dojrzała również w życiu dorosłym. Że będzie kimś w najszerszym znaczeniu tego słowa niepospolitym. Normalnie jest tak, że ludzie się nie zmieniają, lecz raczej rozwijają i uzupełniają to co w nich już jest - ot, taka wariacja na temat: "jaki byłeś gdy byłeś młody". Jeśli byleś niepospolity już jako dziecko, to tym bardziej powinieneś być taki także w życiu dorosłym kiedy to nie tylko masz lepsze mentalne narzędzia do troszczenia się o siebie, do wykonywania tych samych operacji mentalnych co wszyscy inni (jako dziecko - nie; do ok. 12-13 roku życia możesz tylko pomarzyć o możliwości operowania pojęciami abstrakcyjnymi na tym samym poziomie co faktyczni dorośli), ale przede wszystkim kiedy masz pełnię praw pełnoletności i możesz robić co chcesz - założyć firmę, wyjechać z rodzinnej mieściny, osiągnąć coś więcej niż twoi koledzy.


Dokładnie. W przypadku dzieci/młodszej młodzieży wyjątkowa dojrzałość = dojrzałość intelektualna. W przypadku starszych/dorosłych - dojrzałość emocjonalna i społeczna.


Jako dziecko byłam dojrzała także emocjonalnie - byłam osobą nadzwyczaj rozważną, roztropną, obiektywnie oceniającą sytuację, potencjalne długofalowe skutki określonych zachowań, potencjalne ryzyko wiążące się z podjęciem danych działań; ogólnie rzecz biorąc nader zrównoważoną emocjonalnie - dorosła w miniaturce. W pewnym sensie czułam się raczej matką moich małych rówieśników niż ich faktyczną rówieśnicą (jako nastolatka to już na pewno; nawet jako bardzo młoda, zaledwie trzynasto -czternastoletnia dziewczyna, zachowywałam się, rozumowałam, postrzegałam rzeczywistość jak inteligentna, wykształcona, doświadczona życiowo trzydziestoparoletnia kobieta, całkiem jakbym nie koleżanką z klasy moich kolegów była, a raczej kimś z pokolenia naszych rodziców/nauczycieli; nie tylko jak dorosły, co u młodszej młodzieży tylko wyjątkowo się zdarza, a faktycznie dojrzały wiekiem człowiek). Teraz też zdecydowanie jestem osoba dojrzałą emocjonalnie - ale społecznie to już nie; siedzę w domu, nie mam pracy etc. Ludzie z rodziny postrzegają mnie jako przerośnięta nastolatkę.


To straszne. Bycie osobą wyższą było taaakie przyjemne. A teraz nikt nie chce bić pokłonów. I jak tu żyć? Może po prostu nauczyć się być zwykłym śmiertelnikiem, a nie półbogiem? Uniezależnić się od opinii innych. Zbudować poczucie wartości na czymś bardziej stabilnym niż cudze uwielbienie.


