moj brat

Odpowiedz


To pytanie służy do uniemożliwienia automatycznego wysyłania formularza przez boty spamujące.
Uśmieszki
:) ;) ^^ :/ :( :chytry: ;( :oops: :good: :cool: 8-) :D :-) ;-) :o :shock: :? :lol: :x :P :-| :cry: :evil: :twisted: :roll:
Pokaż więcej uśmieszków
BBCode jest włączony
[img] jest włączony
[flash] jest wyłączony
[url] jest włączony
Uśmieszki są włączone
Przegląd wątku
   

Rozszerz widok Przegląd wątku: moj brat

Post przez magic » Pt, 17 wrz 2010, 19:56

Adam Wrzesiński napisał(a):Jest tylko jedno "Ale" . Kiedy miałeś 22 lata. byleś już bardziej zaradny i twoje życie na kompie się nie kończyło.

To prawda. Jeszcze spałem, jadłem, myłem się i przemieszczałem pomiędzy domem i uczelnią. Teraz to samo, tyle że na uczelni pracuję, a nie uczę się, więc przy kompie siedzę prawie non-stop. :)

Jeśli miałbyś ochotę leczyć mnie z "interholizmu", to zapytam, jaki miałby być efekt tej terapii? Magic grający z przyjaciółmi w piłkę? Takie coś nigdy nie istniało. Do wyboru mam komputer albo nic. Zbudowałem sobie życie bazujące na kompie i sieci - i to jest dość szczęśliwe życie. Zdaję sobie sprawę, że może to być trudno zrozumieć ludziom, dla których komputer to dodatek, ot jedno z narzędzi-ułatwiaczy. Czytuję ostatnio entuzjastyczno-fatalistyczne artykuły o "cyfrowych tubylcach" i śmieję się, bo wychodzi, że jestem awangardą ludzkości. :lol:

Adam Wrzesiński napisał(a):Bez wyleczenia interholizmu nie ma mowy o diagnozie,bo ten w głębokim stadium daje podobne objawy do ZA

Obawiam się, że gdyby czekać aż aspi wyleczą się z "interholizmu", to diagnozy trzeba by im dawać dopiero pośmiertnie. Jeśli chodzi o brata autorki wątku, to byłoby łatwiej, gdyby miał jakieś "objawy pozytywne", szczególnie stimy. Ale nie było o tym mowy, więc pewnie ich nie ma. Niestimujący aspi są przez los podwójnie pokrzywdzeni: nie dość, że przyjemność stimowania ich omija, to jeszcze o diagnozę im trudniej.

Adam Wrzesiński napisał(a):A tak na marginesie widząc twój poziom nacechowania zespołem to potężny plus dla Ciebie,że tak szybko zacząłeś wychodzić na swoje...

Dzięki, choć ja sam mam siebie raczej za średniaka, jeśli chodzi o "nasilenie AS". Bez żenady powiem, że jestem dumny z usamodzielnienia, choć w dużej części to zasługa nie moja, tylko ludzi, którzy dali mi szansę.

Gość napisał(a):ludzie w USA i zresztą chyba na całym swiecie , najpierw potwierdzają swoją tożsamość , a ja wypaliłam jak obsluga z fast food-u : so how can I help you?

Aaa... :idea: Mnie Twoja telefoniczna odpowiedź wydała się bardzo profesjonalna, szczególnie porównując z moim bełkotem, gdy zostanę znienacka wyrwany do telefonu. Ale rzeczywiście, chyba lepiej byłoby zacząć od "Speaking", czy coś w tym rodzaju.

Post przez Guest » Pt, 17 wrz 2010, 19:28

MAGIC--------> bo ludzie w USA i zresztą chyba na całym swiecie , najpierw potwierdzają swoją tożsamość , a ja wypaliłam jak obsluga z fast food-u : so how can I help you? :D
-bo to bylo jedyne co przyszło mi do glowy i co akurat w tej chwili pamiętalam , a angielski znam biegle
A wczoraj juz nie mogłam zniesc obecnosci mojego szefa i wreszcie na koniec pracy zamiast grzecznie mu powiedziec bye bye , to mu przerwałam w pół zdania i powiedziałam: ok , have a good weekend.
Gadam jak potłuczona i wcale nie chce samo tak wychodzi , próbuje troche sie kontrolowac i wtedy milknę to mi zarzucają ,że jestem za malo produktywna .

Post przez Adam Wrzesiński » Pt, 17 wrz 2010, 13:24

Usamodzielniłem się w wieku 25 lat, jakby kto pytał. Wcześniej niż wielu NT. Do 33 roku życia nigdy nie kupowałem sosu pomidorowego, ani nie byłem świadomy istnienia takiej substancji. Gdyby ktoś mi kazał to kupić, pewnie bym się zapytał co to jest i jak wygląda. Czekam na epitety i domniemania.

Jest tylko jedno "Ale" . Kiedy miałeś 22 lata. byleś już bardziej zaradny i twoje życie na kompie się nie kończyło.

Bez wyleczenia interholizmu nie ma mowy o diagnozie,bo ten w głębokim stadium daje podobne objawy do ZA

A tak na marginesie widząc twój poziom nacechowania zespołem to potężny plus dla Ciebie,że tak szybko zacząłeś wychodzić na swoje...

Masz całkowitą rację, że ów pomysł był pozbawiony sensu. Ale ja miałem tak, że rozmowy przez telefon bałem się znacznie bardziej niż w cztery oczy. A najbardziej stresowały mnie automatyczne sekretarki, choć przecież wtedy po drugiej stronie nie było nikogo! Nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć.
Może ten jej głos...

Post przez magic » Pt, 17 wrz 2010, 07:44

forget-me-not napisał(a):Ja bym juz wolała zadzwonić niż iść osobiście. Zawsze jednak ten ktoś mnie nie widzi i mam gdzieś czy nawiązuję kontakt wzrokowy, czy mam dobrą postawę i minę, mogę się pobujać, gnieść palce (zakładam słuchawki, więc mogę). Pomysł pojechania z Warszawy do Gdyni w celu zadania pytania jest jak dla mnie bez sensu.

Masz całkowitą rację, że ów pomysł był pozbawiony sensu. Ale ja miałem tak, że rozmowy przez telefon bałem się znacznie bardziej niż w cztery oczy. A najbardziej stresowały mnie automatyczne sekretarki, choć przecież wtedy po drugiej stronie nie było nikogo! Nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć.

forget-me-not napisał(a):Kiedy tylko jest to możliwe, wolę załatwic sprawę pisemnie, np. przez maila.

Niestety przez maila prawie nic się nie da załatwić, chyba że najpierw się telefonicznie z rozmówcą na mail umówi.

Gość napisał(a):ja:halo
pani: hello my name is Lucia g, may I talk to magda kowalski?
ja: aaaa ok , how Can I help you?

A gdzie tu kruczek? Rozmowa wydaje mi się całkowicie poprawna. :)

Post przez fasci-nation » Cz, 16 wrz 2010, 21:56

Bo pomidory są w puszce :lol:
Jak ja nie wiem ocb, to każę sobie to dokładnie opisać, żebym mogła sobie zwizualizować to w głowie. I potem tego szukam. A jak nie mogę znaleźć, to pytam, nie cierpię tego, ale trudno, nie będę szukać do zamknięcia sklepu.


Magic:
Ja bym juz wolała zadzwonić niż iść osobiście. Zawsze jednak ten ktoś mnie nie widzi i mam gdzieś czy nawiązuję kontakt wzrokowy, czy mam dobrą postawę i minę, mogę się pobujać, gnieść palce (zakładam słuchawki, więc mogę). Pomysł pojechania z Warszawy do Gdyni w celu zadania pytania jest jak dla mnie bez sensu.
Kiedy tylko jest to możliwe, wolę załatwic sprawę pisemnie, np. przez maila.

Co do nauki radzenia sobie z podstawowymi rzeczami - u mnie w domu jednym z ulubionych tekstów było "Porządek musi być!" i ja byłam od małego uczona co i jak. Oczywiście, ze róznie bywało, np. popularne określenie "mycie garów" odbierałam jako polecenie umycia samych garnków, a na same "gary" mogłam zareagować wkładając coś do mikrofalówki i ustawiając na funkcję "garen" (gotowanie). Tyle, że ja miałam wtedy 10 lat a nie 22. Wszystko zależy od zasad w danym domu i "kumatości" obiektu.

Post przez Guest » Cz, 16 wrz 2010, 20:59

:smile: MAGIC---co do telefonu to ja mam 30 lat i nie umiem wogole prowadzic konwersacji na poziomie (gadam bzdury , a ostatnio zadzownili do mnie z uniwersytetu z zaproszeniem na jakis tam orientacyjny wykład i rozmowa wyglądała tak (mieszkam w USA więc gadka po angielsku):

ja:halo
pani: hello my name is Lucia g, may I talk to magda kowalski?
ja: aaaa ok , how Can I help you?
LOL :)

A tak a'propo sosu pomidorowego to pamiętam ,że raz matka wysłała mnie do sklepu i kazała kupić "pomidory w słoiku" -tak sie wyraziła ,więc ja chodziłam godzine od sklepu do sklepu poszukując tych cholernych pomidorów.
Po czym wróciłam i mówie NIE MA POMIDORÓW W ŻADNYM SLOIKU ! - a matka: na prawde nigdzie nie sprzedawali koncentratu pomidorwego? to jak ja ugotuje teraz zupe.............
byłam wściekla :twisted:

Post przez magic » Cz, 16 wrz 2010, 20:24

forget-me-not napisał(a):A wiesz, że tak.

Wiem co? Przepraszam, zgubiłem się w dyskusji i nie jestem pewien jaki jest Twój punkt widzenia. Mój jest taki, że człowiek nie rodzi się z żadną z przytoczonych umiejętności i wszystkich musi być nauczony. 22 lata to jest wiek, w którym człowiek przygotowuje się do samodzielności i jest normalne, że jeszcze nie wszystkie umiejętności ma przyswojone. Jeśli nie wie, gdzie się kupuje sos pomidorowy, to może prościej mu to powiedzieć, zamiast wydziwiać i obrzucać go epitetami?

Każdy dojrzewa we własnym tempie. Szczególnie dotyczy to aspich, którzy mają trochę więcej trudności do pokonania niż przeciętny NT. Pokazałem to na przykładzie moich lęków, może śmiesznych i irracjonalnych, ale w owym czasie będących dla mnie realnym i silnym przeciwnikiem. Podobnie jak Ty nie cierpiałem telefonu i moja mama również nie chciała mnie wyręczać. Raz miałem zadzwonić z prostym pytaniem do jakiejś firmy i tak się tego bałem, że postanowiłem pojechać zadać pytanie osobiście, choć oznaczało to podróż z Warszawy do Gdyni i z powrotem (!). Widząc, że na serio szykuję się do podróży, mama nie wytrzymała, zadzwoniła do owej firmy i w minutę załatwiła sprawę. Przysłuchiwałem się tej rozmowie i byłem w niezłym szoku, że "niemożliwą" sprawę można załatwić tak łatwo i szybko. Od tego czasu zmieniłem moje podejście do telefonu. Nie powiem, żebym go polubił, ale raczej starałem się zmuszać niż unikać za wszelką cenę - i w końcu się wyrobiłem. Morał: czasem lepiej urządzić lekcję niż zmuszać.

Rozpisywanie rozmowy na kartce jest bardzo przydatne, ale dopiero na pewnym etapie. Bo co napiszesz, jeśli Twój mózg na myśl o rozmowie wypełnia się paniką i żadne słowa nie przychodzą ci do głowy? Trzeba pokonać tę panikę i jeszcze mieć zestaw zdań-gotowców, z których można by złożyć konwersację. W okresie studiów te gotowce miałem już jako tako opanowane, ale wcześniej - w liceum - miałem z tym duże kłopoty.

Usamodzielniłem się w wieku 25 lat, jakby kto pytał. Wcześniej niż wielu NT. Do 33 roku życia nigdy nie kupowałem sosu pomidorowego, ani nie byłem świadomy istnienia takiej substancji. Gdyby ktoś mi kazał to kupić, pewnie bym się zapytał co to jest i jak wygląda. Czekam na epitety i domniemania.

Post przez fasci-nation » Cz, 16 wrz 2010, 17:37

A wiesz, że tak. Mama nauczyła mnie robic zakupy, dbać o higienę, przygotowywać sobie jedzenie (co jest zdrowe, a co nie), prać, sprzątać, załatwiać sprawy w urzędach itp. Choć nie cierpię dzwonić przez telefon, nie wyręczała mnie, chocbym wydzierała się na całe osiedle. Pisałam sobie na kartce co mam powiedzieć, łącznie z "dzień dobry" i mówiłam to. To samo jak szłam coś załatwić. Jakoś szło.
I dobrze. Całego życia z mamusią nie spędzę.
Jasne, że siedzę za dużo na kompie. Ale poza tym pamiętam o podstawowych sprawach, umiem sie zorganizować i nikt nie musi koło mnie latać. Nawet NT mogliby się ode mnie uczyć, wielu z nich to niezaradne maminsynki (mieszkam w akademiku, to widzę).

Post przez magic » Cz, 16 wrz 2010, 17:26

forget-me-not napisał(a):Bo jest, za przeproszeniem, d... wołowa.

Eee... Zapomnieliśmy już, jacy sami byliśmy. <sarkazm> O przepraszam, świeciliśmy jako wzór samodzielności, rodziców wyręczaliśmy we wszystkich sprawach, a wolne chwile dzieliliśmy pomiędzy uprawianie sportów i zabawianie przyjaciół. </sarkazm>

No to dla odtrutki parę wspomnień w sumie nieźle funkcjonującego aspiego.

Do komputera byłem przywiązany od czasów liceum. Rodzice byli zadowoleni, że komputer wyleczył mnie z poprzedniej "obsesji", daleko bardziej dziwacznej. Dla odtrutki wyciągali mnie w weekendy na spacery, a w lecie zabierali na wakacje. To ostatnie miało dodatkowo taki sens, że jeszcze w okresie studiów obawiali się zostawić mnie na dłużej bez opieki, taki byłem samodzielny.

W końcu odważyli się na kilkudniowy eksperyment kiedy miałem 22-23 lata. Mama przygotowała jedzenie w lodówce i długo wbijała mi do głowy, że mam je jeść. Gdyby tego nie zrobiła, nie tknąłbym niczego, bo nie byłbym pewien, czy to jest dozwolone. Chodziłbym głodny, ewentualnie żarłbym suchy chleb kupiony w osiedlowym sklepie, bo do kupowania chleba byłem przyzwyczajony.

Z zakupami w ogóle był kłopot. Nigdy ich nie lubiłem, a dawniej nawet taka ograniczona i rutynowa interakcja, z jaką ma się do czynienia w sklepie, wprawiała mnie w przerażenie. W okresie studiów walczyłem z tym. Ale pamiętam, jak raz mama znienacka wyskoczyła z żądaniem, abym skoczył do warzywniaka po włoszczyznę. Co prawda w warzywniaku byłem wcześniej tysiąc razy, ale kupowałem kartofle i ewentualnie cebulę, a włoszczyzny nigdy. Spanikowałem i wywiązała się niezła awantura.

Jedzenie na mieście opanowałem w okresie późniejszym. W wieku dwudziestu paru lat bałem się wejść do knajpy, nawet z rodzicami. Przypomina mi się jak raz tata chciał mnie zaciągnąć do Pizzy Hut - urządziłem taką scenę, że lepiej nie opisywać.

Kto jest bez grzechu, niech rzuci kamieniem.

Czy brat autorki wątku ma AS czy nie, tego tu nie osądzimy. Życzę mu tylko, aby nie okazało się, że jest "złym potworem", który zasługuje jedynie na odtrącenie i karanie.

Post przez ważniak » Cz, 16 wrz 2010, 16:46

A mi się wydaje, że to jednak objawy ZA. Zupełnie jakbym czytał o sobie 10 lat wcześniej. Ale ogólnie zgadzam się z Forget-me-not i Amelką. Bratu Świrka bardzo przydałaby się jakaś resocjalizacja, zmiana otoczenia itp. może na początek łagodna żeby się nie zniechęcił

Post przez Amelia » Śr, 15 wrz 2010, 23:55

A może brat ma zmysły w porządku, tylko zasadniczo wszystko olewa?
I tak:
Anonymous napisał(a):Bo mój brat tego nie zauważył do momentu aż mu o tym powiedziałam ... muzyki na zepsutych słuchawkach słuchał kilka dni.

Jest leniwy, więc nie chciało mu się kupić nowych słuchawek. Zapytałaś go zdziwiona czy nie zauważył, a on to potwierdził, bo co mu zależy...

Anonymous napisał(a): Nie zauważa pewnych zmian. Podobnie było ostatnio jak urodziły nam się szczeniaki, było ich 6, ale dwa uśpiliśmy bo były bardzo chore - Maciek nie zauważył, że teraz są 4 pieski.

W sumie lepiej, że powiedział, że nie zauważył, niż że go to nie obchodzi..

Anonymous napisał(a):Z jego pamięcią wzrokową też jest beznadziejnie, nie rozpoznaje ludzi na ulicy, mogę przejść koło niego lub mama a on nas nie rozpozna. W dodatku nie pamięta osób z klasy (z liceum niektórych, z gimnazjum żadnej nie pamięta...) Nawet jak się przytacza czyjeś nazwisko to nie wie o kim mowa.

Skoro nie ma chęci z nikim rozmawiać, to wygodnie jest mu "nie rozpoznawać" i "nie pamiętać".

Anonymous napisał(a):I kolejna sprawa - kiedyś wysłałam go do sklepu po sos pomidorowy i zadał mi pytanie "gdzie mam to kupić" ? Jak się okazało, mój brat nie wie gdzie się kupuje poszczególne rzeczy.

Bywa, że ludzie się tak czasem niby niewinnie, a złośliwie dopytują, gdy nie mają ochoty czegoś zrobić.
Dla odmiany można jeszcze stosować strajk włoski i robić wszystko baaardzo dokładnie, a tym samym powoli :wink:

Oczywiście to tylko teoria, w ramach wywołanej tu burzy mózgów.
Tak czy owak, współczuję serdecznie i nie bardzo wiem, co Ci doradzić.

Post przez ...L » Śr, 15 wrz 2010, 23:13

...

Post przez fasci-nation » Śr, 15 wrz 2010, 14:31

Anonymous napisał(a):Czyli to możliwe, że mój brat nie ma ZA?


Bardzo możliwe.

Anonymous napisał(a):Mam jeszcze pytanie do ludzi z ZA - słuchając muzyki na słuchawkach (np. mp3 albo od kompa) zorientowalibyście się, że jedna słuchawka nie działa? Bo mój brat tego nie zauważył do momentu aż mu o tym powiedziałam ... muzyki na zepsutych słuchawkach słuchał kilka dni.


Zauważam takie zmiany do razu, na słuchawkach i głośnikach.

Anonymous napisał(a):To jest kolejna rzecz dziwna u niego. Nie zauważa pewnych zmian. Podobnie było ostatnio jak urodziły nam się szczeniaki, było ich 6, ale dwa uśpiliśmy bo były bardzo chore - Maciek nie zauważył, że teraz są 4 pieski.


To bym zauważyła od razu, zwłaszcza że uwielbiam pieski. Może za dużo na kompie siedział.

Anonymous napisał(a):Z jego pamięcią wzrokową też jest beznadziejnie, nie rozpoznaje ludzi na ulicy, mogę przejść koło niego lub mama a on nas nie rozpozna. W dodatku nie pamięta osób z klasy (z liceum niektórych, z gimnazjum żadnej nie pamięta...) Nawet jak się przytacza czyjeś nazwisko to nie wie o kim mowa.


Też tak mam. Ale u mnie nie chodzi o pamięć wzrokową, bo tę mam dobrą, tylko o samych ludzi, a konkretnie ich twarze.

Anonymous napisał(a):I kolejna sprawa - kiedyś wysłałam go do sklepu po sos pomidorowy i zadał mi pytanie "gdzie mam to kupić" ? Jak się okazało, mój brat nie wie gdzie się kupuje poszczególne rzeczy.


Bo jest, za przeproszeniem, d... wołowa.