Owszem - bez najmniejszej złośliwości - faktycznie takie było - nader przyjemne. Mówię to jak najpoważniej, bez wyzłośliwiania się, ironii i życzeń nauczenia się czytania ze zrozumieniem bo nie zamierzam ci ich składać, jako ze tu - mimo złośliwości zawartej w swoim stwierdzeniu, miałeś całkowitą rację. Jakkolwiek nie miałam statusu półbogini - w końcu nie byłam np. dzieckiem milionerów ani młodocianą gwiazda filmową bo takiej to faktycznie wszyscy rówieśnicy nieledwie ścieliliby się u stóp w nadziei, ze ich zaprosi na imprezę albo pożyczy im kasę, wciągnie do świata filmu - po prostu zwykłą dziewczyną, tyle ze znacznie bystrzejszą i dojrzalszą niż rówieśnicy, owszem wszyscy nauczyciele stawiali mnie za wzór. Spójrzcie tylko na koleżankę, jaka dojrzała, grzeczna, jak dobrze się uczy. A teraz te czasy przeminęły. Czuję się jak frajerka, tym bardziej, że jak najbardziej dysponuję sporym tak to ujmę, potencjałem wielkości. Nie chcę być zwykłym śmiertelnikiem ( w sensie warunków życia i osiągnięć); czuję, ze mogłabym zrobić wiele dla świata, niestety moje zaburzenia (fobia społeczna, OCD, ADD, ZA) mi w tym przeszkadzają. Nie żyjemy na bezludnej wyspie, tak wiec nic dziwnego, że chciałabym żeby mnie podziwiano - gdybym faktycznie miała te osiągnięcia, których tak po mnie oczekiwano. Zresztą mam - co oczywiste - b. słabe zdolności społeczne (inaczej by mnie tu na forum nie było), tak wiec nigdy nie będę uważana za "swoją", a zatem jedyne co mi pozostaje to osiągnięcie czegoś żeby stać się obiektem podziwu - nie, nie chodzi mi tu o bicie pokłonów jak to raczyłeś ująć, ale o wyróżnianie się na plus. O bycie zapamiętywaną.
Herbina
 
Posty: 33
Dołączył(a): So, 2 lut 2013, 19:20
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez nowiudka » Cz, 13 paź 2016, 20:47

Mi robią z tego zarzut, ze jako dziecko można było bardziej na mnie liczyć, niż teraz.

Teraz jestem świadoma tego, czego chce, czego nie chce, a wtedy byłam tylko mądrą, co nie było mi do niczego potrzebne, bo nikogo tym nie zdobywałam i traktowano to jako normę. Teraz jestem i mniej mądra i ale bardziej dojrzała, co wolę, bo jest mi wygodniej i nie zadręczam się. Jako nastolatka patrzyłam na takie jak ja (z teraz) z niechęcią, uważałam za nic nie warte, wykolejone w sensie intelektualnym. Teraz śmieje sie z tej powagi młodszych, z przejmowania się, ale mam też olbrzymi problem, by mimo takiej perspektywy zaaklimatyzować sie w dorosłości, przystaje w końcu z młodszymi od siebie o sporo lat.
Ostatnio edytowano Cz, 13 paź 2016, 20:48 przez nowiudka, łącznie edytowano 1 raz
nowiudka
 
Posty: 848
Dołączył(a): Wt, 21 kwi 2015, 21:15
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Gość » Pt, 14 paź 2016, 00:07

Każdy tak ma, że gdy po latach zastanawia się/sprawdza w sieci jak też ułożyli sobie życie jego dawni koledzy, jego myśl biegnie w pierwszej kolejności ku tym, którzy wyróżniali się na plus pośród rówieśników - czy to inteligencja i dojrzałością czy to siłą psychiczną; no wiecie - tych, którzy odznaczali się specyficzną osobowością, siłą charakteru, które to cechy pozwalały przypuszczać, ze osoba taka w życiu dorosłym czegoś dokona - czegoś więcej niż zwykły zjadacz chleba.

Nie każdy. Niektórzy w pierwszej kolejności myślą o tych, których najbardziej lubili. (A jeśli nikogo nie lubili, to o tych, których najbardziej nie znosili ;) )

ze osoba taka w życiu dorosłym czegoś dokona - czegoś więcej niż zwykły zjadacz chleba. Że zdobędzie władzę, sławę, a w każdym razie pewien stopień zamożności. Że nie rozpłynie się w szarym tłumie.

Zwykli zjadacze chleba też dokonują ważnych rzeczy - utrzymują związki, wychowują dzieci, opiekują się starszymi i chorymi, codziennie dojeżdżają do pracy, chodzą na obiady do teściowej,... To są o wiele ważniejsze dokonania niż bycie politykiem-szkodnikiem, celebrytą-idiotą albo bogaczem-wyzyskiwaczem. Nie rozumiem dlaczego tak wysoko cenisz tę drugą grupę osób, a nie doceniasz tych pierwszych.