Przydałoby mu się samodzielne mieszkanie, np. w akademiku. Będzie musiał sam robić opłaty i kupować jedzenie. Nauczy się migiem.

Post przez Guest » Śr, 15 wrz 2010, 14:22

Czyli to możliwe, że mój brat nie ma ZA?

Mam jeszcze pytanie do ludzi z ZA - słuchając muzyki na słuchawkach (np. mp3 albo od kompa) zorientowalibyście się, że jedna słuchawka nie działa? Bo mój brat tego nie zauważył do momentu aż mu o tym powiedziałam ... muzyki na zepsutych słuchawkach słuchał kilka dni.

To jest kolejna rzecz dziwna u niego. Nie zauważa pewnych zmian. Podobnie było ostatnio jak urodziły nam się szczeniaki, było ich 6, ale dwa uśpiliśmy bo były bardzo chore - Maciek nie zauważył, że teraz są 4 pieski.

Z jego pamięcią wzrokową też jest beznadziejnie, nie rozpoznaje ludzi na ulicy, mogę przejść koło niego lub mama a on nas nie rozpozna. W dodatku nie pamięta osób z klasy (z liceum niektórych, z gimnazjum żadnej nie pamięta...) Nawet jak się przytacza czyjeś nazwisko to nie wie o kim mowa.

I kolejna sprawa - kiedyś wysłałam go do sklepu po sos pomidorowy i zadał mi pytanie "gdzie mam to kupić" ? Jak się okazało, mój brat nie wie gdzie się kupuje poszczególne rzeczy.

Post przez Adam Wrzesiński » Śr, 15 wrz 2010, 13:28

Moja mama nie przyjmuje do wiadomości tego, że Maciek jest kaleką życiową m.in. przez nią i jej podejście ... dla niej Maciuś jest cacy, bo nie sprawiał takich problemów jak ja ... skończył szkołę jak rówieśnicy (przez to mama jest przekonana, że jest taki sam jak inni), chodzi do dwóch szkół, nie pyskuje, jest "grzeczny" ...

A ja oglądając go dzień w dzień przed komputerem, śpiącego lub chodzącego ze zwieszoną głową po mieszkaniu kiedy nie było prądu ... wyglądał jak zombie ... tępy wzrok, niezdarne ruchy ... i sobie wyrobiłam o nim zdanie ... on nie jest o tyle chory, co otumaniony komputerem i brakiem aktywności.

Ostatnio zaczął pisać nową książkę ... zapytałam się o czym i dostałam odpowiedź "o życiu" ... jak można napisać książkę o życiu jeśli się go nie zna ...

To jest to co mówiłem na początku. Tutaj kluczową rolę odgrywa uzależnienie od internetu. Bez jego wyeleminowania nie ma mowy o niczym więcej. Nałogowcy też mogą zdradzać objawy innych chorób....

Wielu myli alkoholizm ze śpiączką cukrzycową lub padaczką,tak interholizm może mieć objawy ZA...

Post przez Guest » Śr, 15 wrz 2010, 10:29

No to frytki polecam w tej sytuacji

Przykro mi ale ja nie jem ziemniaków :lol: a nie mam zamiaru jeść syfu przez to, że brat nie potrafi gospodarować pieniędzmi ...

W pierwszy dzień poszłam na obiad do babci, w drugi zrobiłam naleśniki ...


Nie wiem czy twój brat ma ZA, czy nie, ale przydałaby mu się porządna lekcja samodzielności. Wydaje mi się być rozpieszczonym gnojkiem, którego całe życie rodzice rozpieszczali. Dobrze by mu zrobiło jakbyście przestali cackać się z nim jak z dwulatkiem.

Moja mama nie przyjmuje do wiadomości tego, że Maciek jest kaleką życiową m.in. przez nią i jej podejście ... dla niej Maciuś jest cacy, bo nie sprawiał takich problemów jak ja ... skończył szkołę jak rówieśnicy (przez to mama jest przekonana, że jest taki sam jak inni), chodzi do dwóch szkół, nie pyskuje, jest "grzeczny" ...

A ja oglądając go dzień w dzień przed komputerem, śpiącego lub chodzącego ze zwieszoną głową po mieszkaniu kiedy nie było prądu ... wyglądał jak zombie ... tępy wzrok, niezdarne ruchy ... i sobie wyrobiłam o nim zdanie ... on nie jest o tyle chory, co otumaniony komputerem i brakiem aktywności.

Ostatnio zaczął pisać nową książkę ... zapytałam się o czym i dostałam odpowiedź "o życiu" ... jak można napisać książkę o życiu jeśli się go nie zna ...

Post przez Amelia » Wt, 14 wrz 2010, 01:35

Racja.

Post przez fasci-nation » Wt, 14 wrz 2010, 01:01

Nie wiem czy twój brat ma ZA, czy nie, ale przydałaby mu się porządna lekcja samodzielności. Wydaje mi się być rozpieszczonym gnojkiem, którego całe życie rodzice rozpieszczali. Dobrze by mu zrobiło jakbyście przestali cackać się z nim jak z dwulatkiem.

Post przez Kris » Pn, 13 wrz 2010, 21:55

Anonymous napisał(a):Kurczę, momentami nie mam do niego siły... od kilku dni jesteśmy sami w domu, bo rodzice wyjechali do Niemiec ... w piątek brat przespał cały dzień, potem siedział przy kompie do 3 nad ranem :x yhhhh nie przypomniałam mu, że trzeba coś zjeść i chyba nic nie jadł wtedy. Kolejne dni mijały podobnie - spanie i komputer. Dzisiaj mnie wyprowadził z równowagi, bo zostawiłam w pokoju pieniądze na zakupy i znikły ... dzwoniłam do niego (pojechał do Katowic coś tam załatwić na uczelni) i okazało się, że nie miał na busa ... tylko po co brał aż 50zł ... pytałam się ile mu zostało to powiedział, że ok. 15 zł, bo jadł na mieście :x :x :x :x RRRR ... tak więc dzisiaj i jutro obiadu nie będzie, bo nie mam już pieniążków :?


No to frytki polecam w tej sytuacji.

Ale dał radę zjeść na mieście. Widocznie głód go naprawdę przycisnął. Ja nie przepadam (delikatnie mówiąc) za jadaniem w knajpach/barach mlecznych.

Post przez Guest » Pn, 13 wrz 2010, 15:13

Kurczę, momentami nie mam do niego siły... od kilku dni jesteśmy sami w domu, bo rodzice wyjechali do Niemiec ... w piątek brat przespał cały dzień, potem siedział przy kompie do 3 nad ranem :x yhhhh nie przypomniałam mu, że trzeba coś zjeść i chyba nic nie jadł wtedy. Kolejne dni mijały podobnie - spanie i komputer. Dzisiaj mnie wyprowadził z równowagi, bo zostawiłam w pokoju pieniądze na zakupy i znikły ... dzwoniłam do niego (pojechał do Katowic coś tam załatwić na uczelni) i okazało się, że nie miał na busa ... tylko po co brał aż 50zł ... pytałam się ile mu zostało to powiedział, że ok. 15 zł, bo jadł na mieście :x :x :x :x RRRR ... tak więc dzisiaj i jutro obiadu nie będzie, bo nie mam już pieniążków :?

Post przez Adam Wrzesiński » Pn, 13 wrz 2010, 14:23

Rodziny Soprano teraz nie ma, są praktyki i komputer. Właśnie Maciej wrócił z praktyk, od razu rzucił się do komputera, nawet "cześć" nie powiedział.

Później spróbuje z nim nawiązać dialog o grze, narazie musze odkurzyć, pobiegać z psami i dokończyć obiad Smile ale po obowiązkach zarezerwuje sobie czas na "męczenie" brata lawiną pytań.

a) nie czekaj proszę Cię na "cześć",tylko od razu. "Może w dwójkę sobie pogramy:-)"
Musisz działać szybko,jeśli moment "kontaktu z rzeczywistością" w domu
jest aż tak krótki.
Musisz wejść mu na " otwartą linię":)

Post przez Guest » Cz, 9 wrz 2010, 14:18


A próbowałaś rozmawiać między "Rodziną Soprano" a kompem ?


Rodziny Soprano teraz nie ma, są praktyki i komputer. Właśnie Maciej wrócił z praktyk, od razu rzucił się do komputera, nawet "cześć" nie powiedział.

Później spróbuje z nim nawiązać dialog o grze, narazie musze odkurzyć, pobiegać z psami i dokończyć obiad :) ale po obowiązkach zarezerwuje sobie czas na "męczenie" brata lawiną pytań.

Post przez Adam Wrzesiński » Cz, 9 wrz 2010, 11:20

Jak to było ... nie ma pracy z moim wykształceniem ... ale szukam cały czas, z samych sesji zdjęciowych nie wyżyje bo to starcza mi na opłacenie telefonu i małe przyjemności ...

Jak to mówił Krzynówek na euro... Byle do przodu...

Problem w tym, że rozmowa z nim to jak gadanie do ściany, nie wiem czy nie chce mu sie odpowiadać na pytania czy całą swoją uwagę poświęca komputerowi. Nie wiem, czy olewa mnie bo myśli że jestem za głupia na rozmowe czy zwyczajnie nie chce mu się rozmawiać. Jak siedzi na komputerze to jeszcze zakłada słuchawki na uszy, więc nawet nie mogę zawołać go na obiad z kuchni tylko osobiście do niego przychodzę ... no i często kończy się tak, że on się denerwuje bo go strasze...jest nagle oderwany od swoich zajęć i wraca do rzeczywistości, to chyba sprawia mu
lekki szok

A próbowałaś rozmawiać między "Rodziną Soprano" a kompem ?
Wówczas zaproponuj mu multiplayera:-)

To jest chyba ten krótki moment kiedy jest z Nim kontakt.
Koniecznie zacznij od gry...

Post przez Guest » Cz, 9 wrz 2010, 10:00

Spróbuj poszukać bardziej stabilnej pracy. Z dyspozycyjnością nie było by
kłopotów( jeśli masz co drugi weekend). Jeśli tylko szkoła i praca są stosunkowo niedaleko od domu. Będzie ciężej,ale sobie będziesz radziła sobie coraz lepiej,bo będziesz się "odtruwała"


Jak to było ... nie ma pracy z moim wykształceniem ... :? ale szukam cały czas, z samych sesji zdjęciowych nie wyżyje bo to starcza mi na opłacenie telefonu i małe przyjemności ...