Jako dziecko byłam dojrzała także emocjonalnie - byłam osobą nadzwyczaj rozważną, roztropną, obiektywnie oceniającą sytuację, potencjalne długofalowe skutki określonych zachowań, potencjalne ryzyko wiążące się z podjęciem danych działań; ogólnie rzecz biorąc nader zrównoważoną emocjonalnie - dorosła w miniaturce.

Zauważ, że wszystkie cechy, które wymieniłaś mają silną komponentę intelektualną.
Gość
 

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Herbina » Pt, 14 paź 2016, 18:53


Nie każdy. Niektórzy w pierwszej kolejności myślą o tych, których najbardziej lubili. (A jeśli nikogo nie lubili, to o tych, których najbardziej nie znosili ;) )


To też, ale jednak mówiłam o tym googlowaniu tych, którzy już w młodocianym wieku dawali zapowiedź swej przyszłej domniemanej świetności - w tym kontekście sprawdzamy tych nieprzeciętnych za młodu za pomocą sieci lub po prostu podpytujemy o nich wspólnych znajomych (np. sprawdziłam tak kiedyś dziewczynę o wspaniałym talencie plastycznym - byłam prawdę mówiąc zdziwiona, że nie została malarką). Potem zdziwko: Janek - dawny prymus lub Ziuta - nadzwyczaj energiczna dziewczyna o charyzmatycznej osobowości są zwykłymi szarakami. A spodziewałem się, że coś osiągną; w końcu nauczyciele ich tak chwalili, wszyscy ich podziwialiśmy w szkole, spoglądaliśmy na nich jako na te gwiazdy połyskujące hen na szkolnym firmamencie - a tu kicha.



Zwykli zjadacze chleba też dokonują ważnych rzeczy - utrzymują związki, wychowują dzieci, opiekują się starszymi i chorymi, codziennie dojeżdżają do pracy, chodzą na obiady do teściowej,... To są o wiele ważniejsze dokonania niż bycie politykiem-szkodnikiem, celebrytą-idiotą albo bogaczem-wyzyskiwaczem. Nie rozumiem dlaczego tak wysoko cenisz tę drugą grupę osób, a nie doceniasz tych pierwszych.


Bo ta pierwsza grupa to norma, każdy to robi, a ja mówiłam o osiągnięciach, a nie o tym co każdy praktycznie robi. Nie zapominaj, że mówimy o osiągnięciach - o tych większych niż te przeciętne.


Zauważ, że wszystkie cechy, które wymieniłaś mają silną komponentę intelektualną.


Ale dojrzałość na tym właśnie polega - że człowiek jest emocjonalnie zrównoważony, że nie pozwala by to uczucia nim rządziły, że kieruje się intelektem, racjonalnie analizując sytuację.
Herbina
 
Posty: 33
Dołączył(a): So, 2 lut 2013, 19:20
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Aerrae » Pt, 14 paź 2016, 20:11

Utrzymanie związku to osiągnięcie, zwłaszcza obecnie. Wychowanie dzieci to jeszcze większe osiągnięcie. Jeśli komuś uda się to osiągnąć to zdecydowanie jest to większe niż przeciętne.
Ostatnio edytowano Pt, 14 paź 2016, 20:11 przez Aerrae, łącznie edytowano 1 raz
Aerrae
 
Posty: 1577
Dołączył(a): Pn, 13 lip 2015, 11:29
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Herbina » Pt, 14 paź 2016, 20:42

Aerrae napisał(a):Utrzymanie związku to osiągnięcie, zwłaszcza obecnie. Wychowanie dzieci to jeszcze większe osiągnięcie. Jeśli komuś uda się to osiągnąć to zdecydowanie jest to większe niż przeciętne.