A może zagadaj go tą grą jaką gra,może jak usłyszy,że chciałabyś spróbować może by się udało.... Spróbuj:-)

Problem w tym, że rozmowa z nim to jak gadanie do ściany, nie wiem czy nie chce mu sie odpowiadać na pytania czy całą swoją uwagę poświęca komputerowi. Nie wiem, czy olewa mnie bo myśli że jestem za głupia na rozmowe czy zwyczajnie nie chce mu się rozmawiać. Jak siedzi na komputerze to jeszcze zakłada słuchawki na uszy, więc nawet nie mogę zawołać go na obiad z kuchni tylko osobiście do niego przychodzę ... no i często kończy się tak, że on się denerwuje bo go strasze...jest nagle oderwany od swoich zajęć i wraca do rzeczywistości, to chyba sprawia mu lekki szok.

1. Bylebyś ty Się nigdy nie poddałaSmile

Na dzień dzisiejszy nie ma takich możliwości, jestem bardzo uparta. Osiołek przy mnie to spoko zwierzaczek :)

2."cud" to jest rzecz względna. Na początku wymagaj od niego i siebie niewielkich rzeczy,a potem w miarę postępów podwyższaj poprzeczkę.

Pewnie będę tak robić, ale ciężko mi zacząć...

Rozmowa z nim to moje gadanie, z niego odpowiedzi trzeba na siłe wyciągać, i tak może usłysze kilka suchych słów, bez rozbudowanych opisów... wiem, że odpowiada tylko dlatego żebym się odczepiła i dała sobie siana. Pytałam się jak jego praktyki w szkole i też było ciężko aby uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź. Nie opowiadał o dzieciakach jak się zachowują, śmiesznych sytuacjach, nauczycielach czy nawet materiale jaki teraz biorą ... z trudem dowiedziałam się w której szkole ma praktyki i że ma przydzielone klasy od 4 do 6 ...

pozdrawiam

Post przez magic » So, 4 wrz 2010, 06:32

Goku napisał(a):Ale niczym się nie rożni od grania z botami. Nie wiem czego się tu można bać.

Zależy jaka gra. Jak bezmyślna strzelanka, to faktycznie.

Post przez Goku » So, 4 wrz 2010, 03:02

magic napisał(a):Granie przez sieć to jest jednak interakcja z innymi graczami. Podziwiam, ja bym się bał.

Ale niczym się nie rożni od grania z botami. Nie wiem czego się tu można bać.

Post przez Adam Wrzesiński » Pt, 3 wrz 2010, 14:10

Pewnie o takiego specjalistę jest bardzo ciężko ... Sad
Więcej powiedzą Ci inni forumowicze,ale powinien pomóc najbliższy odział Krajowego Towarzystwa Autystycznego

Koleżanki studiują w większych miastach i tam wynajmują mieszkania, mi zależy aby być tu na miejscu Smile Dostałam propozycje od swojego "teścia", że mogę się do nich przeprowadzić, bo jest całe piętro wolne, ale jednak to jeszcze za wcześnie, a moja praca jest bardziej dorywcza i różnie to u mnie bywa z pieniążkami Confused ale kto wie - może w przyszłym roku tam zamieszkam, w końcu do swojego domu rodzinnego miałabym 5 minut Smile


Spróbuj poszukać bardziej stabilnej pracy. Z dyspozycyjnością nie było by
kłopotów( jeśli masz co drugi weekend). Jeśli tylko szkoła i praca są stosunkowo niedaleko od domu. Będzie ciężej,ale sobie będziesz radziła sobie coraz lepiej,bo będziesz się "odtruwała"

Często do niego mówię, ale on jakby mnie nie słyszał, kiedy mu zwracam uwagę żeby słuchał i mi odpowiedział, to wszystko muszę powtarzać ... i przeważnie nie uzyskam odpowiedzi, bo nie ma szans, żebym nawiązała z nim kontakt kiedy siedzi przy kompie lub ogląda film. Nie ma podzielnej uwagi, ciężko mu oderwać się na chwilę od swoich zajęć. Czasem wygląda to jakbym wygłaszała monolog ... Confused No i jak mu zadaje pytania "trudne" tak jak ostatnio "co chcesz robić w życiu?" to też ciężko o kilka zdań z jego ust.

A może zagadaj go tą grą jaką gra,może jak usłyszy,że chciałabyś spróbować może by się udało.... Spróbuj:-)

Osobiście uważam, że jeśli chory chce współpracować i otoczenie również chce pomóc, to rehabilitacja potrafi zdziałać cuda. Nieważne, czy osoba jest upośledzona fizycznie czy psychicznie, praca i trud włożone w leczenie i życie na poziomie dają efekty, czasem zadziwiające.

Niestety, ale dużo rodzin niepełnosprawnych poddaje się lub nie wierzy, że da się poprawić stan chorej osoby ...


1. Bylebyś ty Się nigdy nie poddała:)
2."cud" to jest rzecz względna. Na początku wymagaj od niego i siebie niewielkich rzeczy,a potem w miarę postępów podwyższaj poprzeczkę.

Post przez gość » Pt, 3 wrz 2010, 10:03

Praca,dom,brat,nauka... podziwiam Cię...

Dzięki ... raz jest lepiej, raz jest gorzej ... ale da się tak żyć :)

Warto poszukać specjalistę od intergacji sensorycznej.

Pewnie o takiego specjaliste jest bardzo ciężko ... :(

A koleżanki nie szukają współlokatorki? Brata możesz odwiedzać

Koleżanki studiują w większych miastach i tam wynajmują mieszkania, mi zależy aby być tu na miejscu :) Dostałam propozycje od swojego "teścia", że mogę się do nich przeprowadzić, bo jest całe piętro wolne, ale jednak to jeszcze za wcześnie, a moja praca jest bardziej dorywcza i różnie to u mnie bywa z pieniążkami :? ale kto wie - może w przyszłym roku tam zamieszkam, w końcu do swojego domu rodzinnego miałabym 5 minut :)

Wniosek jest,że trzeba rozmawiać z Maćkiem,choć Ci nie odpowie. Powiedz,że się boisz o niego,że chwilami jesteś bezradna...

Może nie odpowie,ale sama próba kontaktu zdziałać powinna cuda.
Nawet ogrodnik rozmawia ze swoimi roślinami.Nie odpowiedzą,ale urosną,informuj zawsze co u ciebie...


Często do niego mówię, ale on jakby mnie nie słyszał, kiedy mu zwracam uwagę żeby słuchał i mi odpowiedział, to wszystko muszę powtarzać ... i przeważnie nie uzyskam odpowiedzi, bo nie ma szans, żebym nawiązała z nim kontakt kiedy siedzi przy kompie lub ogląda film. Nie ma podzielnej uwagi, ciężko mu oderwać się na chwilę od swoich zajęć. Czasem wygląda to jakbym wygłaszała monolog ... :? No i jak mu zadaje pytania "trudne" tak jak ostatnio "co chcesz robić w życiu?" to też ciężko o kilka zdań z jego ust.

Takie podejście dołuje. Znam chłopca,który nauczył się chodzić w wieku 10 lat. Też miał nie mówić,nie chodzić....
Dziewczynę z zespołem Downa,która zrobiła maturę i studiuje.
To nie jest ciągnięcie za rękę,ale coś co się rozumie jako : Dasz sobie radę ,jesteś lepszy i silniejszy niż mówią ci szarlatani. Trzeba napełnić nadzieją-że nic nie jest stracone(choć czasami rzeczywiście nic nie da się zrobić)


Osobiście uważam, że jeśli chory chce współpracować i otoczenie również chce pomóc, to rehabilitacja potrafi zdziałać cuda. Nieważne, czy osoba jest upośledzona fizycznie czy psychicznie, praca i trud włożone w leczenie i życie na poziomie dają efekty, czasem zadziwiające.

Niestety, ale dużo rodzin niepełnosprawnych poddaje się lub nie wierzy, że da się poprawić stan chorej osoby ...

Post przez Adam Wrzesiński » Cz, 2 wrz 2010, 13:00

Rozmawiałam z nim o przyszłości, bardzo niechętnie chciał odpowiadać. Najpierw stwierdził, że do zakończenia jego edukacji jest daleko więc nie będzie o tym myśleć. Ale ja naciskałam aby coś powiedział sensownego, dopytywałam się i dowiedziałam się, że na pewno nie chce być nauczycielem (za to ewentualnie może uczyć w szkole językowej bo dla niego to nie nauczyciel jak sam powiedział). Uznał również, że po polonistyce i kolegium nauczycielskim z angielskiego będzie mógł śmiało zostać przewodnikiem turystycznym Rolling Eyes ... ehhhh ... wyprowadziłam go z błędu, że raczej nim nie zostanie, bo musiałby jeszcze skończyć turystyke lub jakieś kursy ... no i oczywiście dowiedziałam się, że chce pisać powieści i to będzie jego "zawód", bo uważa się za super dobrego i jest pewien, że ktoś wyda jego książke (niestety ale w tym biznesie trzeba mieć talent, szczęście i przydają się znajomości...)

...Albo w szkole prywatnej,gdzie jest mniej ludzi. Coś na początek

Za nauke mojego brata płacą z tego względu przede wszystkim, że nie miałby kiedy podjąć prace (w tygodniu polonistyka, w weekendy kolegium). Wiedzą również, że nie garnie się do roboty - doświadczyliśmy tego kiedy Maciek zawalił jeden semestr i przez pół roku siedział w domu, wychodził tylko w weekendy do drugiej szkoły, mama prosiła go aby znalazł jakąs pracę, bo ma wolny czas a szkoła kosztuje ... prośby jednak nic nie dały. U mnie sytuacja wygląda inaczej ponieważ szkołę mam dużo droższą, po za tym zajęcia mam co drugi weekend więc praca jest tutaj konieczna Razz Mi to nawet na rękę, bo mam nadzieję, że niedługo zmienię miejsce zamieszkania Smile

Praca,dom,brat,nauka... podziwiam Cię...
Mam nadzieję, że z lekkim zatruciem nie poleci na pogotowie Razz Już były sytuacje, że jak miał katar to biegł do lekarza i prosił o antybiotyki Very Happy a jak się lekko skaleczył w palca to chciał go szyć Smile Maciej jest bardzo wyczulony na ból, jak zatnie się przy goleniu to siedzi mniej więcej pół godziny z wacikiem przy twarzy żeby zatamować krwawienie a potem przykleja plasterek. To samo gdy jakimś cudem się skaleczy, coś mu się wbije, otrze skórę ... uwierzcie mi, że jak kiedyś zrobił mu się większy pryszcz na czole to próbował zabandażować sobie głowę ...

To zapłaci za nieuzasadnione wezwanie pogotowia. Warto poszukać specjalistę od intergacji sensorycznej. Może coś zrobi z tym bólem


Dzięki Smile rodzice rzucili mnie na głęboką wodę, nie podobało mi się to, ale wiem, że zyskałam na tym ... mimo iż po części obwiniam ich za moją wcześniejszą chorobę i problemy (ogólnie relacje u mnie w domu były i nadal są "niezdrowe", nawet psycholog radził mi abym szybko się stąd wyrwała dla własnego dobra)


A koleżanki nie szukają współlokatorki? Brata możesz odwiedzać

Tego nigdy nie zrozumie niestety Sad Nie wyobrażam sobie życia w grupie, jestem osobą lubiącą kontakty z ludźmi, dlatego tak trudno mi pojąć jak można izolować się od społeczeństwa, kontaktów z ludźmi ... gdybym miała siedzieć jak Maciek to oszalałabym ... ale wiem, że gdyby on prowadził taki tryb życia jak ja to myśle, że rozchorowałby się lub byłoby mu bardzo źle, niezręcznie itp.

Dlatego cały czas tłumacze sobie, że nie zmienie tego jaki jest, ale można coś z niego wykrzesać (nie wiem jednak jak). Chcę jeszcze jakoś mu pomóc, ułatwić start w tą prawdziwą dorosłość póki tutaj mieszkam. Beznadziejne relacje bliskich jednak w tym nie pomogą - u nas panuje brak tolerancji, narzucanie określonych zasad, brak zrozumienia, nie ma dyskusji, rozmowy, zwierzeń ... można powiedzieć, że ciepło rodzinne nie istnieje.

Wniosek jest,że trzeba rozmawiać z Maćkiem,choć Ci nie odpowie. Powiedz,że się boisz o niego,że chwilami jesteś bezradna...

Może nie odpowie,ale sama próba kontaktu zdziałać powinna cuda.
Nawet ogrodnik rozmawia ze swoimi roślinami.Nie odpowiedzą,ale urosną,informuj zawsze co u ciebie...
Porażenie mózgowe nie jest chorobą, tylko wadą rozwojową mającą swoje źródło w uszkodzeniu mózgu. To uszkodzenie jest trwałe - to znaczy, że po tym gdy nastąpi, nie zwiększa się ani nie zmniejsza. Terapią można częściowo złagodzić objawy, a przede wszystkim nauczyć jak obchodzić trudności. Uszkodzenie może być większe lub mniejsze: niektórzy cierpiący na porażenie nie chodzą i nie mówią, inni mają jedynie niewielki niedowład kończyn po jednej stronie ciała.

O ile nikt rozsądny nie powie osobie z porażeniem "spójrz na siebie, weź się w garść i wyskakuj z wózka", to my aspi bardzo często się z takimi radami spotykamy. Co gorsza, często połączonymi z gniewem i obwinianiem. "Przecież to takie proste, wystarczy się odblokować, otworzyć... Dlaczego nie chcesz tego zrobić? Wystarczy tylko chcieć." Ręka w górę, kto takich porad nie słyszał, nie usiłował ich zastosować, nie dostał po łbie za dobre chęci i nie obwiniał się za to, że znowu się nie udało.


Takie podejście dołuje. Znam chłopca,który nauczył się chodzić w wieku 10 lat. Też miał nie mówić,nie chodzić....
Dziewczynę z zespołem Downa,która zrobiła maturę i studiuje.
To nie jest ciągnięcie za rękę,ale coś co się rozumie jako : Dasz sobie radę ,jesteś lepszy i silniejszy niż mówią ci szarlatani. Trzeba napełnić nadzieją-że nic nie jest stracone(choć czasami rzeczywiście nic nie da się zrobić)

Post przez gość » Śr, 1 wrz 2010, 23:31

To może zostanie "administratorem sieci informatycznych", jak wielu ludzi po studiach humanistycznych. Albo kimś innym, byle nie rencistą.

Rozmawiałam z nim o przyszłości, bardzo niechętnie chciał odpowiadać. Najpierw stwierdził, że do zakończenia jego edukacji jest daleko więc nie będzie o tym myśleć. Ale ja naciskałam aby coś powiedział sensownego, dopytywałam się i dowiedziałam się, że na pewno nie chce być nauczycielem (za to ewentualnie może uczyć w szkole językowej bo dla niego to nie nauczyciel jak sam powiedział). Uznał również, że po polonistyce i kolegium nauczycielskim z angielskiego będzie mógł śmiało zostać przewodnikiem turystycznym :roll: ... ehhhh ... wyprowadziłam go z błędu, że raczej nim nie zostanie, bo musiałby jeszcze skończyć turystyke lub jakieś kursy ... no i oczywiście dowiedziałam się, że chce pisać powieści i to będzie jego "zawód", bo uważa się za super dobrego i jest pewien, że ktoś wyda jego książke (niestety ale w tym biznesie trzeba mieć talent, szczęście i przydają się znajomości...)


Czy zrozumiałem dobrze - rodzice płacą za naukę Twojego brata, a za Twoją nie? Dopytuję się, bo trudno mi uwierzyć w tak szokujący układ. Shocked

Za nauke mojego brata płacą z tego względu przede wszystkim, że nie miałby kiedy podjąć prace (w tygodniu polonistyka, w weekendy kolegium). Wiedzą również, że nie garnie się do roboty - doświadczyliśmy tego kiedy Maciek zawalił jeden semestr i przez pół roku siedział w domu, wychodził tylko w weekendy do drugiej szkoły, mama prosiła go aby znalazł jakąs pracę, bo ma wolny czas a szkoła kosztuje ... prośby jednak nic nie dały. U mnie sytuacja wygląda inaczej ponieważ szkołę mam dużo droższą, po za tym zajęcia mam co drugi weekend więc praca jest tutaj konieczna :P Mi to nawet na rękę, bo mam nadzieję, że niedługo zmienię miejsce zamieszkania :)

A Maciek co na to powiedział?

Nic - on rzadko się odzywa, generalnie odpowiada półsłówkami albo wzrusza ramionami.

Opamięta się po pierwszym "samodzielnym" zatruciu. Sam to kiedyś przerabiałem

Mam nadzieję, że z lekkim zatruciem nie poleci na pogotowie :P Już były sytuacje, że jak miał katar to biegł do lekarza i prosił o antybiotyki :D a jak się lekko skaleczył w palca to chciał go szyć :) Maciej jest bardzo wyczulony na ból, jak zatnie się przy goleniu to siedzi mniej więcej pół godziny z wacikiem przy twarzy żeby zatamować krwawienie a potem przykleja plasterek. To samo gdy jakimś cudem się skaleczy, coś mu się wbije, otrze skórę ... uwierzcie mi, że jak kiedyś zrobił mu się większy pryszcz na czole to próbował zabandażować sobie głowę ...

Niektórzy dojrzewają wcześniej, inni później. Jestem pełen podziwu dla Ciebie, bo ja w wieku 20 lat byłem jeszcze zupełnym dzieciakiem, nie potrafiącym zadbać o samego siebie, nawet w najprostszych sprawach.

Dzięki :) rodzice rzucili mnie na głęboką wodę, nie podobało mi się to, ale wiem, że zyskałam na tym ... mimo iż po części obwiniam ich za moją wcześniejszą chorobę i problemy (ogólnie relacje u mnie w domu były i nadal są "niezdrowe", nawet psycholog radził mi abym szybko się stąd wyrwała dla własnego dobra)

Mnie w grupie wcale nie jest raźniej. Przeciwnie, tak się boję, że kogoś niechcący obrażę, że obawiam się odezwać. Układam sobie w myślach, co powiedzieć, ale zwykle nie jestem pewien, czy dobrze wymyśliłem, więc nie mówię nic. Generalnie więc unikam spędów. W małych grupach (max 4 osoby) idzie mi lepiej, szczególnie jeśli są to osoby dobrze mi znane i przyzwyczajone do mnie. Ale i w takich przypadkach muszę mocno główkować i kontrolować się. Ciężka robota, po takich akcjach jestem wypompowany z sił.

Tego nigdy nie zrozumie niestety :( Nie wyobrażam sobie życia w grupie, jestem osobą lubiącą kontakty z ludźmi, dlatego tak trudno mi pojąć jak można izolować się od społeczeństwa, kontaktów z ludźmi ... gdybym miała siedzieć jak Maciek to oszalałabym ... ale wiem, że gdyby on prowadził taki tryb życia jak ja to myśle, że rozchorowałby się lub byłoby mu bardzo źle, niezręcznie itp.

Dlatego cały czas tłumacze sobie, że nie zmienie tego jaki jest, ale można coś z niego wykrzesać (nie wiem jednak jak). Chcę jeszcze jakoś mu pomóc, ułatwić start w tą prawdziwą dorosłość póki tutaj mieszkam. Beznadziejne relacje bliskich jednak w tym nie pomogą - u nas panuje brak tolerancji, narzucanie określonych zasad, brak zrozumienia, nie ma dyskusji, rozmowy, zwierzeń ... można powiedzieć, że ciepło rodzinne nie istnieje.

Post przez magic » Śr, 1 wrz 2010, 19:15

gość napisał(a):Tak, ale ostatnio kiedy wspominał o rzuceniu studiów narzekał na swoją specjalizacje, że nie poradzi sobie, to nie jest jego powołanie itp.

To może zostanie "administratorem sieci informatycznych", jak wielu ludzi po studiach humanistycznych. Albo kimś innym, byle nie rencistą.

gość napisał(a):Też go podziwiam, w dodatku jedno jego opowiadanie które czytałam jest boskie!