Ale mowa tu o neurotypowych osobach; umiejętności te nie przekraczaja mozliwości zdrowej osoby - praktycznie każdy wchodzi w związki (chyba ze jest aseksualny) i zdecydowana wiekszość ma dzieci.
Herbina
 
Posty: 33
Dołączył(a): So, 2 lut 2013, 19:20
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Aerrae » Pt, 14 paź 2016, 20:52

Wejście w związek a utrzymanie go to dwie różne sprawy. Tak samo jak wychowanie dziecka a spłodzenie go i "manie".
Aerrae
 
Posty: 1577
Dołączył(a): Pn, 13 lip 2015, 11:29
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Herbina » Pt, 14 paź 2016, 20:58

Aerrae napisał(a):Wejście w związek a utrzymanie go to dwie różne sprawy. Tak samo jak wychowanie dziecka a spłodzenie go i "manie".


Niemniej jednak nie przekracza to możliwości statystycznej osoby zdrowej - kazdy kto ma dobre zdolności społeczne jest w stanie założyc rodzinę i sie o nią zatroszczyć - lepiej lub gorzej.
Herbina
 
Posty: 33
Dołączył(a): So, 2 lut 2013, 19:20
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Aerrae » Pt, 14 paź 2016, 22:29

Nie. Rodzinę to może założyć każdy, bez dobrych zdolności społecznych również.
Utrzymać związek i wychować dzieci to już zupełnie co innego.


Pracę też może zdobyć każdy. Lepszą lub gorszą. Pieniądze - lepsze lub gorsze. Sławę - dobrą lub złą, lokalną czy światową. Skoro stawiasz znak równości przy tych pierwszych osiągnięciach, to czemu nie przy reszcie?

A tak a propos
To też, ale jednak mówiłam o tym googlowaniu tych, którzy już w młodocianym wieku dawali zapowiedź swej przyszłej domniemanej świetności - w tym kontekście sprawdzamy tych nieprzeciętnych za młodu za pomocą sieci lub po prostu podpytujemy o nich wspólnych znajomych (np. sprawdziłam tak kiedyś dziewczynę o wspaniałym talencie plastycznym - byłam prawdę mówiąc zdziwiona, że nie została malarką). Potem zdziwko: Janek - dawny prymus lub Ziuta - nadzwyczaj energiczna dziewczyna o charyzmatycznej osobowości są zwykłymi szarakami. A spodziewałem się, że coś osiągną; w końcu nauczyciele ich tak chwalili, wszyscy ich podziwialiśmy w szkole, spoglądaliśmy na nich jako na te gwiazdy połyskujące hen na szkolnym firmamencie - a tu kicha.

Nie sprawdzałam tego nigdy w życiu i w ogóle nie widzę powodu, żebym miała coś tak dziwnego robić.
Tych ludzi, z którymi mam kontakt (a nie ma ich dużo) sprawdzać nie muszę, a co mnie obchodzi reszta? A nawet jakbym się dowiedziała przypadkiem jak się komuś ułożyło życie, to czemu ma mnie to dziwić? Czemu własne oczekiwania rzutujesz na innych i odbierasz ich przez taki pryzmat?
Aerrae
 
Posty: 1577
Dołączył(a): Pn, 13 lip 2015, 11:29
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Herbina » Pt, 14 paź 2016, 23:06

Nie. Rodzinę to może założyć każdy, bez dobrych zdolności społecznych również.
Utrzymać związek i wychować dzieci to już zupełnie co innego.


Ale jednak większość osób neurotypowych MA dobre zdolności społeczne - w mniejszym lub większym stopniu, ale jednak. A ja mówiłam o nich, a nie o nas.


Pracę też może zdobyć każdy. Lepszą lub gorszą. Pieniądze - lepsze lub gorsze. Sławę - dobrą lub złą, lokalną czy światową. Skoro stawiasz znak równości przy tych pierwszych osiągnięciach, to czemu nie przy reszcie?


Nieledwie każdy pracuje, zarabiając przy tym pieniądze, ale ze sławą tak łatwo nie jest.