Trzymam kciuki, aby mu się udało!

gość napisał(a):Szczerze to wolałabym żeby kontaktował się z ludźmi w realu :P

A to dlaczego? Obecnie sieć w coraz większym stopniu służy do nawiązywania znajomości, które można następnie kontynuować w realu. Dla nieśmiałej osoby jest to duże ułatwienie. Nie mówiąc o tym, że w sieci jest większy wybór potencjalnych znajomych i łatwiej znaleźć akceptację.

gość napisał(a):[...] dla mnie jest to normalne że jak ma się 20 lat to już umie się gospodarować czasem, dbać o dom, pracować, uczyć się, zarabiać własne pieniądze itp.

Niektórzy dojrzewają wcześniej, inni później. Jestem pełen podziwu dla Ciebie, bo ja w wieku 20 lat byłem jeszcze zupełnym dzieciakiem, nie potrafiącym zadbać o samego siebie, nawet w najprostszych sprawach.

gość napisał(a):No bardzo ma fajnie, niestety ale mnie to już nie dotkło bo za swoją szkołę muszę sama płacic :P

Czy zrozumiałem dobrze - rodzice płacą za naukę Twojego brata, a za Twoją nie? Dopytuję się, bo trudno mi uwierzyć w tak szokujący układ. :shock:

gość napisał(a):Wczoraj była taka sytuacja, że mama prosiła mnie abym wysłała list priorytetem. Akurat brat wychodził załatwić sobie praktyki i powiedziałam, że Maciek ma po drodze i spokojnie może wysłać ... no i usłyszałam od mamy: "to ja sama sobie wyśle".

A Maciek co na to powiedział?

gość napisał(a):[...] ale obawiam się, że jeśli brat kiedyś będzie mieszkać sam, to podupadnie na zdrowiu, bo będzie jeść same sztuczności. Wiem, że ma słabość do fastfoodów i szybkich dań :P

Opamięta się po pierwszym "samodzielnym" zatruciu. Sam to kiedyś przerabiałem. :wink:

gość napisał(a):W grupie jest raźniej i weselej :P

Jak dla kogo. Dla Ciebie tak, dla Twojego brata pewnie nie. Mnie w grupie wcale nie jest raźniej. Przeciwnie, tak się boję, że kogoś niechcący obrażę, że obawiam się odezwać. Układam sobie w myślach, co powiedzieć, ale zwykle nie jestem pewien, czy dobrze wymyśliłem, więc nie mówię nic. Generalnie więc unikam spędów. W małych grupach (max 4 osoby) idzie mi lepiej, szczególnie jeśli są to osoby dobrze mi znane i przyzwyczajone do mnie. Ale i w takich przypadkach muszę mocno główkować i kontrolować się. Ciężka robota, po takich akcjach jestem wypompowany z sił.

I jeszcze odpowiedź do Adama.

Adam Wrzesiński napisał(a):Porażenie mózgowe to nie taka beznadziejna sprawa. Są przypadki o przykuciu do wózka,a są też tacy,którym po chorobie została wada wymowy i lekko niepewny chód. Czyli da się!

Porażenie mózgowe nie jest chorobą, tylko wadą rozwojową mającą swoje źródło w uszkodzeniu mózgu. To uszkodzenie jest trwałe - to znaczy, że po tym gdy nastąpi, nie zwiększa się ani nie zmniejsza. Terapią można częściowo złagodzić objawy, a przede wszystkim nauczyć jak obchodzić trudności. Uszkodzenie może być większe lub mniejsze: niektórzy cierpiący na porażenie nie chodzą i nie mówią, inni mają jedynie niewielki niedowład kończyn po jednej stronie ciała.

O ile nikt rozsądny nie powie osobie z porażeniem "spójrz na siebie, weź się w garść i wyskakuj z wózka", to my aspi bardzo często się z takimi radami spotykamy. Co gorsza, często połączonymi z gniewem i obwinianiem. "Przecież to takie proste, wystarczy się odblokować, otworzyć... Dlaczego nie chcesz tego zrobić? Wystarczy tylko chcieć." Ręka w górę, kto takich porad nie słyszał, nie usiłował ich zastosować, nie dostał po łbie za dobre chęci i nie obwiniał się za to, że znowu się nie udało.

Post przez . » Śr, 1 wrz 2010, 14:55

No pewnie, że nie Smile ale obawiam się, że jeśli brat kiedyś będzie mieszkać sam, to podupadnie na zdrowiu, bo będzie jeść same sztuczności. Wiem, że ma słabość do fastfoodów i szybkich dań Razz



To bardzo budujące,że tego się obawiasz, ale to nadal tylko obawy - jeśli nie zacznie mieszkać sam, to nigdy się o tym nie przekonasz.
Generalnie wszystko co piszesz, opiera się na TWOICH OBAWACH ( wynikających jednakowoż z Twoich obserwacji), z własnego doświadczenia wiem,że obawy bardzo często okazują się w praktyce nieuzasadnione.
No chyba,że Twoim zamiarem, było jedynie przedstawić Twoje obawy - wtedy bardzo przepraszam za komentarz :)

Adam, niektórzy "delikwenci" z porażeniem mózgowym mają jedynie nieznaczne objawy "fizyczne" - od samego początku porażenia,że użyję takiego sformułowania.

Post przez Adam Wrzesiński » Śr, 1 wrz 2010, 14:29

magic napisał(a):
Adam Wrzesiński napisał(a):Może i "protezy",ale co jeśli jest szansa ,że będzie mógł poruszać się bez nich. Ja nauczyłem się chodzić w wieku pięciu lat,a mogłem wcześniej,ale ...nie chciałem .W wózku było wygodnie,nie padało na mnie itp(najprawdopodobniej).
Wymusiła mama na mnie chodzenie i dziękuję jej za to!

Adam, Zespół Aspergera nie bierze się stąd, że się chce lub nie chce. Przepraszam, nie jestem zorientowany co do tego, jaka była przyczyna Twoich problemów w dzieciństwie, ale gdybyś cierpiał np. na porażenie mózgowe, to Twoja mama niewiele by wskórała wymuszaniem, prośbą ani groźbą.


1. Mogę powiedzieć,że lekarze mieli problem ze zdiagnozowaniem mnie.
Do piątego roku życia.Nie mówiłem,miałem problem z opanowaniem najprostszych umiejętności ruchowych,cechy autystyczne i lekarze na " odczep się dali mi opóźnienie umysłowe znaczne,które dzięki mamie z czasem malało.Przełom nastąpił w piątym roku życia,kiedy nie tylko nauczyłem się porządnie mówić i chodzić,ale i ... czytać.

2.Porażenie mózgowe to nie taka beznadziejna sprawa. Są przypadki o przykuciu do wózka,a są też tacy,którym po chorobie została wada wymowy i lekko niepewny chód.
Czyli da się!

Post przez gość » Wt, 31 sie 2010, 13:14

Obawiam się,że cała postawa,to nie tyle(albo nie tylko) chęć pomocy zagubionemu człowiekowi,ale reakcja na skrajnie traktowanie przez rodziców rodzeństwa. Z tego co zrozumiałem,nasza koleżanka była tylko dla rodziców siłą roboczą oblepioną zakazami nakazami i odpowiedzialnością starszej siostry, a cała miłość dana została bratu. Niezależnie kto dostał większą część uwagi rodziców;jest to niebezpieczne,bo tak najszybciej poróźnić rodzeństwo.


Akurat Maciek jest moim starszym bratem, jestem od niego młodsza o 2 lata :) Chcę mu pomóc, aby był bardziej zaradny, to że w domu jest nie rowny podzial obowiazkow nie przeszkadza mi tak bardzo, bo jestem osoba, ktora nie lubi siedziec na d***e xD

Siłą roboczą jestem do teraz, w pewnym okresie życia było mi bardzo ciężko ponieważ nie potrafiłam pogodzić obowiązków szkolnym i domowych przez co zaczęły się moje kłopoty i w pozniejszym czasie leczyłam się na depresje ... ale to już przeszłość :)

Miłość rodziców nie została przelana ani na niego ani na mnie, moi rodzice są oschli w okazywaniu uczuć i emocji.

Wybrał diabelnie trudny zawód: nauczyciel pracuje na pierwszej linii "frontu ludzkiego".

Tak, ale ostatnio kiedy wspominał o rzuceniu studiów narzekał na swoją specjalizacje, że nie poradzi sobie, to nie jest jego powołanie itp.

Idziemy dalej - czytam, że Twój brat pisze powieści, a do tego odważył się wysłać część z nich do wydawców! Pełen jestem podziwu, naprawdę.


Też go podziwiam, w dodatku jedno jego opowiadanie które czytałam jest boskie!

Co więcej, z Twojego opisu wynika, że Twój brat spędza czas przed komputerem bardziej efektywnie niż ja, ze "społecznościowego" punktu widzenia. Granie przez sieć to jest jednak interakcja z innymi graczami. Podziwiam, ja bym się bał.

Szczerze to wolałabym żeby kontaktował się z ludźmi w realu :P

22 lata to nie jest jeszcze pełna dorosłość, wielu ludzi w tym wieku ma przed sobą usamodzielnienie, a na razie żyje na garnuszku rodziców korzystając z "przedłużonego dzieciństwa".

Może i masz racje, ja patrze na to inaczej ponieważ od kilku dobrych lat rodzice obarczyli mnie większością obowiązków i dla mnie jest to normalne że jak ma się 20 lat to już umie się gospodarować czasem, dbać o dom, pracować, uczyć się, zarabiać własne pieniądze itp. Może dlatego denerwuje mnie fakt, że Maciek jest starszy a zupełnie inaczej mijają jego dni.