Nie sprawdzałam tego nigdy w życiu i w ogóle nie widzę powodu, żebym miała coś tak dziwnego robić.
Tych ludzi, z którymi mam kontakt (a nie ma ich dużo) sprawdzać nie muszę, a co mnie obchodzi reszta? A nawet jakbym się dowiedziała przypadkiem jak się komuś ułożyło życie, to czemu ma mnie to dziwić? Czemu własne oczekiwania rzutujesz na innych i odbierasz ich przez taki pryzmat?


Ale jednak inni sprawdzają. Pokusiłabym się o sprawdzenie, ze większość. Co w tym dziwnego? Znakomita większość ludzi tak robi jak w mym opisie; nie twierdzę, ze każdy i że robią to często, ale wystarczy raz na parę lat. I tak; nie ukrywam, ze byłam zdziwiona gdy dowiedziałam się, że niektórzy - ci którzy zapowiadali się lepiej lub gorzej - wiodą życie odmienne od tego co zapowiadała ich wczesna młodość - np. pewna dziewczyna, bardzo słaba uczennica, ograniczona intelektualnie, mieszka w Madrycie (nawet jeśli nie robi tam nic specjalnego - pracuje jako sprzątaczka), mój szkolny bully jest jakimś specjalistą od spraw finansów (nie był specjalnie bystry ani matematycznie uzdolniony) etc. Nie, nie spędza mi to snu z powiek, ale jednak byłam troszkę zdziwiona.
Herbina
 
Posty: 33
Dołączył(a): So, 2 lut 2013, 19:20
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez szosty_krzyzyk » N, 16 paź 2016, 15:37

Herbina napisał(a): zakłada się, że taki mądrala co ma łeb jako ten przysłowiowy sklep, poradzi sobie lepiej niż statystyczny Jan Kowalski. (...) Że zdobędzie władzę, sławę, a w każdym razie pewien stopień zamożności. Że nie rozpłynie się w szarym tłumie. I gdy po latach pytasz o takiego-a-takiego, dziwisz się, że twój dawny kolega nie tylko sobie nie radzi lepiej niż inni, ale wprost przeciwnie

Może to tak, że wszystko przychodziło nam łatwo i nie dowiedzieliśmy się, że na sukces trzeba ciężko pracować i twardo o niego walczyć? Uwierzyliśmy, że sukces przyjdzie sam... W każdym razie ja tak chyba miałem.
szosty_krzyzyk
 
Posty: 10
Dołączył(a): Pn, 25 lip 2016, 16:45
Płeć: M

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez nowiudka » Pn, 14 lis 2016, 18:43

Ja nigdy nie wiedziałam, ze o coś trzeba walczyć. Jakby mi ktoś powiedział, to bym walczyła, a tak poprzechodziło:(
nowiudka
 
Posty: 848
Dołączył(a): Wt, 21 kwi 2015, 21:15
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez szosty_krzyzyk » Wt, 22 lis 2016, 20:33

nowiudka napisał(a):Ja nigdy nie wiedziałam, ze o coś trzeba walczyć. Jakby mi ktoś powiedział, to bym walczyła, a tak poprzechodziło:(


Czy na pewno:( ?
To wcale nie takie oczywiste, że tu miejsce na smutną buźkę. Sukces nie jest absolutnym dobrem, walka nie zawsze jest najlepszą drogą.
szosty_krzyzyk
 
Posty: 10
Dołączył(a): Pn, 25 lip 2016, 16:45
Płeć: M

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Amelia » Wt, 22 lis 2016, 20:56

@Herbina - rozumiem Cię, nawet jeśli jestem w trochę dalszym punkcie, bo żyję między ludźmi i jestem mężatką.
Próbowałam coś odpisać, ale to wymaga przegrzebania się przez pokłady wspomnień, rozczarowań wobec siebie (bo oczekiwania innych wobec mnie też pewnie były, ale przypuszczam, że mniejsze/mniej istotne, niż nam się wydaje), itd, a tego nie lubię. Jakoś z czasem udało mi się ustanowić nowe standardy dla siebie i myślę, że to dobre, choć kiedyś się bałam, że to obniżenie poprzeczki.

szosty_krzyzyk napisał(a):
nowiudka napisał(a):Ja nigdy nie wiedziałam, ze o coś trzeba walczyć. Jakby mi ktoś powiedział, to bym walczyła, a tak poprzechodziło:(


Czy na pewno:( ?
To wcale nie takie oczywiste, że tu miejsce na smutną buźkę. Sukces nie jest absolutnym dobrem, walka nie zawsze jest najlepszą drogą.

To jest warte zastanowienia, faktycznie.
Amelia
 
Posty: 5489
Dołączył(a): Cz, 27 lip 2006, 23:00
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Amelia » Wt, 22 lis 2016, 22:21

szosty_krzyzyk napisał(a):Może to tak, że wszystko przychodziło nam łatwo i nie dowiedzieliśmy się, że na sukces trzeba ciężko pracować i twardo o niego walczyć? Uwierzyliśmy, że sukces przyjdzie sam... W każdym razie ja tak chyba miałem.

Również to wydaje mi się trafne :)
Pamiętam, gdy dwa lata po studiach spotkałam koleżankę (na studiach tłumaczyłam jej matematykę i inne przedmioty, raczej ciężko jej to przychodziło ale była wytrwała i pracowita) - ona całkiem nieźle już sobie radziła zawodowo, mieszkaniowo, itd. a mi jakoś powoli to szło. Z niewielką ilością ludzi utrzymuję kontakt, naszej-klasy i facebooka nigdy nie miałam, więc rzadko kiedy mam okazję to sobie uświadomić.
Albo teraz już doceniam moich rodziców, jak sobie w miarę dobrze ułożyli życie i radzili sobie z dwójką dzieci, bo to nie jest takie oczywiste, jak kiedyś mi się wydawało.
Ostatnio edytowano Wt, 22 lis 2016, 22:41 przez Amelia, łącznie edytowano 2 razy
Amelia
 
Posty: 5489
Dołączył(a): Cz, 27 lip 2006, 23:00
Płeć: K

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez enger369 » Śr, 23 lis 2016, 07:53

Też kiedyś byłem bardziej dojrzały niż obecnie (w moim przypadku tyczy się to dojrzałości emocjonalnej). W wieku 7 lat miałem pierwszy gwałtowny regres w rozwoju emocjonalnym, ale potem "odbiłem" się z niego. Szczyt mojej dojrzałości emocjonalnej przypadł, gdy miałem 15-16 lat. Później stopniowo zacząłem robić się coraz bardziej niedojrzały emocjonalnie i ten wsteczny rozwój emocjonalny trwa do dziś, tak jakby "zmierzając" powoli w stronę emocjonalności niemowlaka.
Ostatnio edytowano Śr, 23 lis 2016, 07:54 przez enger369, łącznie edytowano 1 raz
Trudne dzieciństwo jest jak zbyt radykalne przygotowywanie do późniejszego życia, łatwe dzieciństwo jest jak brak przygotowania do późniejszego życia.

Najrozsądniejsi ludzie wiedzą, że można polubić każde zwierzę oprócz psów, psy działają najbardziej destrukcyjnie na ludzki umysł.
Avatar użytkownika
enger369
 
Posty: 853
Dołączył(a): Pn, 12 lis 2012, 20:33
Płeć: M

Re: Nastolatek - dojrzały, w dorosłości - przerośnięty dziec

Postprzez Amelia » So, 26 lis 2016, 18:29

Mi chodziło o względną dojrzałość, malejącą z czasem w stosunku do rówieśników, ale nie zmniejszającą się.
Ostatnio edytowano So, 26 lis 2016, 18:29 przez Amelia, łącznie edytowano 1 raz
Amelia
 
Posty: 5489
Dołączył(a): Cz, 27 lip 2006, 23:00
Płeć: K


Powrót do Forum otwarte dla każdego

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Arushat i 2 gości