Nie ma w tym nic złego, przeciwnie - to bardzo dobrze, gdy rodziców stać na dłuższą i pełniejszą edukację dziecka, które może dzięki temu wystartować w dorosłość z wyższego poziomu

No bardzo ma fajnie, niestety ale mnie to już nie dotkło bo za swoją szkołę muszę sama płacic :P

Podniosłaś jednak istotną kwestię: granicę pomiędzy niezbędną opieką a nadopiekuńczością. Sprawa jest szczególnie trudna w przypadku aspich, którzy ze swojej natury potrzebują więcej rodzicielskiej troski, co zaciera granicę nadopiekuńczości i powoduje, że aspi stosunkowo często wpadają w pułapkę "niepełnosprawnego dziecka"

Obawiam się właśnie, że czeka to mojego brata. Wczoraj była taka sytuacja, że mama prosiła mnie abym wysłała list priorytetem. Akurat brat wychodził załatwić sobie praktyki i powiedziałam, że Maciek ma po drodze i spokojnie może wysłać ... no i usłyszałam od mamy: "to ja sama sobie wyśle". A logiczne jest, że jeśli Maciej potrafi iść załatwić sobie praktyki to list też będzie umiał wysłać.

Wyjątkowo niebezpieczny jest moment diagnozy ZA, kiedy rodzice mogą się poczuć zobowiązani do trwałej opieki nad "niepełnosprawnym dzieckiem" i nie pozwolą mu się usamodzielnić.

Z moimi rodzicami jest taki problem, że nie dopuszczają do siebie takich informacji. Wiem to po sobie jak chorowałam na depresje, mój ojciec nie mógł pojąć, że wskazane jest u mnie leczenie szpitalne i powinnam mieć terapie oraz brać leki. Można powiedzieć, że nie mieściło im się to w głowie, że można chorować w inny sposób niż fizyczny.

Czytałem, jak rodzice małych autystycznych dzieci cieszyli się na myśl, że ich dzieci "zawsze będą przy nich". To egoistyczna postawa, niestety bardzo naturalna. Jeśli Twoi rodzice są nadopiekuńczy wobec Twojego brata, to mogą wykorzystać diagnozę ZA aby go zatrzymać przy sobie. Szczególnie, że jeszcze się nie usamodzielnił, więc sprawa jest prosta - nic nie trzeba zmieniać. (Ale znany mi jest też przypadek, gdy rodzina praktycznie ubezwłasnowolniła trzydziestoparoletniego aspiego, choć przed diagnozą prawie wcale się nim nie interesowali.)

Powiem szczerze, że po mojej mamie widać, jaką przyjemność jej sprawia robienie mojemu bratu śniadania, podawanie obiadu itp ... ale bywa i tak, że denerwuje się, że w pokoju jest bałagan a Maciek nie chce sprzątać ... Patrząc z drugiej strony na ojca, widać, że jego już to irytuje, podsuwanie wszystko pod nos, traktowanie 22latka jak małego dziecka.

Jeśli Twój brat jest aspim, to nim będzie do końca życia. Nigdy nie będzie pasował do "społecznego standardu", więc i pewnie życie będzie miał "niestandardowe".

Życie może mieć jakie chce, byle by nie działa mu się krzywda bo tego nie zniosę.

I jeszcze jedno: to naprawdę nie jest ważne, czy nauczy się gotować, czy nie. Umiejętność gotowania nie jest warunkiem dorosłości ani samodzielności.


No pewnie, że nie :) ale obawiam się, że jeśli brat kiedyś będzie mieszkać sam, to podupadnie na zdrowiu, bo będzie jeść same sztuczności. Wiem, że ma słabość do fastfoodów i szybkich dań :P

Ja myślę że to że nie lubi gotować i zmywać naczyń to w wypadku faceta najnormalniejsza rzecz pod słońcem. Kiedyś niemal żaden facet tego nie robił, a skoro jego ojciec również tego nie robi, to wręcz byłoby dziwne jakby garnął się tak do tego

Ale zaniesienie naczyń do zlewu to już jest dla niego problem ;] Tata jak trzeba to pozmywa (kiedy mama wyjechała to on zajmował się tym). Ale Maciek nie chce dotykać niczego co kojarzy mu się z brudem.

Istotne jest tak naprawdę żeby na ten obiad zarobić, jego przyrządzenie to już drugorzędny problem.

I tu jest kolejny problem, bo jeśli mój brat zostanie już nauczycielem to będzie mieć przechlapane, bo nie potrafi rozmawiać z ludźmi. Aby być dobrym nauczycielem, trzeba również być w pewnym sensie pedagogiem ... jak już pisałam, że nie wierze w to, że przejdzie jakąś rozmowe kwalifikacyjną.

A na pomoc przyjaciół to raczej nie powinno się liczyć. Jest takie powiedzenie - umiesz liczyć, to licz na siebie

W grupie jest raźniej i weselej :P Jeśli ma się szczerych przyjaciół to uwierz mi, że warto prosić o pomoc albo chociaż o wsparcie psychiczne. Tego może nie zrozumie, bo jestem osobą towarzyską, taki typ wodzireja :P

pozdrawiam

Post przez magic » Pn, 30 sie 2010, 18:24

Adam Wrzesiński napisał(a):Może i "protezy",ale co jeśli jest szansa ,że będzie mógł poruszać się bez nich. Ja nauczyłem się chodzić w wieku pięciu lat,a mogłem wcześniej,ale ...nie chciałem .W wózku było wygodnie,nie padało na mnie itp(najprawdopodobniej).
Wymusiła mama na mnie chodzenie i dziękuję jej za to!

Adam, Zespół Aspergera nie bierze się stąd, że się chce lub nie chce. Przepraszam, nie jestem zorientowany co do tego, jaka była przyczyna Twoich problemów w dzieciństwie, ale gdybyś cierpiał np. na porażenie mózgowe, to Twoja mama niewiele by wskórała wymuszaniem, prośbą ani groźbą.

Adam Wrzesiński napisał(a):[...] dawno nie widziałem tak profesjonalnego tekstu bez użycia" kopiuj" i "wklej "
Tacy ludzie jak ty są naprawdę potrzebni [...]

Dzięki, choć pochwały chyba trochę na wyrost. :)

Post przez Adam Wrzesiński » Pn, 30 sie 2010, 15:59

magic napisał(a): "Jak ty Maciek dasz sobie radę w życiu?" Aha, zapomniałem powiedzieć, że też mam na imię Maciek.

Miło poznać:)

magic napisał(a):Ale potem doczytałem się, że Twój brat to jest niezły gość! Wybrał diabelnie trudny zawód: nauczyciel pracuje na pierwszej linii "frontu ludzkiego". Nie ma porównania z informatykiem (jak ja), który siedzi zaszyty w kąciku i nawet nie musi umieć mówić, bo porozumiewa się głównie przez email. Idziemy dalej - czytam, że Twój brat pisze powieści, a do tego odważył się wysłać część z nich do wydawców! Pełen jestem podziwu, naprawdę.


Rzeczywiście-Aspi zaiteresowany beletrystyką to rzadkość. Walczy o siebie,w swój niezrozumiały dla większości sposób.
magic napisał(a):Przeczytałem w tym wątku odpowiedzi sugerujące, aby Twojemu bratu zabrać komputer i odciąć go od sieci. To jakby leczyć kulawego: skoro z kulami tak strasznie powoli człapie, to zabierzmy mu kule! Komputer i internet to są "protezy" dla aspiego. Ja w życiu w zasadzie wszystko osiągnąłem dzięki komputerom, nawet dziewczynę mam "z komputera". Co więcej, z Twojego opisu wynika, że Twój brat spędza czas przed komputerem bardziej efektywnie niż ja, ze "społecznościowego" punktu widzenia. Granie przez sieć to jest jednak interakcja z innymi graczami. Podziwiam, ja bym się bał.


Może i "protezy",ale co jeśli jest szansa ,że będzie mógł poruszać się bez nich. Ja nauczyłem się chodzić w wieku pięciu lat,a mogłem wcześniej,ale ...nie chciałem .W wózku było wygodnie,nie padało na mnie itp(najprawdopodobniej).
Wymusiła mama na mnie chodzenie i dziękuję jej za to!
magic napisał(a):Staram się przedstawić sytuację w trochę innym świetle niż Ty to nakreśliłaś. Twój brat być może ma zespół Aspergera. Jeśli tak, to jest w miarę typowym okazem. 22 lata to nie jest jeszcze pełna dorosłość, wielu ludzi w tym wieku ma przed sobą usamodzielnienie, a na razie żyje na garnuszku rodziców korzystając z "przedłużonego dzieciństwa". Nie ma w tym nic złego, przeciwnie - to bardzo dobrze, gdy rodziców stać na dłuższą i pełniejszą edukację dziecka, które może dzięki temu wystartować w dorosłość z wyższego poziomu. Podniosłaś jednak istotną kwestię: granicę pomiędzy niezbędną opieką a nadopiekuńczością. Sprawa jest szczególnie trudna w przypadku aspich, którzy ze swojej natury potrzebują więcej rodzicielskiej troski, co zaciera granicę nadopiekuńczości i powoduje, że aspi stosunkowo często wpadają w pułapkę "niepełnosprawnego dziecka". Wyjątkowo niebezpieczny jest moment diagnozy ZA, kiedy rodzice mogą się poczuć zobowiązani do trwałej opieki nad "niepełnosprawnym dzieckiem" i nie pozwolą mu się usamodzielnić. Czytałem, jak rodzice małych autystycznych dzieci cieszyli się na myśl, że ich dzieci "zawsze będą przy nich". To egoistyczna postawa, niestety bardzo naturalna. Jeśli Twoi rodzice są nadopiekuńczy wobec Twojego brata, to mogą wykorzystać diagnozę ZA aby go zatrzymać przy sobie. Szczególnie, że jeszcze się nie usamodzielnił, więc sprawa jest prosta - nic nie trzeba zmieniać. (Ale znany mi jest też przypadek, gdy rodzina praktycznie ubezwłasnowolniła trzydziestoparoletniego aspiego, choć przed diagnozą prawie wcale się nim nie interesowali.)

Bardzo mi się podoba, że troszczysz się o swojego brata i chcesz mu pomóc. Start w dorosłe życie to nie jest prosta sprawa i pomoc przydaje się każdemu, aspiemu tym bardziej. Pomagać trzeba z głową, bo z braku umiejętności można wiele zepsuć. Nie trzeba wpadać w panikę "jest tak źle, że gorzej być nie może, natychmiast trzeba zastosować radykalne środki". Jeśli Twój brat jest aspim, to nim będzie do końca życia. Nigdy nie będzie pasował do "społecznego standardu", więc i pewnie życie będzie miał "niestandardowe". Ważne, aby jemu pasowało. I jeszcze jedno: to naprawdę nie jest ważne, czy nauczy się gotować, czy nie. Umiejętność gotowania nie jest warunkiem dorosłości ani samodzielności. Mnie do kuchni nigdy nie ciągnęło - rodzicom na odczepnego tłumaczyłem, że gdy będę na swoim, będę jadł suchy chleb i pił wodę. Jak przyszło co do czego, przeżyłem 10 lat żywiąc się na mieście. Znalazłem sobie parę miejsc, w których można się było dobrze najeść za niewielkie pieniądze i na zmianę do nich chodziłem.


Obawiam się,że cała postawa,to nie tyle(albo nie tylko) chęć pomocy zagubionemu człowiekowi,ale reakcja na skrajnie traktowanie przez rodziców rodzeństwa. Z tego co zrozumiałem,nasza koleżanka była tylko dla rodziców siłą roboczą oblepioną zakazami nakazami i odpowiedzialnością starszej siostry, a cała miłość dana została bratu. Niezależnie kto dostał większą część uwagi rodziców;jest to niebezpieczne,bo tak najszybciej poróźnić rodzeństwo.

magic napisał(a):To tyle na razie. Mam nadzieję, że nie naplotłem zbyt wielu głupot. :)

Z mojej strony żadnych zastrzeżeń
O to się nie martw. Oczywiście ostateczną ocenę wystawi " gość",ale
dawno nie widziałem tak profesjonalnego tekstu bez użycia" kopiuj" i "wklej "
Tacy ludzie jak ty są naprawdę potrzebni: Którzy nie tylko znają sprawę z autopsji ,czy wymachują psychiatrycznym bełkotem,ale tacy,którzy potrafią myśleć trzeźwo i krytycznie,korzystając ze swojej przeszłości,aby komuś pomóc...

Post przez magic » Pn, 30 sie 2010, 04:51

Małyświrku/gościu, pewnie się zdziwisz, ale im więcej czytam o Twoim bracie, tym bardziej mi się on jako osoba podoba. Oczywiście jestem autystycznym świrem, więc - naturalnie - mam spaczony gust. :)

Początkowo miałem wrażenie, jakbyś opisywała mnie samego z czasów, kiedy miałem 22 lata. Wtedy również "pasożytowałem" na rodzicach, całe dnie przesiadywałem przy komputerze, no i podobno byłem bardzo niesamodzielny. "Jak ty Maciek dasz sobie radę w życiu?" Aha, zapomniałem powiedzieć, że też mam na imię Maciek.

Ale potem doczytałem się, że Twój brat to jest niezły gość! Wybrał diabelnie trudny zawód: nauczyciel pracuje na pierwszej linii "frontu ludzkiego". Nie ma porównania z informatykiem (jak ja), który siedzi zaszyty w kąciku i nawet nie musi umieć mówić, bo porozumiewa się głównie przez email. Idziemy dalej - czytam, że Twój brat pisze powieści, a do tego odważył się wysłać część z nich do wydawców! Pełen jestem podziwu, naprawdę.

Przeczytałem w tym wątku odpowiedzi sugerujące, aby Twojemu bratu zabrać komputer i odciąć go od sieci. To jakby leczyć kulawego: skoro z kulami tak strasznie powoli człapie, to zabierzmy mu kule! Komputer i internet to są "protezy" dla aspiego. Ja w życiu w zasadzie wszystko osiągnąłem dzięki komputerom, nawet dziewczynę mam "z komputera". Co więcej, z Twojego opisu wynika, że Twój brat spędza czas przed komputerem bardziej efektywnie niż ja, ze "społecznościowego" punktu widzenia. Granie przez sieć to jest jednak interakcja z innymi graczami. Podziwiam, ja bym się bał.

Staram się przedstawić sytuację w trochę innym świetle niż Ty to nakreśliłaś. Twój brat być może ma zespół Aspergera. Jeśli tak, to jest w miarę typowym okazem. 22 lata to nie jest jeszcze pełna dorosłość, wielu ludzi w tym wieku ma przed sobą usamodzielnienie, a na razie żyje na garnuszku rodziców korzystając z "przedłużonego dzieciństwa". Nie ma w tym nic złego, przeciwnie - to bardzo dobrze, gdy rodziców stać na dłuższą i pełniejszą edukację dziecka, które może dzięki temu wystartować w dorosłość z wyższego poziomu. Podniosłaś jednak istotną kwestię: granicę pomiędzy niezbędną opieką a nadopiekuńczością. Sprawa jest szczególnie trudna w przypadku aspich, którzy ze swojej natury potrzebują więcej rodzicielskiej troski, co zaciera granicę nadopiekuńczości i powoduje, że aspi stosunkowo często wpadają w pułapkę "niepełnosprawnego dziecka". Wyjątkowo niebezpieczny jest moment diagnozy ZA, kiedy rodzice mogą się poczuć zobowiązani do trwałej opieki nad "niepełnosprawnym dzieckiem" i nie pozwolą mu się usamodzielnić. Czytałem, jak rodzice małych autystycznych dzieci cieszyli się na myśl, że ich dzieci "zawsze będą przy nich". To egoistyczna postawa, niestety bardzo naturalna. Jeśli Twoi rodzice są nadopiekuńczy wobec Twojego brata, to mogą wykorzystać diagnozę ZA aby go zatrzymać przy sobie. Szczególnie, że jeszcze się nie usamodzielnił, więc sprawa jest prosta - nic nie trzeba zmieniać. (Ale znany mi jest też przypadek, gdy rodzina praktycznie ubezwłasnowolniła trzydziestoparoletniego aspiego, choć przed diagnozą prawie wcale się nim nie interesowali.)

Bardzo mi się podoba, że troszczysz się o swojego brata i chcesz mu pomóc. Start w dorosłe życie to nie jest prosta sprawa i pomoc przydaje się każdemu, aspiemu tym bardziej. Pomagać trzeba z głową, bo z braku umiejętności można wiele zepsuć. Nie trzeba wpadać w panikę "jest tak źle, że gorzej być nie może, natychmiast trzeba zastosować radykalne środki". Jeśli Twój brat jest aspim, to nim będzie do końca życia. Nigdy nie będzie pasował do "społecznego standardu", więc i pewnie życie będzie miał "niestandardowe". Ważne, aby jemu pasowało. I jeszcze jedno: to naprawdę nie jest ważne, czy nauczy się gotować, czy nie. Umiejętność gotowania nie jest warunkiem dorosłości ani samodzielności. Mnie do kuchni nigdy nie ciągnęło - rodzicom na odczepnego tłumaczyłem, że gdy będę na swoim, będę jadł suchy chleb i pił wodę. Jak przyszło co do czego, przeżyłem 10 lat żywiąc się na mieście. Znalazłem sobie parę miejsc, w których można się było dobrze najeść za niewielkie pieniądze i na zmianę do nich chodziłem.

To tyle na razie. Mam nadzieję, że nie naplotłem zbyt wielu głupot. :)

Post przez ...L » Pn, 30 sie 2010, 00:35

...

Post przez gość » So, 28 sie 2010, 22:25

Przecież to w sumie o to chodzi, jak będzie miał kasę i będzie sam się w stanie utrzymać to chyba nie jest to żadna aż taka straszna patologia skoro takie życie mu się podoba.

Patologią nie jest dla mnie wieczne siedzenie w domu, tylko brak odpowiedzialności, zaradności i wyobraźni. No, może wyobraźnie ma, bo pisze powieści ... ale życie fikcją literacką nie nauczy go tego co może spotkać go w przyszłości. Z lasów nie wyjdą potwory, światem nie będą władać wampiry, a nad Polskę nie przyleci ufo ... za to on sam może wylądować na bruku, nie mieć pieniędzy, przyjaciół którzy mu pomogą ... czuję, że jego przyszłe życie to będzie jakaś masakra ...

Wiecie co, nawet jeśli on skończy studia to nikt go nie zatrudni z jednego względu - nie przejdzie rozmowy kwalifikacyjnej. Zwłaszcza, że wybrał kierunek nauczycielski (tutaj wzorował się swoim wychowawcą z liceum którego uwielbiał).

jutro podejmę z nim rozmową na temat jego planów "co dalej"

Post przez pwjbbb » So, 28 sie 2010, 16:16

No dobrze, a czy oglądał Rain Mana, albo np. Mozart and the Whale albo Adama, coś z tych rzeczy, bo widzę że kręcą go filmy więc może przez to okno by się coś dało ?

Może jakiś dokument by przełknął, książkę... kogoś kto ma ZA/autyzm, i to niekoniecznie o tym temacie...

Jest dokument (tu na forum) o kobiecie która ma brata z pogranicza ZA/autyzmu który też jest dorosły i nie chce/ nie umie opuścić dom.

A najważniejsze to zobaczyć jak on by zareagował na jakieś trudności... to co mówili aby zabrać komputer (cokolwiek innego aby wyrwać go z jego rutyny)... ale nie z intencją zabrania go na zawsze tylko ew. nawet zagrozić aby zaczął się bać tego... jak zareaguje, czy będzie bezbronny/agresywny wobec tej sytuacji, czy opór minie... Jak mu powiedzieć aby zabrał się za jakieś zarabianie pieniędzy aby mógł sobie pozwolić na komputer i opłacić siebie.... jak zareaguje, bo jak nie ma odpowiednich umiejętności i wystarczającej nie chcę powiedzieć inteligencji, ale takiej ogólnej zaradności, to żadne terapie szokowe nie pomogą.

Może zapytać się o to to co by zrobił jakby np. jego rodzice zachorowali, albo nagle umarli (takie rzeczy się zdarzają), co wtedy, co by zrobił, tzn. tego nie da się sprawdzić co by zrobił, ale może ma jakieś przemyślenia na ten temat. W ogóle jak sam w jego ocenie jest sobie w stanie poradzić sobie z życiem, tzn. czy nie da rady i czy jest świadomy swojej niemocy, czy reaguje na to emocjonalnie, czy jest mu wszystko jedno.

Przecież to w sumie o to chodzi, jak będzie miał kasę i będzie sam się w stanie utrzymać to chyba nie jest to żadna aż taka straszna patologia skoro takie życie mu się podoba.

Góra